Ostatnie wpisy
Zakładki:
Przeczytane
Dla bibliofilów
Zaglądam
Kontakt
Tagi
![]() |
Wpisy z tagiem: Definitions
niedziela, 06 lutego 2011
("Chłopiec w pasiastej piżamie") ![]() "Chłopiec w pasiastej piżamie" to chyba jedna z tych książek, wobec których trudno pozostać obojętnym. Jednych zachwycił, innych zirytował naginaniem prawdy. O sobie mogę powiedzieć, że jakoś tak dziwnie pasuję do obu tych grup. Tematyka książki wzbudziła we mnie pewną nieufność, nim jeszcze wzięłam ją do ręki. Bo prawda jest taka, że połączenie dzieci i obozów koncentracyjnych musi wzruszać, mniej lub bardziej w zależności od jakości historii. A jeśli nie ma się w tym zakresie nic konkretnego do powiedzenia, to jest to dla mnie granie na emocjach, którego nie lubię. A później zaczęłam czytać. I wpadłam. Boyne znakomicie wczuł się w postać chłopca, dziewięcioletniego Brunona, który zmuszony jest opuścić ukochany Berlin i przenieść się z rodziną na jakieś obce mu wygwizdajewo, bardzo daleko od przyjaciół, ukochanych dziadków, znajomych ulic i wielkiego domu z niezliczonymi zakamarkami do eksplorowania. Chłopca, który jest nieświadomy wszystkiego, co się wokół niego dzieje: kim jest ten ważny człowiek "The Fury", który przyjeżdża do nich na kolację, skąd się wzięła nazwa nowego miejsca, "Out-With", i dlaczego ci śmieszni ludzie za ogrodzeniem noszą takie same ubrania. Pewnego nudnego dnia Bruno postanawia wybadać okolicę. W ten sposób poznaje swojego rówieśnika, Shmuela, chłopca w pasiastej piżamie. Daje to początek ich sekretnej i bardzo niezwykłej przyjaźni. Historia tych dwóch chłopców wywołała u mnie sporo emocji najróżniejszej maści. Ich głównym źródłem był niewątpliwie sprytny zabieg, do którego uciekł się Boyne: to, że czytelnik wie o wiele więcej niż Bruno i zmuszony jest obserwować dziecięcą niewinność wśród takiego ogromu zła. Bezkrytyczną ufność w rodziców oraz otaczający go świat i, co za tym idzie, brak potrzeby kwestionowania pewnych zachowań i wydarzeń. Naiwną nieświadomość przechodzącą czasem w irytującą ignorancję (przez co Bruno momentami solidnie działał mi na nerwy). Boyne sprawił, że na chwilę zapomniałam, że zdecydowanie bliżej mi do "Władcy much" Goldinga niż bezwarunkowej wiary w czystość dziecięcych serduszek. Urzekła mnie ta książka, nie mogło być inaczej. Okoliczności, jakie opisywała, i kontrast między dwiema stronami wiadomego ogrodzenia były niesamowicie poruszające, ale też i drażniące. A coś złowieszczego, co czaiło się między wierszami i sygnalizowało, że ta historia nie może zakończyć się inaczej jak tylko w jeden sposób, nie pozwalało mi się oderwać od lektury. Takie właśnie uczucia towarzyszyły mi w trakcie czytania. A później, po lekturze, przestałam ją czuć i zaczęłam o niej myśleć. Przede wszystkim wyszło to, czego obawiałam się na początku: samo połączenie dzieci i obozu musi budzić silne emocje, choćby nie wiem, ile miało wad. A to trochę ich miało. Mogłabym się przyczepić do kilku dość istotnych rzeczy: czy dziewięciolatek, w dodatku syn kogoś wysoko postawionego, naprawdę mógł nie wiedzieć, kim był "The Fury"? Czy mógł być na tyle nierozgarnięty, by nie zdawać sobie sprawy z beznadziejnego położenia swojego przyjaciela; z tego, co ogólnie się wokół niego działo? Na serio nikt mu jeszcze nie zdążył wszczepić nienawiści do Żydów? Do tego Boyne podszedł do tematyki obozu odrobinę zbyt lekko, sugerując np., że Shmuel mógł się każdego dnia swobodnie wymykać na spotkania z Brunonem. Jakie daje to wyobrażenie o okropnościach obozów koncentracyjnych tym, którzy nie mają o nich najmniejszego pojęcia? Być może przesadzam; być może Boyne chciał tylko chwycić czytelników za serce a nie zasypywać ich faktami. Ale ciężko mi (choć nie jest to niemożliwe) traktować "Chłopca w pasiastej piżamie" jako czystą fikcję, skoro jest osadzona w konkretnym czasie, w konkretnym miejscu - w dodatku tak niemożliwie trudnym do zaakceptowania. W takim świetle książka wydaje się niemal kiepskim żartem. Tego podziału na "serce i rozum" nie dokonałam z premedytacją; sam się pojawił. W związku z nim powieść mogę uznać za rewelacyjną tylko wtedy, gdy oddzielę historię Brunona od kontekstu historycznego. Gdy o nim myślę, działa mi na nerwy, choć i wówczas nie wydaje mi się zupełnie do niczego, bo przecież urzekła mnie między innymi prostotą fabuły i języka. Innymi słowy, mam dość ambiwalentne odczucia. I tylko ostatnie słowa (których nie da się zapomnieć) mnie niepokoją: "Of course all this happened a long time ago and nothing like that could ever happen again. Not in this day and age." Mam nadzieję, że słusznie myślę, że to ironia a nie nieświadomość autora. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||