...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

,

statystyka

kupki

sobota, 11 września 2010

Skromny, ale cieszy ;)




Przygnębiającego "Niebieskiego ptaka", melancholijną "Sprawę osobistą" oraz kiepski "Prawdziwy świat" już przeczytałam i wkrótce napiszę o nich coś więcej.
"Nocturnes" właśnie zaczęłam - swoją drogą upolowałam tę książkę na BookMoochu i byłam przekonana, że zaginęła w akcji, ale po kilku miesiącach zrobiła mi przemiłą niespodziankę, trafiając do mojej skrzynki :)

"Dom duchów" to mój najświeższy nabytek. Nie mogłam znaleźć tej powieści w żadnym sklepie (choć przyznaję, że "odkryłam" Allende dopiero w tym roku, więc książka miała prawo się rozejść w ciągu ok. dwóch lat od wznowienia trylogii). A że o kolejnym wznowieniu nie wiedziałam, to prawie zeszłam śmiertelnie z radości, gdy dostrzegłam ją na półce w księgarni. Złapałam szybko, pobiegłam ze zdobyczą do kasy i wróciłam do samochodu, zaglądając po drodze co chwilę do worka, żeby sprawdzić, czy na pewno nic mi się nie przywidziało i czy to na pewno "Dom duchów" właśnie ;)
"Klucz Sary" oraz "Czas celibatu" wypatrzyłam w rewelacyjnej taniej księgarni w Poznaniu (której szalenie poznaniakom zazdroszczę!).
"Krucha jak lód" będzie jak znalazł na cięższe czasy, "Ostatnią cesarzową" porównam sobie z wariacją na temat życia Cixi autorstwa Pearl S. Buck, "Malowany ptak" musi sobie dojrzeć na półce, a na "Miasto Śniących Książek" już zacieram rączki :)


A tak poza tym znowu laptop mi umarł i zaczynam to już traktować jako pewnik, stały punkt w moim życiu. Może się walić i palić, najbliżsi mogą mnie zdradzić i opuścić, ale na laptopa, że się zepsuje, najwyraźniej zawsze mogę liczyć ;) (Dodam tylko, że czuję się jakby sprowokowana. Zawsze dotąd potrafiłam ewentualne komputerowe usterki naprawić albo chociaż zlokalizować, ta mnie jednak na razie robi w konia, nie pozwalając się odnaleźć, więc traktuję to jako swego rodzaju wyzwanie.)

No i ciągle mi zimno. Spółdzielnia zamula z ogrzewaniem, toteż muszę się wspomagać herbatą (ale nie jakąś smakową, owocową, tylko porządnym, gorzkim earl greyem, od którego jestem chyba uzależniona) i piję kubek za kubkiem (a mam taki fajny 750ml :)). Prognozy pogody na zimę (że niby ma być ostrzejsza i mroźniejsza od poprzedniej) jakoś też nie nastrajają.
Nie nastraja również remont ulicy nieopodal, z którym genialni drogowcy się nie wyrobili i teraz naparzają po nocach młotami pneumatycznymi i innymi egzotycznymi dla mnie maszynami.
A skoro już tak wyliczam nienastrajające rzeczy, to napomknę jeszcze o służbie zdrowia. Do poradni neuro już na ten rok nie zapisują w moim mieście, a na nowy - jeszcze nie. Od ręki załatwiają tylko przypadki, w których istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia. Ale czasem trzeba zrobić badania, żeby owo zagrożenie stwierdzić, prawda? Po raz kolejny się przekonuję, że trzeba być w naprawdę fatalnym stanie, żeby zostać przyjętym - a i wtedy trzeba najpierw jakieś osiem godzin odsiedzieć w poczekalni.
No, to się wygadałam.

00:11, germini , kupki
Link Komentarze (18) »
środa, 19 maja 2010

1) Stosik.

Intensywnie anglojęzyczny, efekt polowań w wiadomych serwisach, wizyty w ulubionym lumpiku oraz minizakupu.



Najbardziej cieszę się z Allende. Taka podekscytowana nie byłam od czasów nabycia kolejnych części sagi George'a R. R. Martina :)

Nie mogę się również doczekać lektury "Audition". Dawno temu widziałam film w reżyserii Takashiego Miike, tyle że nie wiedziałam wtedy, że to jest ekranizacja. Film był, hm, mocny.

2) How to Destroy Angels.
Nowy projekt Trenta Reznora i jego małżonki Mariqueen. Na początku miałam mieszane uczucia, bo nie ufam dziewczętom, które zawalają Youtube setkami filmików, na których palą papierosa do laptopowej kamerki, mają wyraźne parcie na szkło i niewiele talentu, zaś głównym ich atutem jest uroda, którą eksponują nader chętnie. Ufam jednak Trentowi. Odpaliłam więc "The Space in Between" i uśmiechnęłam się, słysząc pierwsze dźwięki; dźwięki, jakie znam i uwielbiam. Później usłyszałam głos Mariqueen i uśmiech zniknął. "A Drowning" mnie z kolei rzuciła na kolana i męczę ją namiętnie w trybie repeat. Niby brakuje w niej pazura, ale ma za to w sobie coś hipnotyzującego.
Do całego projektu wciąż jestem nastawiona odrobinę sceptycznie, choć w sumie nie mogę się doczekać EPki. Wolałabym jednak słyszeć w tych utworach rewelacyjny głos Trenta niż kiepskie pomrukiwanie Mariqueen.

3) Odkrycia muzyczne.
Marudziłam jakiś czas temu, że nie chce mi się już eksplorować świata muzyki, ale jednak udało mi się coś odkryć i nawet polubić: The xx (cudowne "Infinity" np.) i nieco starsze Mazzy Star ("Into Dust"). Ha! :)

4) The Prodigy.
Wybieram się na sobotni koncert w Warszawie. Jakby nie było, słucham ich już ponad połowę swojego życia i fajnie byłoby wreszcie usłyszeć "Breathe" na żywo :) Z tej okazji nawet swoje ukochane jedenastoletnie glany wytargałam ze strychu.

5) Storczyk.
Przywędrował do mnie w sierpniu i bardzo szybko przekwitł. Całą jesień i zimę leniuchował, po czym na wiosnę ruszył niespodziewanie z kopyta.



18:57, germini , kupki
Link Komentarze (16) »
piątek, 23 kwietnia 2010

Jeden bardziej azjatycki,




drugi mniej :)





Wszystkie książki, poza Lisą See, (standardowo) upolowałam w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy.


Obie kupki cieszą, ale najbardziej chyba "The Teahouse Fire" oraz "Samurai William", na które polowałam już od dłuższego czasu. Natomiast z "Dziewczętami z Szanghaju" już się rozprawiłam.

15:15, germini , kupki
Link Komentarze (14) »
niedziela, 07 lutego 2010

Na początek łańcuszek, o który molestuje mnie wytrwale Hiliko ;)

1) Jakich zakładek używasz do książek? Czy są to ręcznie robione arcydzieła, ''co w rękę wpadnie'', lub może po prostu zaginasz rogi?
Ostatnio ciągle towarzyszy mi "firmowa" zakładka z BookMoocha. Wcześniej - różnie: ręcznie spreparowana zakładka z fikuśnym dyndadłem, lewe prawo jazdy ;), stara karta Euro<26 mojego męża, czy też zwykłe zakładki "reklamowe". Zaginania rogów nie uznaję; w głowie mi się ono nie mieści.

2) Jaką książkę ostatnio kupiłaś/eś?
Tom I "Jesiennych werbli" Gabaldon.

3) Jaki jest Twój ulubiony gatunek literatury?
Ciężko mi mówić o ulubionym, ale najczęściej sięgam po szeroko pojęte powieści obyczajowe oraz powieści historyczne (czy raczej quasi-historyczne).

4) O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
5) Gdzie najczęściej czytasz? W jakim miejscu?
Te dwa pytania są ze sobą nierozerwalnie związane, najczęściej bowiem czytam w łóżku przed snem. Lepszej pory wyobrazić sobie nie mogę: mam ciszę i spokój, soczewki moczą się już w pojemniczku (bo męczy mi się wzrok, gdy mam je na sobie podczas czytania) no i mogę się wygodnie rozłożyć :)



A teraz czas na kupkę. W zasadzie tylko Lesley Downer została uczciwie kupiona (czy raczej "dostana"). Resztę dzielnie upolowałam :) Brakuje tylko "Moich Indii" Kreta, które otrzymałam od Sylwii (jeszcze raz dziękuję!) oraz Diany Gabaldon.



02:02, germini , kupki
Link Komentarze (9) »
sobota, 21 listopada 2009

Marazm, o którym wspominałam tutaj, nadal mnie trzyma. Przeziębienie jeszcze mi nie przeszło. Doszedł za to ból po wyrwaniu ósemki. Czytanie wciąż idzie mi opornie - a raczej szło, aż do dzisiejszego poranka.

Wcześniej długo męczyłam Murakamiego, którego przecież lubię. Jeszcze dłużej, tak lekką, łatwą i przyjemną, Lisę Jewell. I gdy już zaczęłam się bać, że to czytelnicze spowolnienie zostanie mi na stałe, sięgnęłam po "Drogę" McCarthy'ego. I wpadłam. Jak przysiadłam, tak nie wstałam, dopóki nie mignęła mi ostatnia strona. O wrażeniach z lektury napiszę innym razem, a tymczasem mam nadzieję, że udało jej się przełamać tę moją książkową niemoc.

A teraz nadszedł czas na niewielki, ale dla mnie jak najbardziej apetyczny, stosik:



Jednak przyznaję, że stosik jest tylko pretekstem do podzielenia się z Wami radością z nowego mieszkańca parapetu (niefotogenicznego przy tym depresyjnym jesiennym świetle):



O paphiopedilum marzyłam, od kiedy tylko zaczęła się moja fascynacja storczykami. No i mam :]

16:42, germini , kupki
Link Komentarze (17) »
czwartek, 08 października 2009

Na pierwszym zdjęciu znajduje się moje aktualne źródło uciechy :) (Które, jak widać, nie chciało współpracować z lampą błyskową.)




Teraz czytam (łapczywie pochłaniam, znaczy się) "Ucztę dla wron". "Nawałnicę mieczy" mam już za sobą i wkrótce skreślę tutaj na jej temat kilka słów.



Drugi stosik to głównie efekt polowań i w mniejszym stopniu zakupów.



Gaimana dorwałam na Podaju.
Burgessa chciałam spróbować, choć czuję, że się nie polubimy. "The Stolen Child" upolowałam (w lumpku za 1zł :)) tak trochę na ślepo (bo nigdy o niej nie słyszałam) i dopiero później się dowiedziałam, że książka zebrała wiele entuzjastycznych recenzji i że porównywana jest do "Jonathana Strange'a i pana Norrella". Na podstawie powieści Djiana nakręcono film, "Betty Blue", który bardzo chciałam obejrzeć (podobno dobry), ale skoro udało mi się dorwać książkę, to najpierw za nią się zabiorę. Dalej jest s-f, nie moja bajka, ale tematyka (a raczej miejsce akcji) mnie kręci ;) "Ulicy tysiąca kwiatów" zwyczajnie nie mogłam się oprzeć (nie żebym jakoś szczególnie próbowała...). W cykl Gabaldon się wciągnęłam, toteż i trzeciej części, "Podróżniczki", nie mogło u mnie zabraknąć. Na samym dole znajduje się książka singapurskiej pisarki, Catherine Lim, która, mam nadzieję, pokaże mi inną stronę Singapuru niż Hwee Hwee Tan.

A teraz wracam do Martina :))


23:53, germini , kupki
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5