...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

,

statystyka

off-topic

poniedziałek, 10 stycznia 2011

W sprawie najwyższego wymiaru kary dla morderców psa rasy Husky.

(Która przecież i tak niczego nie zmieni, ale co nam innego pozostaje.)

Podaję linka na wszelki wypadek, gdyby ktoś jeszcze jakimś cudem o niej nie wiedział: KLIK.

wtorek, 04 stycznia 2011

1)
Miniony rok bardzo szybko mi zleciał; miałam tyle "kulturalnych" planów, nie tylko książkowych, a zrealizowałam tak niewiele.

Może 2011 będzie lepszy.

2) Wypadłam niejako z książkowej blogosfery, jeszcze bardziej ograniczając się do cichych obserwacji i pielęgnując swoją milkliwość.

3) Swojego własnego bloga też zaniedbałam, zupełnie jakbym z dnia na dzień popadła w jakieś otępienie, jakby moje i tak znikome umiejętności formułowania myśli zamarły całkowicie.
Jedenaście książek czeka na własne notki (na samym początku obiecałam sobie, że napiszę o każdej). Daję sobie czas do końca stycznia. Jeśli mi się nie uda, potraktuję to jako swojego rodzaju znak.

4) Nie wiem, jak to się stało, że przeczytałam tak mało książek. I nawet nie mam zamiaru przyznawać się publicznie, że tylko czterdzieści jeden. Nie przebrnęłam natomiast przez od jednej do trzech (do dwóch może jeszcze wrócę, stąd ta niejasna liczba).
W dodatku w tych swoich nielicznych wyborach kierowałam się często w stronę utworów lekkich i bezbolesnych. Lektur mądrych i ważnych było niewiele. Na pierwszym miejscu zdecydowanie "Niewiedza" Kundery.
Odkryciem roku była niewątpliwie Isabel Allende. Zaczęło się od egzemplarza recenzenckiego "Sumy naszych dni", który Muza mi podstępnie podesłała, a potem samo poszło. Jeśli jeszcze nie czytaliście żadnej książki tej autorki - nie ma co zwlekać. Naprawdę :)

5) Zaczęłam sobie tumblrować. Dla mnie osobiście fajna sprawa, mogę tam trzymać w kupie różne pierdoły. Dla osób postronnych - pewnie nudy ;)
Gdybym jeszcze wiedziała, jak wstawić mikrobloga w boczną szpaltę na Bloxie, byłabym odrobinę szczęśliwsza ;)

piątek, 24 grudnia 2010
czwartek, 26 sierpnia 2010

Czasem są to drobiazgi, takie małe psikusy, jak balsam do ciała Garniera, ten w czerwonym opakowaniu, który sprytnie podszywa się pod ketchup i z dziką radością pozwala się wycisnąć na pizzę. Albo sztyft ochronny do ust, który udaje klej i cieszy się złośliwie, gdy coraz bardziej poirytowany człowiek próbuje nim coś
(oczywiście bezskutecznie) przykleić.
Czasami sprawa jest poważniejsza, a dotyczy to głównie płynów. Kawa lubi się wylewać na laptopa, piwo na komórkę, a wrzątek na mnie (ten ostatni nie odniósł dotąd większych sukcesów w tej materii, ale wierzę, że uparciuch będzie próbował dalej).
Zauważyłam jednak, że im większa* rzecz, tym bardziej i groźniej się na mnie zasadza. Weźmy na przykład taki samochód. Albo opuści klapę od bagażnika, gdy ja akurat po coś do niego sięgam, albo, współpracując z zamkiem centralnym, zatrzaśnie drzwi, podczas gdy fragment mnie nadal tkwi w środku (a dokładniej rzecz ujmując, mój lewy kciuk, który nie zdążył wysiąść).

Jednak do najbardziej niebezpiecznych rzeczy należą mieszkania (tak, tak!) - z tymi swoimi czającymi się na każdym kroku futrynami, cwanymi narożnikami i innymi wrednymi zakamarkami. Po raz pierwszy przekonałam się o tym dobrych kilka lat temu, gdy ościeżnica przywaliła mi w biodro. Długo nie mogłam się poruszać, kość była pęknięta; do dziś odczuwam skutki tego uderzenia. Obraziłam się na tamto mieszkanie i zmieniłam na takie, które wyglądało życzliwiej i sympatyczniej.
Pozory oczywiście mylą. Jakieś dwa lata temu z hakiem ościeżnica przyrąbała mi w głowę, w dodatku bardzo sprytnie, bo zgodnie z zasadą "bij tak, żeby nie było śladów". Poza maleńkim zadrapaniem, które zniknęło na drugi dzień, rzeczywiście nie było nic widać; żadnego guza, rozcięcia czy siniaka. A mimo to wylądowałam w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu i pękniętą czaszką.

I kolejne mieszkanie, aktualne. Długo się na mnie zasadzało (czym mnie zmyliło, bo zaczęłam się już cieszyć, że może ma przyjazne nastawienie), aż w końcu wybrało odpowiedni moment. Tym razem zaatakował mnie narożnik - i to nie byle jaki, bo wyłożony twardymi płytkami. Mało jednak, widać, doświadczony, bo guz wyskoczył mi od razu, i to spory. Wprawdzie szpitala jeszcze nie odwiedziłam, ale istnieje prawdopodobieństwo, że będę musiała.

Siedzę teraz w tym wstrętnym mieszkaniu, moim teoretycznym azylu, najbezpieczniejszym podobno miejscu, i coraz bardziej lękam się o własne życie. I zastanawiam się, co ja takiego tym rzeczom martwym uczyniłam, bo złośliwość złośliwością, ale coś takiego to już mi bardziej pod szczerą nienawiść, ewentualnie poważne zaburzenia psychiczne podchodzi.

A tak nawiasem mówiąc - ciekawa jestem, kiedy jakaś opieka społeczna postanowi przyjrzeć się bliżej mojemu mężowi ;)



* lub droższa - wciąż jeszcze mam za mało doświadczenia na tym polu, żeby być całkowicie pewną.
poniedziałek, 19 lipca 2010

Ledwo człowiek daje radę blogaska ogarnąć, a tu go Boo łańcuszkiem molestuje ;)


Wypadłam na jakiś czas z blogowego świata (głównie na skutek awarii laptopa - kombinowałam jak koń pod górkę i w końcu odzyskałam dane z dysku, ale nim do tego doszło, długo nie miałam dostępu do swoich zakładek) i z książkowego (tutaj winę ponosi absolutnie fenomenalny! "True Blood" oraz troszeczkę PS3).


Wracając do łańcucha:

1) Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą?
Do głowy przychodzi mi Barcelona, która zachwyciła mnie w "Tajemnicy Gaudiego".

2) Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania w wakacje?
To samo co w niewakacje ;) Łóżko, ewentualnie kanapa (a mamy nowe, bardzo wygodne do czytania! :)). W miejscach publicznych za bardzo się rozpraszam: a to ludzie kwiczą, a to wiatr zawieje, tu robal usiądzie, tam coś zatrąbi...

3) Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.
Myślę i myślę, ale do jednej nie potrafię się ograniczyć.

4) Jaka jest Twoja najnowsza lektura? Co zaczęłaś czytać?
Dostałam ostatnio i niemal natychmiast zaczęłam czytać "Prawdziwy świat" Natsuo Kirino. I zawiodłam się trochę, bo to nie jest Kirino, jaką znam i uwielbiam.

Imiennie nikogo nie wybiorę, ale chętnych jak najbardziej zapraszam do odpowiedzi :)

poniedziałek, 07 czerwca 2010

Wycwaniłam się i do losowania wykorzystałam znaleziony w sieci program o zaskakującej nazwie Losuj ;) (Metoda może i mało widowiskowa, ale za to skuteczna.)


Najpierw wklepałam nicki osób, które zgłosiły chęć posiadania "Woodwarda":




Następnie kliknęłam w odpowiedni przycisk.
Książkę otrzyma...




Marobas! :)

Serdecznie gratuluję i proszę o kontakt pod germini(at)gazeta.pl.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5