Ostatnie wpisy
Zakładki:
Przeczytane
Dla bibliofilów
Zaglądam
Kontakt
Tagi
![]() |
Wpisy z tagiem: vis-a-vis/Etiuda
czwartek, 14 stycznia 2010
![]() Do Japonii, jeszcze dziewiczej i nieskażonej zbytnio Zachodem, przybywa Malcolm Struan, przyszły tai-pan spółki handlowej Noble House. Niestety, jego przygoda z tym krajem nie zaczyna się zbyt sympatycznie. Wszystkie cierpienia i niedogodności rekompensuje mu jednak młodziutka Francuzka, Angelique, obiekt westchnień wszystkich białych mężczyzn w Yokohamie i przyczyna późniejszych konfliktów Malcolma z matką, Tess, która kieruje firmą w Hongkongu. Tymczasem w Japonii źle się dzieje. Tajna organizacja shishi próbuje obalić shogunat i oddać władzę cesarzowi. Kraj jest rozdarty; wszędzie roi się od spiskowców i szpiegów, zaś obecność gai-jinów nie jest tam mile widziana. W powyższym wstępie ledwie liznęłam dwa z wielu, wielu wątków powieści. Bo romans Malcolma z Angelique to tylko jedna z historii, jaką opowiada nam Clavell, zaś rozłam w Japonii jest zaledwie tłem dla wielu wydarzeń. Mogłabym Wam jeszcze wspomnieć o młodym, ciapowatym shogunie, którym z wyrachowaniem kieruje żona, siostra cesarza, oraz o jego krewnym, Yoshim, który skrycie się wścieka, że to nie on pełni tę funkcję, choć zdecydowanie bardziej się do tego nadaje. O Yoshiwarze, kilku mama-san i ich dziewczętach, które, nierzadko skrywając ból i cierpienie, z uśmiechem wykonują swoją codzienną pracę. O wyrachowanym Francuzie, Poncinie, lubującym się w szantażach... Postaci jest tutaj mnóstwo, a każda z nich jest jedyna w swoim rodzaju, niemożliwa do zaszufladkowania. I każda ma coś ciekawego do opowiedzenia. Ilość wątków i ich wzajemne stopniowe zapętlanie się, spiski, zdrady, i tajemnice, niespodziewane zwroty akcji oraz korowód barwnych postaci, które sprawiają wrażenie, jakby żyły własnym życiem, niezależnie od pisarza - to wszystko nie może nie wciągnąć. Zwłaszcza jeśli jest opisane tak barwnym i dynamicznym językiem i osadzone w tak fascynujących realiach. Jeśli chodzi o te ostatnie - Clavell sam we wstępie przyznaje, że przetworzył historię na własny użytek. Choć postacie i wydarzenia są fikcyjne, to zostały - niektóre mniej, inne bardziej - zainspirowane faktami. Miejsce akcji to realistycznie i skrupulatnie nakreślona XIX-wieczna Japonia, stojąca u progu wielkich zmian. Tocząca się w tle, np., wojna secesyjna całkowicie już pozwala nam zapomnieć, że mamy do czynienia z fikcją literacką. Także ówczesna obyczajowość, zarówno Japończyków jak i gai-jinów przebywających w Yokohamie, została wiernie sportretowana. Clavell świetnie pisze o zderzeniu kultur - o Europejczykach, którzy próbują zrozumieć i przedrzeć się przez japońską mentalność i zasady, oraz o Japończykach, dla których zagraniczni goście są niczym innym jak bandą nieokrzesanych, śmierdzących barbarzyńców. Z zafascynowaniem śledziłam poczynania każdej ze stron wobec tej drugiej. Nikt nie potrafi tak połączyć czystej zabawy z wartościami poznawczymi jak Clavell. I niewielu potrafi sprawić, że ponad 1200-stronicową powieść czyta się równie szybko jak cieniutką książeczkę - a po zakończeniu i tak pozostaje uczucie ogromnego niedosytu. Polecam po stokroć! (I zaznaczam jednocześnie, że przed lekturą "Gai-jina" dobrze jest się zapoznać z "Tai-Panem".) Lepszej książki na rozpoczęcie nowego roku nie mogłam sobie wymarzyć :)
środa, 04 lutego 2009
![]() Gdy przerzuciłam ostatnią kartkę, miałam niemal łzy w oczach, że to już koniec. Clavell zafundował mi prawdziwą ucztę literacką. Myślami wciąż jestem w XIX-wiecznym Hongkongu. Akcja "Tai-Pana" zaczyna się w 1841 roku, w momencie, gdy Wielka Brytania w wyniku wojny opiumowej obejmuje panowanie nad Hongkongiem. O władzę w tej nowej, obcej kolonii konkurują ze sobą dwaj wrogowie: Dirk Struan, tai-pan ("wszechpotężny władca") spółki handlowej Noble House, oraz Tyler Brock, właściciel Brock i Synowie. Rywalizacja jest zawzięta - obaj są zdeterminowani, ambitni i przebiegli, a ponadto gra toczy się o najwyższą stawkę: o wpływy z handlu z Chinami, zwłaszcza że zapotrzebowanie Imperium Brytyjskiego na chińską herbatę jest ogromne. I tak przez ponad 700 stron ;) Nudy? A właśnie że nie. Książka zaskakuje mnogością wątków i wydarzeń. Jest tutaj chyba wszystko - od polityki i interesów, poprzez liczne śmierci, piratów, malarię i tajne bractwo Hung Mun dążące do obalenia Mandżurów, po kazirodztwo, mniej lub bardziej szczęśliwe miłości oraz mniej lub bardziej chciane ciąże. A mnożące się nieustannie spiski i intrygi, oszczędnie wyjawiane czytelnikowi tajemnice i całe mnóstwo zwrotów akcji sprawiają, że książkę czyta się z zapartym tchem. A gdy się w danym momencie nie czyta, to przynajmniej się o niej myśli :) Clavell fenomenalnie ukazał w "Tai-Panie" początki i rozwój ówczesnego Hongkongu, który, ze swoją zatoką morską, miał się stać potężną bazą handlu z Chinami. Tło polityczne i obyczajowe zostały nakreślone z ogromną dbałością o szczegóły. Na uwagę zasługuje zwłaszcza przekrój tamtejszego społeczeństwa, od klas najniższych do najwyższych, od Chińczyków po różnej narodowości Europejczyków, ze szczególnym uwzględnieniem zderzenia kultur. Egzotyczne miejsce akcji dało pisarzowi świetną okazję do zaprezentowania różnic między chińskim a europejskim podejściem do handlu, relacjach damsko-męskich czy ogólnie pojętej obyczajowości. W "Tai-Panie" przewija się całe mnóstwo postaci (można się na początku pogubić w nazwiskach), a każda z nich jest barwna, interesująca i - co najważniejsze - bardzo wiarygodna. Wszystko dzięki temu, że autor świetnie odmalował portrety psychologiczne bohaterów, każdemu nadał swój charakterystyczny sposób bycia i styl wypowiedzi (przy okazji brawa dla tłumaczy, Andrzeja i Małgorzaty Grabowskich), a ponadto unikał wszelkich schematów i podziałów na biały/czarny. Każdy z nich mógłby być żywą istotą, z krwi i kości. Osobiście czuję niedosyt - bohaterowie są tak ciekawi, że chętnie poczytałabym więcej o ich losach przed i po "Tai-Panie". Zresztą sama książka mogłaby być o drugie 700 stron dłuższa. Dla mnie Clavell jest mistrzem powieści podróżniczo-przygodowej. Wprawdzie nie mam wielkiego porównania, ale wcale go nie potrzebuję, by móc docenić talent pisarza. Gorąco polecam! Nie mogę przy okazji nie poskarżyć się na Vis-a-vis Etiudę w kwestii korekty. Taka ilość błędów, na jaką natknęłam się w "Tai-Panie", woła o pomstę do nieba: mnóstwo literówek, brak myślników oddzielających dialogi od narracji, wypowiedź (albo, co gorsza, zdanie) przerwana w połowie i kontynuowana od następnego akapitu, różnice w wielkości czcionki (zwłaszcza na końcach rozdziałów)... Na głowę bije go tylko "Shogun" (tego samego wydawnictwa oczywiście), bo tam dochodziły różne dziwne znaczki, które namiętnie pojawiały się w tekście. Nie wstyd im? Tego typu błędy psują mi przyjemność z czytania - rozpraszają i irytują, co jest zwłaszcza boleśnie odczuwalne przy tak genialnych książkach. Że nie wspomnę, że nie uśmiecha mi się płacić za taką niedoróbkę. Nie mam jednak wyjścia: jeśli chcę mieć cały "Cykl azjatycki" Clavella, nowiutki, ślicznie wydany, jeszcze pachnący farbą, to jestem skazana na to wydawnictwo. I jeszcze jedna uwaga: radzę nie czytać fragmentu książki, który jest na okładce. Jest tam tak wstrętny, obrzydliwy spoiler, że aż boli. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||