...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      



,

statystyka

Wpisy z tagiem: Sonia Draga

poniedziałek, 28 grudnia 2009



Japonia, lata 60 XIX wieku.

W małej górskiej wiosce, u swoich przybranych rodziców, mieszka Sachi, dziewczyna wyróżniająca się spośród innych wieśniaczek niezwykłą urodą. Pewnego dnia jej losy krzyżują się z losami księżniczki Kazu, młodszej siostry cesarza, która podróżuje właśnie z Kioto do Edo, by poślubić shoguna. Kazu, zachwycona urodą Sachi, postanawia zabrać ją ze sobą do ooku (pałacu kobiet), części Zamku Edo przeznaczonej tylko dla kobiet, niedostępnej dla wszystkich mężczyzn z wyjątkiem shoguna. Wkrótce Sachi spotyka szczególne wyróżnienie: zostaje konkubiną shoguna.
Jednak zbliża się coś, co nieodwracalnie zmieni życie kobiet z ooku, brutalnie zakończy tysiące żyć i nada Japonii nowy porządek: wojna domowa Boshin.

"Ostatnia konkubina" to urzekająca, fascynująca książka, łącząca w sobie historię z fikcją. Choć losy Sachi są całkowicie zmyślone, to okoliczności, w jakich się dzieją, już nie. Downer wiernie starała się oddać czasy upadku shogunatu i związanych z nim przemian, życie w pełnym intryg ooku, losy niefikcyjnych postaci (np. księżniczki Kazu) oraz ówczesną mentalność i styl życia. Udało jej się choć na chwilę wskrzesić XIX-wieczną Japonię.

Nie tylko część historyczna i rewelacyjne odmalowanie tych fascynujących, burzliwych czasów wywołały u mnie zachwyty nad książką. Przyczynił się do nich także wątek Sachi o nieco baśniowo-przygodowym charakterze. Śledziłam jej losy z zapałem, zaciekawiona, co ją jeszcze spotka. Wraz z nią próbowałam poznać jej prawdziwe pochodzenie; jej oczyma obserwowałam rywalizację kobiet w ooku i gwałtowne przemiany w kraju. Patrzyłam, jak się zakochuje z charakterystyczną dla Japończyków powściągliwością. Razem z nią bałam się o to, co stanie się z jej bliskimi i Japonią oraz co przyniesie wyjątkowo niepewna i nieodgadniona przyszłość.

Jednak, abstrahując już od wszelkich intryg i przygód, jest to dla mnie przede wszystkim powieść o dramatycznym końcu jednego świata, o ludziach, którzy zginęli tragiczną, bezsensowną śmiercią, a także o tych, którzy zostali wyrzuceni na bruk, bezradni, gdyż nie znali innego życia niż to, które wiedli dotychczas.

"Ostatnia konkubina" to powieść tyleż urocza co wzruszająca. Wciąga, oczarowuje Japonią, ale w ostatecznym rozrachunku zasmuca.

Nawiasem mówiąc, strasznie boli mnie tekst na okładce (Japońska wersja "Przeminęło z wiatrem"). Mogę się tylko domyślać, że owo porównanie miało zwiększyć sprzedaż, zachęcić ludzi do sięgnięcia po tę powieść. Ale czy pomysłodawcy mają czytelników za idiotów? Czy nie wiedzą, że po przeczytaniu książki wyjdzie na jaw, że porównanie jest żenująco nietrafione? I że może to wywołać uczucie niesmaku?

"Ostatnia konkubina" sprawiła, że amatorsko zakręciłam się wokół tematu ooku. Udało mi się dorwać piąty sezon j-dramy pod tym samym tytułem, choć bardziej zależy mi na trzecim ze względu na czas akcji. Jeśli ktoś z Was zna jakieś tytuły (czegokolwiek - anime, seriali, książek, filmów) dotyczące pałacu kobiet, to ślicznie proszę o podzielenie się nimi ze mną :)
A po lekturze tej książki naszła mnie ogromna ochota na "Gai-jina" Clavella. Nawet nie próbowałam z nią walczyć ;)

czwartek, 14 maja 2009



Profesor Kijima pisał o obserwowanej w jednostce intensyfikacji poczucia własnego ja, o zmianach w kształcie form życia i o tego typu sprawach, ale wydaje mi się, że nie w tym rzecz. Mitsuru, Yuriko i Kazue nie przeszły mutacji, one po prostu uległy rozkładowi. Profesor biologii powinien był w stanie rozpoznać oznaki fermentacji i rozkładu. Przecież to on sam uczył nas o tych procesach zachodzących w organizmie. Do wywołania procesu gnicia potrzebna jest woda. Wydaje mi się, że w przypadku kobiet, tą wodą są mężczyźni.
W Tokio giną dwie prostytutki. Yuriko słynęła niegdyś z oszałamiającej urody i świadoma, że poza nią nie miała zbyt wiele do zaoferowania, postanowiła zrobić z niej użytek. Kazue, prowadząca podwójne życie zastępca kierownika w jednej z wiodących japońskich firm, przez całe życie czuła się niedoceniana i niedowartościowana. Kto i dlaczego je zabił? I, co ważniejsze: co tak naprawdę skłoniło obie kobiety do takiego upodlenia się?

Z opowieści snutej przez bezimienną narratorkę (starszą siostrę Yuriko i koleżankę z klasy Kazue), przeplecionej dziennikami ofiar i zeznaniami mordercy, wyłania się przerażająca opowieść o potrzebie uwagi i akceptacji.

"Groteska" jest nie tyle kryminałem co pierwszorzędną powieścią psychologiczną. Sprawa morderstw jest tutaj de facto tematem drugoplanowym. Najważniejsze są kobiety - ich codzienna walka o zainteresowanie i akceptację w społeczeństwie klasowym, a przede wszystkim w świecie rządzonym przez mężczyzn.
Yuriko ze względu na swoją niezwykłą urodę, choć powszechnie podziwiana, traktowana była jak odmieniec. Jej siostra, zupełnie do niej niepodobna, żyła w jej cieniu i postanowiła przywdziać maskę obojętności zahaczającą o wyniosłość. Kazue pragnęła zrobić karierę, jednak natrafiła w pracy na szklany sufit, a jej osiągnięcia były umniejszane. To tak w naprawdę wielkim skrócie, bowiem w tej powieści nic nie jest proste, a wydarzeń i czynników mających wpływ na życie i decyzje bohaterek jest tutaj bez liku. Czasem nawet nic nie jest takie, jakim się wydaje - narratorka nie zawsze jest wiarygodna, o czym przekonujemy się, czytając dzienniki Yuriko i Kazue.

Kirino jest mistrzynią w budowaniu depresyjnej, złowrogiej atmosfery przesiąkniętej bezradnością, samotnością i autodestrukcyjnymi zachowaniami powodowanymi, paradoksalnie, instynktem samozachowawczym. Chore relacje (nienawiść, kazirodztwo, uzależnienie), obojętność, z jaką narratorka opowiada o niektórych wydarzeniach, wreszcie przerażające studium szaleństwa, w które powieść zmienia się pod koniec - to wszystko naprawdę robi wrażenie.

Do lektury "Groteski" zdecydowanie trzeba mieć odpowiedni nastrój, ponieważ jej duszna, przygnębiająca atmosfera może się udzielić. Ale warto. Warto i kropka.

Nawiasem mówiąc, chciałabym, żeby w Polsce ukazały się kolejne powieści Natsuo Kirino, ale nie liczę na wiele. Zwłaszcza że Sonia Draga poszła na łatwiznę i zamiast przełożyć obie książki (zarówno "Groteskę" jak i "Ostateczne wyjście") z japońskiego - przełożyła je z angielskiego, a po angielsku ukazały się zaledwie cztery z szesnastu (bodajże) powieści tej autorki. No i nie chcę nawet myśleć, ile te książki straciły na takim podwójnym tłumaczeniu. Zgroza.

sobota, 11 kwietnia 2009



Główna bohaterka powieści, Alice Chaplin, jest matką trójki dzieci. Świat, który ją otacza, pełen jest niebezpieczeństw i zasadzek, przed którymi Alice musi chronić swoje pociechy o każdej porze dnia i nocy.

Jednym z takich niebezpieczeństw są egzaminy wstępne do elitarnego gimnazjum, do których już niedługo będzie musiała podejść Molly, jej córka. Wszystko jednak wskazuje na to, że dziewczynka sobie z nimi nie poradzi. Tak przecież być nie może, w końcu wszystkie jej koleżanki wybierają się do tej szkoły, a poza tym Molly zasługuje na wszystko co najlepsze, a co za tym idzie, najbardziej ekskluzywne. W takiej sytuacji Alice postanawia zakasać rękawy i pójść na te egzaminy, udając własną jedenastoletnią córkę. A jest to dopiero początek przygody...

W swojej powieści O'Farrell przedstawia obraz hermetycznego środowiska należącego do angielskiej klasy średniej, w którym rodzice cierpią na przerost ambicji wobec własnych dzieci. Próbują uczynić z nich chodzące ideały i zawsze wiedzą lepiej, co dla nich najlepsze. Organizują im każdą wolną godzinę - szermierka, kółko literackie, korepetycje - byle tylko ich własna pociecha była w jak najbardziej wyedukowana, rozwinięta i osiągała najwyższe wyniki. Wszystko to, oczywiście w imię jak najlepszej przyszłości.
Bałam się, że gdy Jamie wkroczy w okres dojrzewania, zacznie olewać szkołę i będzie się całymi dniami wałęsał po podziemiach metra w towarzystwie innych wykolejeńców, jeżdżąc w górę i w dół po ruchomych schodach i przylepiając gumę do żucia do sutków modelek na billboardach z reklamami biustonoszy. A wszystko dlatego, że nie zapisaliśmy go w porę na lekcje klarnetu.
Przedstawiony w książce problem jest przejaskrawiony; rodzice w swym zachowaniu nierzadko przekraczają granice absurdu. Więc chociaż pewne wydarzenia trudno traktować poważnie, to zagadnienia poruszane przez O'Farrella mogą czasem dać do myślenia, zaś takie zabiegi jak ironia czy przerysowanie tylko podkreślają co istotniejsze kwestie.

"Może zawierać orzeszki" napisana jest lekkim, humorystycznym językiem. Zdarzyło mi się nawet podczas lektury kilka razy roześmiać ;) Jednak mniej więcej w drugiej połowie pisarz uderzył w sentymentalno-moralizujący ton i zepsuł mi nieco radochę z czytania. Po pierwsze dlatego, że zwyczajnie takich wycieczek nie lubię, a po drugie, było to absolutnie zbędne. I bez tego przekaz książki był jasny i zrozumiały.

Mimo wszystko polecam, ot tak, dla relaksu :)

sobota, 13 grudnia 2008


Bohaterkami powieści są cztery kobiety, które pracują na nocnej zmianie w fabryce produkującej zestawy obiadowe.
Kuniko jest próżna i rozrzutna. Pragnie wspiąć się o jeden szczebel wyżej w drabinie społecznej, jednak lenistwo nie pozwala jej podjąć jakichkolwiek kroków, by osiągnąć ten cel. Póki co, zmuszona jest otaczać się namiastką luksusu, co w rezultacie wpędza ją w poważne długi.
Yoshie, najstarsza z całej czwórki, jest wdową. Na utrzymaniu ma niedomagającą teściową, którą nieustannie musi się zajmować, oraz nastoletnią, zbuntowaną córkę, która ma własne życie i ani myśli wyręczać matkę w jej obowiązkach. Mieszkają w ciasnym domku, przesiąkniętym zapachem moczu. Nie mają oszczędności, bo wszystkie nadprogramowe pieniądze pochłonęła opieka nad staruszką.
Yayoi ma męża egoistę, z którym ciągle się kłóci, oraz dwójkę małych dzieci. Mąż od jakiegoś czasu nie przynosi już do domu wypłaty, tylko wydaje na dziewczyny lub przepuszcza w grze w karty. Yayoi sama musi zadbać o to, by utrzymać rodzinę.
Masako finansowo powodzi się najlepiej z tej całej grupy. Ma jednak męża pogrążonego w depresji, z którym już od dawna nie dzieli sypialni i z którym właściwie nie ma o czym rozmawiać. Dodatkowo kilka lat wcześniej ich kilkunastoletni syn zupełnie przestał się do nich odzywać.
Choć każda z nich ma inny charakter oraz inne problemy, mają ze sobą wiele wspólnego. Wszystkie są na skraju wyczerpania, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Łączy je samotność i rutyna, a przede wszystkim brak perspektyw i potrzeba zmienienia czegoś w swoim życiu. Mimo to ich relacje bardziej przypominają solidarność niż przyjaźń.
Właśnie po części w ramach tej babskiej solidarności, po części zaś skuszone perspektywą zarobienia dodatkowych pieniędzy, pomagają pozbyć się ciała męża Yayoi, gdy ta, doprowadzona do ostateczności, zabija go.
I pewnie na tym by się sprawa zakończyła, gdyby policja nie odnalazła ciała i gdyby do całej sprawy nie wmieszał się Satake, człowiek o mrocznej przeszłości, właściciel klubów, w których bywał mąż Yayoi, oraz Jumonji, dyrektor firmy pożyczkowej.

"Ostateczne wyjście" jest doskonałym thrillerem psychologicznym, z dużym naciskiem na "psychologicznym". Napięcie jest genialnie budowane od samego początku, a niepokój rośnie tym bardziej, że akcja przetykana jest licznymi zapisami nastrojów emocjonalnych i myśli bohaterów (nie tylko tych czterech kobiet), tym ciekawszymi, że ukazanymi z punktu widzenia każdego z nich. Nie brakuje też, jak na thriller przystało, krwawych, makabrycznych, wyjątkowo szczegółowych i sugestywnych opisów różnego rodzaju zbrodni.

Książka poraża swoim realizmem i prostotą. Ukazuje życie zwykłych kobiet, które w akcie desperacji, by poprawić swój byt i przełamać rutynę, są w stanie przekroczyć pewne granice, o których nigdy by nie pomyślały, gdyby żyły w nieco bardziej komfortowych warunkach. Obrazuje też, jak bardzo i w jaki sposób człowiek może się zmienić po przekroczeniu tych granic. Co ciekawiej, Natsuo Kirino nikogo nie wybiela i nie usprawiedliwia. Można powiedzieć, że relacjonuje wszystko na sucho. To czytelnik wybiera, komu "kibicować".

Japonia Natsuo Kirino nie ma w sobie nic z poetyckiego, kwitnącego wiśnią kraju. To jest ponure, depresyjne i nieprzyjazne jednostce miejsce; pole nieustannej walki. To kraj dyskryminacji kobiet, długów i hazardu, mafii i konszachtów, pozorów i kłamstw. A przede wszystkim jest to kraj ludzi bardzo, bardzo samotnych.


W 2002 roku na podstawie "Ostatecznego wyjścia" nakręcono w Japonii film, "Out". Bardzo chciałabym go zobaczyć, ale niestety wydaje się nie do zdobycia.