...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      



,

statystyka

Wpisy z tagiem: Galeria Książki

czwartek, 19 marca 2009



Wiadomo, jak to często ze wszelkimi -quelami bywa: często tworzone są na fali popularności poprzedniego dzieła, niekiedy na siłę, byle tylko jeszcze trochę zarobić. Na szczęście "Uczennica Maga", prequel "Trylogii Czarnego Maga", nie wpisuje się w ten schemat.


Rzecz dzieje się w Kyralii, setki lat przed wydarzeniami opisanymi w trylogii.
We wiosce Mandryn, na obrzeżach kraju, mieszka Tessia. Dziewczyna pragnie zostać uzdrowicielką i często pomaga ojcu w leczeniu innych. Pewnego dnia, próbując odeprzeć zaloty namolnego Sachakanina, nieświadomie posługuje się magią. Jako samorodna, czyli osoba, u której zdolności magiczne same się uaktywniły, zmuszona pójść na naukę do maga, żeby nauczyć się posługiwać swoją nowo odkrytą zdolnością. Przed Tessią otwierają się teraz nowe możliwości.
Tymczasem w tle czai się wojna z Sachaką; wojna, po której już nic nigdy nie będzie takie samo.

"Uczennicę Maga" czytało mi się rewelacyjnie. Z ogromną przyjemnością powróciłam do Kyralii. Tym razem jednak znalazłam się w czasach, gdy Gildia Magów jeszcze nie istniała, kobiety rzadko decydowały się na zostanie magiczkami, leczenie wyglądało standardowo, gdyż nie odkryto jeszcze, że można do niego używać magii, zaś - że tak enigmatycznie napiszę - pewne magiczne rytuały nie były jeszcze zabronione. Zobaczyłam, jak dokładnie wyglądały kiedyś stosunki Kyralii z Sachaką i poznałam genezę ich wzajemnej niechęci.
Była to naprawdę interesująca podróż. Już w notce o trylogii Canavan wspominałam, że pisarka stworzyła świat, który równie dobrze mógłby istnieć naprawdę. Obserwowanie losów tego świata setki lat wcześniej sprawiło, że wydał on mi się jeszcze bardziej realny, a tym samym - fascynujący. I mam teraz ochotę poznawać go dalej.

Wszystkie zastrzeżenia, które miałam do "Trylogii Czarnego Maga" (czyli nadmierne rozwleczenie, brak napięcia, grozy i zwrotów akcji oraz nadużywanie kursywy), tutaj nie mają racji bytu. Warsztat pisarki zdecydowanie się poprawił od czasu debiutanckiej "Gildii Magów", co zresztą było do przewidzenia, gdyż Canavan od początku wykazywała spory potencjał w tej dziedzinie.
Wszystko w "Uczennicy Maga" jest dokładnie na swoim miejscu. Fabuła toczy się starannie wyważonym tempem, niektóre wydarzenia naprawdę potrafią zaskoczyć, a na inne czeka się w napięciu. Dzięki temu, że autorka nie wahała się uśmiercać ludzi (którzy nierzadko ginęli w męczarniach) i palić wiosek, można odczuć coś na kształt grozy i powagi sytuacji. Kursywa zaś nie pojawia się już na każdej stronie, a tym samym nie irytuje.
Świetnym zabiegiem było opisanie niektórych wydarzeń z punktu widzenia Hanary, sachakańskiego niewolnika. Canavan rewelacyjnie ukazała mechanizm działania jego psychiki (myślę, że nie przesadzę, jeśli nazwę to syndromem sztokholmskim) - poczucie solidarności z oprawcą, chęć niesienia mu pomocy w każdym działaniu, także tym najbardziej okrutnym, oraz kompletne zagubienie i dezorientacja na wolności.
Wszystko to sprawiło, że ciężko było mi się oderwać od lektury.

Jeśli podobała Wam się "Trylogia Czarnego Maga", to "Uczennica Maga" jest dla Was pozycją obowiązkową. Jeśli zaś jej nie czytaliście, nie polecam Wam zaczynać kyraliańskiej przygody od tej książki, chociaż jest to prequel. Po pierwsze, można trafić tutaj na coś na kształt spojlerów późniejszych wydarzeń, a po drugie, wszystkie zasady działania magii są opisane w trylogii - i to właśnie od niej sugeruję zacząć.

Mam nadzieję, że Trudi Canavan pospieszy się z napisaniem trylogii "The Traitor Spy", której akcja również będzie się toczyć w Kyralii ;)





Wspominałam już kiedyś, że ma w Polsce wyjść inna trylogia autorki, "Era Pięciorga". I tom, "Kapłanka w bieli", ma się pojawić już w kwietniu. I jeśli Merlin mówi prawdę, powieść będzie sobie liczyć 700 stron (czyli kupa czytania :)), a tłumaczenia podjął się... Piotr W. Cholewa :)

poniedziałek, 05 stycznia 2009



(Uwaga, w komentarzach znajdują się spojlery dotyczące zakończenia!)


Ponad 1800 stron o przygodach Sonei, dziewczyny ze slumsów o wielkim potencjale magicznym, już za mną. Czas podzielić się wrażeniami, choć ostrzegam, że nie będą one aż tak entuzjastyczne, jak większość opinii, które krążą w internecie.

Imardin, stolica Kyralii, zamieszkana jest w zasadzie przez trzy grupy ludzi: magów, mieszkańców Domów, czyli wyższą sferę, oraz mieszkańców slumsów, którzy dzielą się na "zwykłych" biedaków oraz Złodziei. Magowie, na rozkaz króla, zbierają się każdego roku, by dokonać Czystki, czyli oczyścić miasto z żebraków, włóczęgów i przestępców w celu podniesienia poziomu bezpieczeństwa.
Podczas kolejnej Czystki dzieje się coś dziwnego: młoda mieszkanka slumsów, Sonea, wściekła, że jej rodzina i znajomi są traktowani w tak podły sposób, ciska w magów kamieniem. Kamień jednak nie odbija się jak inne od magicznej tarczy ochronnej, tylko przenika przez nią i trafia jednego z magów w głowę, ku zaskoczeniu wszystkich świadków i samej Sonei. Okazuje się, że dziewczyna nosi w sobie ogromną moc, która zaczyna się uwalniać, stanowiąc zagrożenie dla całego miasta. Jedynym miejscem, w którym Sonea mogłaby się nauczyć kontrolować swoją moc, jest Gildia Magów, jednak dziewczyna ani myśli tam trafić. Jak wszyscy mieszkańcy slumsów, nienawidzi magów i nie ufa im. Postanawia się więc ukrywać, korzystając z pomocy Złodziei, którzy dają jej schronienie w postaci zawiłych podziemnych pomieszczeń i korytarzy.
Z kolei magowie robią, co mogą, by odnaleźć dziewczynę. Nie mogą dopuścić do tego, by tak rzadko spotykana, potężna moc zniszczyła Imardin. W ten sposób rozpoczyna się wielki pościg, który okaże się dość interesujący w skutkach.

Trudi Canavan wspomina na swoim blogu, że do napisania pierwszego rozdziału "Gildii Magów" zainspirowała ją Olimpiada w Barcelonie. Gdy oglądała wiadomości na jej temat, dowiedziała się, że bezdomni są wywożeni w ciężarówkach z miasta. Miało to poprawić wizerunek Barcelony. Tej nocy Trudi śniła, że znajduje się w tłumie ludzi, który ma być usunięty z miasta przez magów. Ludzie zaczęli ciskać kamieniami, a jej samej udało się przy tym użyć magii.

Przyznaję, że trzecia część, "Wielki Mistrz", okazała się najlepsza. Pierwsza, "Gildia Magów" jest momentami dość monotonna - pościg za Soneą ciągnie się przez pół książki. Jest to w zasadzie grubaśne wprowadzenie do całej historii, w którym możemy poznać zasady rządzące Imardinem, nastroje panujące między poszczególnymi sferami społecznymi oraz istotę istnienia Gildii Magów. Druga część, "Nowicjuszka" pozwala nam się bliżej zaznajomić z pewnymi kwestiami i powolutku przygotowuje nas na wydarzenia w części trzeciej. Dopiero w "Wielkim Mistrzu" zgromadzona jest cała akcja.

Fabuła, niestety, jest przewidywalna. Ale już pal licho z tym; aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Najgorsze jest to, że trylogii brakuje jaj. Niby jest skonstruowana poprawnie, niby są w niej zalążki tajemnic i knowań, jednak mam wrażenie, że cała historia nie rozwinęła w pełni skrzydeł. Intrygom brakuje zawiłości i głębi, które sprawiłyby, że nie można się oderwać od lektury, tajemnicom brakuje tajemniczości, a samej fabule - nagłych zwrotów akcji (chociaż nie, przyznaję: był jeden), grozy i poczucia powagi sytuacji. Napięcie pojawia się, ale jak na mój gust zbyt rzadko (z reguły pod koniec każdej części - zapewne po to, by czytelnik chciał się dowiedzieć, jak to się dalej rozwinie i kupił kolejną książkę).
Trylogia mogłaby być spokojnie o kilkaset stron krótsza bez żadnego uszczerbku dla całej historii. Bywały momenty, że czytałam, czytałam i czytałam, a miałam wrażenie, że fabuła stoi w miejscu.
Zanim przejdę do plusów, muszę jeszcze wspomnieć o wszechobecnej kursywie. Autorka bardzo ją sobie upodobała. Zupełnie jakby sądziła, że jej czytelnicy nie są dostatecznie rozgarnięci, by wyczuć ironię, albo odgadnąć, na które słowo pada akcent. Strasznie mnie to irytowało.

A teraz plusy.
Bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu świat, który stworzyła Canavan, oraz sposób, w jaki wymyśliła sobie magię. Zgodnie z moimi nadziejami, jakichś istot nadprzyrodzonych, dziwnych stworów i nadnaturalnych wydarzeń nie ma tu wcale. Kyralia jest normalnym krajem, osadzonym gdzieś pomiędzy średniowieczem a współczesnością, gdyby przełożyć ją na nasze realia. Jedyną nierealną rzeczą jest magia, oparta zresztą na wewnętrznej energii każdego człowieka, a nie na wymachiwaniu różdżką i "hokusach-pokusach". Jest wytłumaczona tak racjonalnie, opisana tak realistycznie, że skłonna byłam uwierzyć, że coś takiego istnieje naprawdę.
Postacie również są stworzone bardzo dobrze. Od samego początku obserwujemy zmiany, jakie w nich zachodzą, poznajemy ich myśli, lęki i nadzieje. Dzięki pewnym kwestiom społecznym, jak ubóstwo czy homoseksualizm, bohaterowie wydają się być naturalni i wiarygodni. Mogę się jedynie przyczepić do charakteru samej Sonei, która była w irytujący sposób nieskazitelnie miłosierna, litościwa i dobra aż do bólu.
Fabuła ogólnie trzyma się kupy - wszystko ma swoje wyjaśnienie, nie ma żadnych naciąganych historii. Spodziewałam się, że autorka pogubi się trochę w stworzonym przez siebie świecie i bardzo przyjemnie się rozczarowałam.

Z wielkim żalem opuściłam Imardin. Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę (w kolejnej trylogii), mając nadzieję na bardziej porywającą fabułę.

Pomimo pewnych niedociągnięć, trylogię czyta się przyjemnie. Nie jest to arcydzieło, nie jest to "must-read", ale jeśli ktoś ma ochotę rozerwać się przy jakiejś lekkiej, niewymagającej lekturze, to "Trylogia Czarnego Maga" spokojnie się do tego nada.