Ostatnie wpisy
Zakładki:
Przeczytane
Dla bibliofilów
Zaglądam
Kontakt
Tagi
![]() |
Wpisy z tagiem: czarne
czwartek, 07 kwietnia 2011
W ubiegłym roku nie przebrnęłam przez trzy książki. O "Candy" Mian Mian pisałam tutaj. Nie pisałam natomiast o "Sercątku" Herty Müller oraz o "The Teahouse Fire" Ellis Avery, czas więc to nadrobić i skreślić na ich temat choć kilka słów. Herta Müller - "Sercątko" ![]() Ciężka sprawa z tą Hertą. Co innego porzucić lekturę kiepskiego, nudnego, koślawo napisanego czytadła, a co innego najsłynniejszej chyba powieści noblistki. Cóż, pociesza mnie, że nie ja jedna nie dałam "Sercątku" rady. Wykończył mnie język, pełen metafor, symboli, niedopowiedzeń, owijania w bawełnę, lekkiego chaosu i innych dziwów. Preferuję prostotę, zresztą uważam, że zrobienie na czytelniku wrażenia przy użyciu jak najmniejszej ilości słów, bez upiększaczy, ozdobników i masy najróżniejszej maści środków stylistycznych jest nie lada sztuką. Tutaj miałam wrażenie, jakby Müller po prostu pisała, co jej serce dyktowało, zupełnie nie dbając o czytelnika. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że wszelkie korzyści płynące z lektury nie są wprost proporcjonalne do wysiłku, który muszę w nią włożyć, i zrobiłam sobie przerwę. Później okazało się, że kompletnie wypadłam z rytmu i nie potrafiłam już wrócić do książki. Nie mówię, że jest to zła książka. To po prostu książka nie dla mnie. Ellis Avery - "The Teahouse Fire" ![]() Bardzo się na tę książkę zgrzałam, więc mojej radości nie było końca, gdy udało mi się ją wreszcie upolować na BookMoochu. Zawiodłam się srodze. Historia opowiada o Aurelii, młodziutkiej Francuzce, która przedziwnym zrządzeniem losu trafia do Japonii i zostaje przygarnięta przez rodzinę, która specjalizuje się w ceremonii picia herbaty. No i w zasadzie tyle. Śmiertelnie się wynudziłam (a wyobraźcie sobie, jak nudna musi być książka o Japonii, żebym zdecydowała się przestać ją czytać). Przez wiele, wiele stron nic się nie działo; czułam, jakbym stała w miejscu, choć coraz więcej kartek dzieliło mnie przecież od strony tytułowej. Autorka skupiła się na długaśnych, nic do niczego nie wnoszących opisach, czym w końcu wyczerpała moją cierpliwość. Powieść odłożyłam nie bez żalu; w końcu miała spory potencjał. Ale i w tym wypadku pokrzepia mnie fakt, że nie jestem odosobniona w swej opinii.
środa, 16 września 2009
![]() André Aciman popełnił rewelacyjną sagę rodzinną. W żywy, wyrazisty i błyskotliwy sposób opowiedział o losach kilku pokoleń swojej rodziny (choć przyznaję, że nie wiem do końca, co jest tutaj prawdą, a co fikcją), Żydów sefardyjskich, od momentu, gdy na początku XX wieku osiedlili się w Egipcie, aż do połowy lat 60, gdy ze względu na nacjonalistyczne nastroje zmuszeni byli go opuścić. O członkach tej rodziny (zresztą nie tylko o nich; przewija się też tutaj mnóstwo innych osób), ich zwyczajach i dziwactwach, pisze Aciman z pewną dozą ironii, czasem złośliwie, ale nie bez serdeczności. Ze strzępów wspomnień, opisów, szybko można wywnioskować, że bohaterowie są barwni i nietuzinkowi; każda z postaci jest niepowtarzalna i oryginalna na swój własny sposób. Wszyscy razem tworzą emocjonalną mieszankę wybuchową: kłócą się, ale i kochają, obgadują za plecami, ale też wspierają w najtrudniejszych momentach. Dzielnie stawiają czoła życiu: śmierci, wojnie czy bankructwu. Razem odważnie biorą, co im daje los, dowiadują się, jak smakuje przemijanie i poszukują własnej tożsamości i miejsca w zróżnicowanej klasowo i kulturowo Aleksandrii. Aleksandria Acimana to kosmopolityczne, tętniące życiem miasto, które rozbrzmiewa wieloma językami, kusi przeróżnymi zapachami i oszałamia kolorami. Autor prowadzi nas poprzez gwarne targi, wąskie uliczki, nastrojowe kawiarnie i rozgrzane słońcem plaże. To miejsce wciąga i fascynuje. I choć z jednej strony wydaje się bohaterom obce, z drugiej, o dziwo, wcale nie chcą stamtąd wyjeżdżać. Powieść, choć napisana językiem rzeczowym i konkretnym, zawiera w sobie nutkę nostalgii. Aciman, czasem między wierszami, a czasem wprost, pisze o tęsknocie - za spotkaniami rodzinnymi, które nigdy już nie odbędą się w tym samym składzie, za ówczesną atmosferą, tak niepowtarzalną i magiczną, i za Aleksandrią, która przeminęła. Jako dorosły już człowiek, z perspektywy czasu, opisuje tamte lata jakby były najpiękniejszymi w jego życiu, najpiękniejszymi w dziejach jego rodziny - choć wówczas nikt by ich takimi nie nazwał. (Prawda to, że pewne rzeczy docenia się dopiero wtedy, gdy się je straci.) Przyznam, że powieść mnie na samym początku przytłoczyła - ilością postaci i wydarzeń oraz brakiem tego, co na ogół określa się jako wprowadzenie. Jednak udało mi się w końcu poczuć jej rytm - i od tego momentu, zauroczona i zafascynowana, powolutku raczyłam się opowieścią Acimana. Z żalem przewróciłam ostatnią stronę. "Wyjście z Egiptu" to korowód barwnych postaci, magia ówczesnej Aleksandrii, i nostalgiczny smak przemijania. Niegruba (320 stron), ale szalenie treściwa. Perełka na rynku księgarskim; stanowczo do smakowania (nie łapczywego chłonięcia) i do refleksji. Polecam. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||