Ostatnie wpisy
Zakładki:
Przeczytane
Dla bibliofilów
Zaglądam
Kontakt
Tagi
![]() |
Wpisy z tagiem: baobab
poniedziałek, 03 listopada 2008
![]() Pewnego dnia ginie Duana Zwolle, artystka znana w lokalnej społeczności; kobieta skryta i tajemnicza, więc tym bardziej intrygująca (ale też tym trudniej jest znaleźć sprawcę). Policja podejrzewa Matta McBride'a, głównego bohatera powieści, po którym jak na dłoni widać, że coś ukrywa. Nikt jednak nie wie, że na jego dziwne zachowanie ma wpływ wydarzenie sprzed dwudziestu lat, kiedy to na tytułowym Pustkowiu Matt znalazł zmasakrowane zwłoki koleżanki ze szkoły. Jednocześnie Autor Nieznany, człowiek niezbyt utalentowany, choć wysoce natchniony, tworzy swoje makabryczne dzieło. Matt jest niewątpliwie mężczyzną sukcesu - ma świetnie płatną pracę, luksusowy dom, drogi samochód, zadbaną :) żonę i dwójkę dzieci. Czasem tylko odzywa się w nim tragiczne wspomnienie z przeszłości, czasem miewa koszmary senne, ale poza tym jego życie jest spokojne i z pozoru szczęśliwe. No właśnie, z pozoru. Bo McBride najszczęśliwszy jest jako Puszczyk - fotograf, kiedy to, wolny i nieskrępowany, może oddać się pasji tworzenia. W głębi duszy czuje, że praca w biurze, eleganckie ubrania, towarzystwo, w jakim się obraca, a nawet kobieta, którą poślubił, to nie jego bajka. I pewnie prowadziłby takie "podwójne życie", gdyby nie nagłe zniknięcie Duany Zwolle, które uświadamia mu pewne rzeczy i wywraca wszystko do góry nogami. "Pustkowie" jest na pierwszy rzut oka thrillerem; na drugi staje się powieścią psychologiczną. Pierwsza połowa książki zrobiła na mnie duże wrażenie, potem jednak zaczęło ono słabnąć, głównie za sprawą głównego bohatera. Mogłabym polubić Matta, tego zagubionego, nieszczęśliwego mężczyznę, którego dążenie do wolności było długim i bolesnym procesem. Mogłabym go po cichu dopingować, żeby udało mu się spełnić marzenia i odnaleźć własną drogę w życiu. Nie umiałam jednak. McBride nie wzbudził we mnie ani krzty sympatii. Choć rozumiałam, jaki był jego cel, nie mogłam pojąć, dlaczego próbował go osiągnąć w taki udziwniony sposób. Bo Matt zbyt mocno kręcił, kombinował i komplikował i tak już skomplikowaną sytuację. Czasem sprawiał wrażenie, jakby sam nie wiedział, czego chce, albo jakby bał się swoich marzeń. Większą sympatię wzbudził we mnie Autor Nieznany, bo przynajmniej był konsekwentny w swoim działaniu. Niby książka ma spory potencjał, niby jest interesująca, lecz w ogólnym rozrachunku nie wypadła najlepiej. Wryła mi się jednak w pamięć, zostawiła po sobie ślad; wciąż myślę o Duanie Zwolle. Nie mogę gorąco polecić tej powieści, ale nie mogę też odradzać sięgnięcia po nią; jest na tyle specyficzna, że każdy sam powinien wyrobić o niej zdanie. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||