Ostatnie wpisy
Zakładki:
Przeczytane
Dla bibliofilów
Zaglądam
Kontakt
Tagi
![]() |
Wpisy z tagiem: Vesper
niedziela, 05 lipca 2009
![]() Życie... dlaczego nic się nie zmienia, choć idziesz coraz dalej i dalej...? ...Narrator "Mogę odejść, gdy zechcę" trudni się zajęciem, można by rzec, dość nietypowym: towarzyszy ludziom w ich ostatnich chwilach, pomaga im pożegnać się ze światem, przygotowuje do tej ostatecznej rzeczy, którą mają zamiar wykonać, by w końcu uwolnić się od cierpienia. Bohaterowie powieści - Judith, miłośniczka lizaków, uwikłana w romans z dwoma braćmi, K. i C., dziewczyna z Hongkongu, która wymiotuje po wypiciu wody mineralnej, czy Mimi, świetna performerka znana z tego, że nie pozwala się fotografować - to osoby samotne. Wiecznie przed czymś uciekają, boją się spojrzeć wgłąb siebie, a w swoim zachowaniu balansują gdzieś na granicy marginesu społecznego i tego, co powszechnie uważa się za normalność. Wszystkie w pewnym momencie swojego życia spotykają narratora, który w snutej przez siebie opowieści łączy ich losy w jedną spójną całość. Powieść Young-ha Kima jest szalenie pesymistyczna w przekazie. Ukazuje ona ludzkie życie jako jedno wielkie pasmo cierpień i bólu, na które w zasadzie nie ma się większego wpływu. Można się temu poddać i biernie egzystować dalej (nie wiadomo w zasadzie, jak długo jeszcze, a co gorsza - po co), a można wziąć sprawy w swoje ręce, przejąć kontrolę nad sobą i ostatecznie wyzwolić się od cierpienia. Bo śmierć, jeśli wybrana świadomie i w odpowiednim momencie, to wygrana. I jest w niej zdecydowanie więcej godności i sensu niż w życiu. Ludzie, którzy nie wiedzą, jak ujmować rzeczy w skrócie, są doprawdy bezwstydni. Tak jak ci, którzy upierają się, aby bezsensownie przeciągać swoją żałosną egzystencję. Tacy ludzie nigdy nie dotkną piękna kryjącego się w tym, co momentalne i skondensowane, więc umierają, nie pojmując, w czym tkwi smutek ich życia.Czy możliwość podjęcia decyzji, kiedy i w jaki sposób chce się odejść z tego świata, nie jest największym i najpiękniejszym z praw człowieka? "Mogę odejść, gdy zechcę" to książka cieniutka (135 stron), ale bardzo treściwa. Do tego znakomicie napisana i idealnie wyważona. Lekkość języka równoważy ogromny ładunek emocjonalny, a jego piękno - przygnębiającą treść. Niedomówienia i, poza kilkoma wyjątkami, brak dosłowności sprawiają, że przekaz staje się lżejszy (i być może, jak w moim przypadku, uderza z całą mocą dopiero później, po lekturze). Całość budzi lekki niepokój, a jednocześnie wpływa kojąco. Jeśli tak właśnie wygląda literatura koreańska, to pragnę poznawać ją dalej. Jeśli tak mają wyglądać moje kolejne przygody w ramach wyzwania peryferyjnego, to naprawdę się cieszę, że do niego przystąpiłam.
sobota, 22 listopada 2008
![]() Muszę przyznać, że dawno już nie czytałam tak interesującej powieści o związku dwojga ludzi oraz jeszcze nigdy takiej, w której miłość została pokazana w tak niebanalny sposób. "Kiedy kończy się przyszłość - odkrył Nicholas - opuszcza się Londyn i leci do Nowego Jorku. Nawet w Boże Narodzenie." - takimi słowami rozpoczyna się "To, co zostaje". Na początku poznajemy Nicka, który właśnie przyleciał do Nowego Jorku. Instynktownie wyczuwamy, że coś jest nie tak. Można zauważyć, że bohater jest zbyt zagubiony i zrezygnowany, żeby mógł to być zaplanowany wyjazd. Po kilku stronach dowiadujemy się, że sześć lat wcześniej Nicholas ożenił się z Chloe. Pierwsza połowa książki składa się z retrospekcji przeplatanych pobytem Nicka w Stanach, ze znaczną przewagą tych pierwszych. Obserwujemy, jak rozpoczął się związek Chloe i Nicka oraz jak zmieniał się i rozwijał w przeciągu lat. Dokładnie poznajemy ich uczucia i głęboko skrywane tajemnice, mając tę nieuchronną świadomość, że w końcu wydarzy się coś złego. I faktycznie, w końcu ma miejsce okropne wydarzenie, które burzy cały ich świat, tak misternie budowany przez te wszystkie lata. Od tej pory Chloe i Nick są zmuszeni radzić sobie sami - osobno - z zaistniałą sytuacją. "To, co zostaje" jest utworem dość niezwykłym w sposobie ukazania miłości. Nie polecam go romantykom, którym jawi się ona jako uczucie krystalicznie czyste, wznoszące człowieka na wyżyny szczęścia i radości. Miłość Chloe i Nicholasa jest niedoskonała. Silna aż do bólu, władcza i zaborcza. Wielokrotnie zahacza o nienawiść. Jest brzydka, ale po głębszej obserwacji możemy zauważyć, że w swej brzydocie potrafi być piękna na swój własny sposób. Nie jest to jednak powieść tylko i wyłącznie o miłości. Opowiada też o tym, jak ludzie radzą sobie w obliczu niewyobrażalnej wręcz tragedii i próbują odnaleźć sens w cierpieniu; w jaki sposób próbują uciszyć przypominające o pewnych sprawach sumienie i jak zabierają się za budowę zupełnie nowego życia. Duncan fenomenalnie opisuje emocje i uczucia Chloe i Nicka, zwłaszcza po owym dramatycznym wydarzeniu. Powieść jest praktycznie jednym wielkim zapisem stanów emocjonalnych bohaterów; bardzo skrupulatnym, choć pełnym niedopowiedzeń. Ale to właśnie te niedopowiedzenia sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się nad pewnymi rzeczami.
"To, co zostaje" jest szczerą do bólu, brutalną książką. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu; ja jednak żądna jestem innych tego typu utworów.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||