...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      



,

statystyka

Wpisy z tagiem: MAG

środa, 04 marca 2009



Świat się kończy. Nie dałam rady przebrnąć przez Moore'a.


Gdy Tucker Case podczas podniebnej przygody erotycznej rozbija samolot swojej szefowej, zmuszony jest uciekać z kraju. Z pomocą przychodzi mu lekarz-misjonarz, zamieszkujący jedną z wysp Mikronezji, który chciałby, aby pilot dla niego pracował. Tucker nie wie jeszcze, że przyjdzie mu trafić w przedziwne, niebezpieczne, zasiedlone przez plemię Rekinów miejsce, gdzie króluje Najwyższa Kapłanka oraz kult cargo.

Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z tą książką i przeczytałam okładkową notkę, jakiś piskliwy głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że to niekoniecznie jest moja bajka. Zignorowałam go, myśląc, że Moore to Moore; wszak nie takie dziwy już pisał. Kupiłam więc powieść, a gdy odstała swoje na półce, postanowiłam dać jej się porwać. Dobrnęłam, w mękach, niemal do połowy; gdyby nie moja niezachwiana dotąd wiara w pisarza, zapewne porzuciłabym lekturę dużo wcześniej. Teraz głosik piszczy z nieukrywaną satysfakcją: "A nie mówiłem?".

Mam wrażenie, że wszystko jest w tej powieści nie tak: fabuła mnie zupełnie, ale to zupełnie nie wciągnęła (sprawiała wrażenie, jakby zmierzała donikąd), dowcip jest na żenująco niskim poziomie, a narrator chaotycznie przeskakuje z Tuckera, przez kapłankę, na Rekinów; z teraźniejszości w czasy II wojny światowej. Jakoś nie bawią mnie losy transwestyty z oswojonym nietoperzem, ani gołej kapłanki, która za karę odbiera swojemu plemieniu papierosy.
Jedyny plus jest taki, że pogooglałam sobie trochę na temat Mikronezji.

Szkoda, naprawdę wielka szkoda, zwłaszcza że Moore mnie nigdy dotąd nie zawiódł.
Wiedziałam, że prędzej czy później pojawi się na tym blogu kategoria "niedoczytane", ale naprawdę nie sądziłam, że stanie się to za sprawą pisarza, którego wcześniej tak bardzo lubiłam.

Ech.

piątek, 07 listopada 2008

Zastanawialiście się kiedyś, jak mogła wyglądać młodość Jezusa? Moore się, jak widać, zastanawiał. Efektem tych przemyśleń (oraz przeogromnej fantazji autora) jest "Baranek".

Cztery Ewangelie, które znamy z Nowego Testamentu, skupiają się głównie na narodzinach Chrystusa, a następnie przeskakują do ostatnich lat jego życia. Nie wiadomo, co działo się z Jezusem w międzyczasie. Z tego też względu na ziemię zostaje zesłany anioł Raziel, który ma za zadanie wskrzesić Biffa, najlepszego przyjaciela Jezusa, a następnie dopilnować, by ten napisał kolejną ewangelię, tym razem jednak dokładną i szczegółową.
Poznajemy Jezusa, zwanego Joszuą, jako młodego człowieka, który "nie ma pojęcia, jak się zabrać do bycia Mesjaszem". Po kilku drobnych przygodach (jak pierwsze, nie do końca udane wskrzeszenia zmarłych czy próba obrzezania dziesięciostopowego posągu greckiego boga) postanawia wraz z Biffem wyruszyć na Wschód, by odszukać trzech Mędrców, którzy mają mu pomóc odnaleźć przeznaczenie i przygotować do zbawienia świata. I tutaj rozpoczyna się prawdziwa przygoda, pełna demonów, trucizn, magów, cudownych uzdrowień, jawnogrzesznic, rytualnych mordów i... seksu.

- Pasterstwo jest chyba łatwe. W zeszłym tygodniu poszedłem z Kalielem, żeby pilnować jego stada. Prawo mówi, że zawsze dwóch musi wyruszyć ze stadem, żeby nie dopuścić do obrzydliwości. Potrafię dostrzec obrzydliwość na pięćdziesiąt kroków.
Maggie uśmiechnęła się.
- I powstrzymałeś jakieś obrzydliwości?
- O tak. Broniłem nas przed obrzydliwościami, kiedy Kaliel bawił się za krzakami ze swoją ulubioną owcą.

Jeśli ktoś po tym fragmencie zaczyna snuć przypuszczenia, że "Baranek" jest obrazoburczy, to czuję się w obowiązku rozwiać te obawy. Moore, jak to Moore, choć żartuje sobie z wielu rzeczy i nadaje pewnym sprawom humorystycznego charakteru (jak np. Janowi Chrzcicielowi, który ma tendencję do podtapiania ludzi, którzy nie są do końca przekonani, czy przyjąć chrzest), to jednak samego Jezusa oraz dogmaty wiary traktuje z należytym szacunkiem. Joszua jest przedstawiony w książce jako zwykły człowiek, z poczuciem humoru, wątpliwościami i naturalnymi ludzkimi potrzebami. Tym, co go wyróżnia spośród innych ludzi, jest pewna niestandardowa misja, jaką ma do spełnienia. Jezus stara się wykonać swe zadanie jak najlepiej, dlatego pełnymi garściami czerpie z buddyzmu czy Konfucjanizmu, ucząc się, jak walczyć z ziemskimi namiętnościami, wyrzec się dóbr materialnych, jak żyć w zgodzie ze sobą i innymi, czy być dobrym i miłosiernym. Można zaobserować, jak dojrzewa z biegiem czasu, zmieniając się z niepewnego siebie chłopaka w istotę świadomą swojej mocy i wagi, gotową, by poświęcić się dla ludzkości.
Biff jest natomiast zupełnym przeciwieństwem Joszuy. Patrzy na życie sceptycznie i bardziej praktycznie, uwielbia się zgrywać, z chęcią ulega wszelkim pokusom i namiętnościom, a w chwili zagrożenia nie waha się użyć przemocy. Różnice te jednak nie tylko nie zagrażają ich przyjaźni, ale umacniają ją jeszcze bardziej. Biff wiernie towarzyszy przyjacielowi przez całe jego życie, wspierając go, opiekując się nim i chroniąc od złego, nierzadko uciekając się przy tym do podstępu i intrygi. Moore genialnie przeplótł wydarzenia znane nam z Nowego Testamentu z wątkami historycznymi oraz takimi zupełnie zmyślonymi. W posłowiu jednak przyznał, że nieco ponaginał historię (nie zgadzają się daty dotyczące innych religii), by ubarwić i wzbogacić fabułę. Ponaginana czy nie, książka fenomenalnie pokazuje, jak wiele łączy Chrześcijaństwo z filozofiami wschodu; jak religie przenikają się wzajemnie i, mimo pozornie wielkich różnic, tak naprawdę uczą tych samych wartości.

"Baranek", oczywiście, pełen jest satyry, błyskotliwych dialogów, absurdu i humoru, często czarnego:

- Twój tato jest silny. Będą go musieli torturować przez długie dni, zanim odda ducha.

Moore'owi udało się jednak zachować równowagę między humorem a powagą sytuacji - głównie pod koniec życia Joszuy. Momentami, zwłaszcza na początku, książka śmieszy do łez, później jednak staje się wzruszająca.

Choć, jak już pisałam, książka w żadnej mierze nie ma na celu krytyki Chrześcijaństwa, to do jej przeczytania zalecana jest pewna doza dystansu do religii i umiejętność spojrzenia na nią z przymrużeniem oka. W przeciwnym razie wizja Joszuy ćwiczącego kung-fu może się po prostu nie spodobać.


EDIT: Oczywiście stara sklerotyczka Ger zapomniała wspomnieć, że "Baranka", jako chyba jedyną książkę Moore'a, przełożył na język polski niejaki pan Piotr W. Cholewa. I nie trzeba tu nic więcej dodawać; to nazwisko mówi samo za siebie ;)

środa, 29 października 2008


Nie mogłam, po lekturze "Krwiopijców", odmówić sobie zakupu ich kontynuacji. No nie mogłam. :)

Bałam się, że ta książka nie dorówna pierwszej części, jak to często w takich przypadkach bywa (zwłaszcza że Moore napisał ją po 12 latach od "Krwiopijców"). Moje obawy okazały się na szczęście bezpodstawne. "Ssij, mała, ssij" jest równie lekka, zabawna i prześmiewcza jak jej poprzedniczka.
Koncepcja książki jest taka sama - mamy tu mieszankę makabry, romansu, sensacji i dużej ilości humoru. Autor ponownie kpi sobie ze wszystkiego. Żeby jednak nie powielać tych samych schematów i by nie było zbyt monotonnie, Moore tchnął w dalsze losy wampirzycy Jodie i jej pomagiera Tommy'ego powiew świeżości: kroniki mhrrrocznej gotki Abby. Abby jest doskonałą parodią subkultury gotyckiej (zwłaszcza jej młodszych przedstawicieli z dużą domieszką emo) i - bez wątpienia - moją ulubioną bohaterką tego wampirzego cyklu.

Tak czy siak, byliśmy w środku jakieś dziesięć minut i puścili piosenkę, którą bardzo lubię - "Rżnę cię w kostnicy" zespołu Dead Can Dub - która jest super i w ogóle makabryczna. Próbowałam namówić Jareda do tańca, ale podszedł jakiś facet, złapał go za płaszcz i powiedział: "Czerń się łatwo spiera, co?" Było po wszystkim. Jared dostał świra na maksa, zupełnie go pojebało. Najpierw chciał, żebym go ukryła i w ogóle, a potem powiedział, że dłużej tego nie zniesie i że musi natychmiast iść do domu i przefarbować ciuchy. No i zostawił mnie na łaskę wilgotnej samotności zwanej nocą. Kupiłam butelkę wody i chipsy, i już pogrążałam się w żałobie nad swoją utraconą młodością, kiedy pojawił się ON. Ja cię!

No to na początek zrobiłam parę tostów, które się przypaliły i były czarne jak moja dusza, a ja tak się załamałam, że łzy rozpaczy spadły niczym zimne kryształy, by rozbić się na bezwzględnych skałach mojego żałosnego życia. Ale potem zobaczyłam, że mama zostawiła na blacie dwudziestaka (...)

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu Abby może przypaść do gustu, ja jednak ją uwielbiam i uważam, że to dziewczę zasługuje na swoją własną odrębną powieść.

Moore jest dla mnie prawdziwą perełką, gdyż - jako że ogólnie jestem ponurak - ciężko mi znaleźć autora, który nie dość, że pisze lekkie, łatwe i przyjemne powieści, to jeszcze potrafi rozśmieszyć mnie do łez. Z tego też względu od kilku dni czekam na przesyłkę z innymi jego książkami :)

Ta specyficzna mieszanka sensacji, horroru, romansu, fantasy, powieści obyczajowej i lekkiej erotyki zauroczyła mnie już od pierwszego zdania:

Zachód słońca malował fioletem wielką piramidę, podczas gdy Cesarz wzniecał kłęby pary, odlewając się przy kontenerze na śmieci w zaułku poniżej.

I wpadłam. Nie spoczęłam, dopóki "Krwiopijców" nie skończyłam :)

Dużo się dzieje w tej książce. Znajdziemy tu i wybuch, i śledztwo, i nekrofila w prosektorium, a i trup ściele się gęsto. Jest to tak naprawdę tylko tło dla dowcipnych dialogów, dużej dawki absurdu, satyry i humoru, także czarnego, na wcale przyzwoitym poziomie. Bo Moore żartuje ze wszystkiego, z czego tylko się da - od kobiecej obsesji na punkcie wyglądu, przez znalezienie miejsca do parkowania, po kontakty damsko-męskie.

Motywem przewodnim jest tutaj jednak wampiryzm. Świetnie parodiując kiepskie, amerykańskie, przesycone erotyzmem produkcje o żądnych krwi bestiach, czyhających w mroku na niewinnych ludzi, autor stworzył swoją własną - przezabawną - wizję wampirzego życia. I nie można mu odmówić w tej wizji całkiem praktycznego podejścia do tematu:

- Mgła - powiedział Tommy. - Spróbuj się zmienić w mgłę. Jeśli kiedyś zapomnisz klucza, będziesz mogła po prostu wsączyć się pod drzwiami z powrotem.
- Nie umiem.
- Próbuj dalej. Wiesz, ile twoich włosów zbiera się w odpływie pod prysznicem? Jeśli się zatka, będziesz mogła tam wniknąć i go odetkać.

Krwiopijców" czyta się szybko, lekko i baaardzo przyjemnie. Gorąco polecam, zwłaszcza na jesienną deprechę.