...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      



,

statystyka

Wpisy z tagiem: Red Horse

czwartek, 17 grudnia 2009



Nie przepadam za gadułami. Lubię przekazy w miarę konkretne i treściwe, nie dłuższe, niż faktycznie potrzeba. Słuchanie paplaniny męczy mnie, bo zamiast, przytakując, lekceważąco wpuszczać jednym uchem, a wypuszczać drugim (jak to wiele osób czyni), naprawdę skupiam się, wysilam i próbuję z tego potoku słów wyłapać jakieś konkrety, rzeczy najistotniejsze. A im dłużej to trwa, tym bardziej jestem rozdrażniona i poirytowana.


Shamsie jest właśnie taką męczącą gadułą.
W swej książce, ustami bohaterki, opowiada o wybranych momentach wysoko postawionego rodu Dard-e-Dilów - o klątwie, która na nich ciąży i o skrywanych tajemnicach, które w końcu muszą wyjść na jaw. Opowiada, zmieniając co chwilę temat, zasypując czytelnika imionami i rodzinnymi powiązaniami, przytaczając liczne (raczej mniej niż bardziej pasjonujące) anegdoty i wplatając dygresje.

Wiele z tych wtrąceń wydało mi się mało istotnych. Potrzebowałam kupę samozaparcia, by się przez nie przebić i nadal mieć ochotę śledzić główny wątek powieści.
Uderzyły mnie też nienaturalne dialogi. Nie dość, że bohaterowie mają skłonności do rozmawiania aluzjami i niedopowiedzeniami, to jeszcze cytowanie poetów i dramatopisarzy, jest u nich, widać, na porządku dziennym.
Główne motywy powieści, kontrast, jak np. sól vs. szafran, klasa wyższa vs. niższa, i całe przesłanie, które się z tym wiąże, wyczułam raczej instynktownie. Bo nie przemówiło do mnie, nie uderzyło mnie, nie zostało poparte dostatecznie interesującą historią.
Poczucie humoru też nie to.

Shamsie miewa jednak przebłyski fajności. Są w powieści zlepki słów, przemyślenia, spostrzeżenia, które mi się spodobały i którymi w innych okolicznościach, w innej otoczce, mogłabym się nawet zachwycić. Tutaj uczyniły jedynie lekturę mniej uciążliwą (a trzeba Wam wiedzieć, że choć książka gruba nie jest - ledwie 300 stron - ciągle łapałam się na sprawdzaniu, ile jeszcze zostało mi do końca).

Po przeczytaniu kilku recenzji "Soli i szafranu" spodziewałam się takich drugich "Stu odcieni bieli", powieści ciepłej, sympatycznej i smakowitej. Jednak książka nie posiada, moim skromnym zdaniem, żadnej z tych cech.
Po inne utwory pisarki sięgnę tylko wtedy, gdy same mi dosłownie wpadną w ręce.