...fascynacje, frustracje i fantazje
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

,

statystyka
środa, 29 października 2008


Nie mogłam, po lekturze "Krwiopijców", odmówić sobie zakupu ich kontynuacji. No nie mogłam. :)

Bałam się, że ta książka nie dorówna pierwszej części, jak to często w takich przypadkach bywa (zwłaszcza że Moore napisał ją po 12 latach od "Krwiopijców"). Moje obawy okazały się na szczęście bezpodstawne. "Ssij, mała, ssij" jest równie lekka, zabawna i prześmiewcza jak jej poprzedniczka.
Koncepcja książki jest taka sama - mamy tu mieszankę makabry, romansu, sensacji i dużej ilości humoru. Autor ponownie kpi sobie ze wszystkiego. Żeby jednak nie powielać tych samych schematów i by nie było zbyt monotonnie, Moore tchnął w dalsze losy wampirzycy Jodie i jej pomagiera Tommy'ego powiew świeżości: kroniki mhrrrocznej gotki Abby. Abby jest doskonałą parodią subkultury gotyckiej (zwłaszcza jej młodszych przedstawicieli z dużą domieszką emo) i - bez wątpienia - moją ulubioną bohaterką tego wampirzego cyklu.

Tak czy siak, byliśmy w środku jakieś dziesięć minut i puścili piosenkę, którą bardzo lubię - "Rżnę cię w kostnicy" zespołu Dead Can Dub - która jest super i w ogóle makabryczna. Próbowałam namówić Jareda do tańca, ale podszedł jakiś facet, złapał go za płaszcz i powiedział: "Czerń się łatwo spiera, co?" Było po wszystkim. Jared dostał świra na maksa, zupełnie go pojebało. Najpierw chciał, żebym go ukryła i w ogóle, a potem powiedział, że dłużej tego nie zniesie i że musi natychmiast iść do domu i przefarbować ciuchy. No i zostawił mnie na łaskę wilgotnej samotności zwanej nocą. Kupiłam butelkę wody i chipsy, i już pogrążałam się w żałobie nad swoją utraconą młodością, kiedy pojawił się ON. Ja cię!

No to na początek zrobiłam parę tostów, które się przypaliły i były czarne jak moja dusza, a ja tak się załamałam, że łzy rozpaczy spadły niczym zimne kryształy, by rozbić się na bezwzględnych skałach mojego żałosnego życia. Ale potem zobaczyłam, że mama zostawiła na blacie dwudziestaka (...)

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu Abby może przypaść do gustu, ja jednak ją uwielbiam i uważam, że to dziewczę zasługuje na swoją własną odrębną powieść.

Moore jest dla mnie prawdziwą perełką, gdyż - jako że ogólnie jestem ponurak - ciężko mi znaleźć autora, który nie dość, że pisze lekkie, łatwe i przyjemne powieści, to jeszcze potrafi rozśmieszyć mnie do łez. Z tego też względu od kilku dni czekam na przesyłkę z innymi jego książkami :)

17:56, germini , luźno przemyślane
Link

Ta specyficzna mieszanka sensacji, horroru, romansu, fantasy, powieści obyczajowej i lekkiej erotyki zauroczyła mnie już od pierwszego zdania:

Zachód słońca malował fioletem wielką piramidę, podczas gdy Cesarz wzniecał kłęby pary, odlewając się przy kontenerze na śmieci w zaułku poniżej.

I wpadłam. Nie spoczęłam, dopóki "Krwiopijców" nie skończyłam :)

Dużo się dzieje w tej książce. Znajdziemy tu i wybuch, i śledztwo, i nekrofila w prosektorium, a i trup ściele się gęsto. Jest to tak naprawdę tylko tło dla dowcipnych dialogów, dużej dawki absurdu, satyry i humoru, także czarnego, na wcale przyzwoitym poziomie. Bo Moore żartuje ze wszystkiego, z czego tylko się da - od kobiecej obsesji na punkcie wyglądu, przez znalezienie miejsca do parkowania, po kontakty damsko-męskie.

Motywem przewodnim jest tutaj jednak wampiryzm. Świetnie parodiując kiepskie, amerykańskie, przesycone erotyzmem produkcje o żądnych krwi bestiach, czyhających w mroku na niewinnych ludzi, autor stworzył swoją własną - przezabawną - wizję wampirzego życia. I nie można mu odmówić w tej wizji całkiem praktycznego podejścia do tematu:

- Mgła - powiedział Tommy. - Spróbuj się zmienić w mgłę. Jeśli kiedyś zapomnisz klucza, będziesz mogła po prostu wsączyć się pod drzwiami z powrotem.
- Nie umiem.
- Próbuj dalej. Wiesz, ile twoich włosów zbiera się w odpływie pod prysznicem? Jeśli się zatka, będziesz mogła tam wniknąć i go odetkać.

Krwiopijców" czyta się szybko, lekko i baaardzo przyjemnie. Gorąco polecam, zwłaszcza na jesienną deprechę.

01:24, germini , luźno przemyślane
Link
wtorek, 28 października 2008

"Oko jadeitu" jest powieścią wielowymiarową i wielowątkową. Mamy tutaj handlarzy antykami, krótką historię zniszczenia dóbr kultury narodowej, mamy obozy pracy i mroczną tajemnicę rodziny głównej bohaterki, Mei; mamy także nieszczęśliwą miłość, poczucie wyobcowania i niedopasowania do współczesnego świata.

Priorytetem w tym świecie jest robienie kariery i dążenie do awansu, by zdobyć pozycję, która pozwoli na godne życie, a także zdobywanie kontaktów - często wbrew sobie, kosztem ideałów i marzeń. Najbardziej liczą się właśnie znajomości - bez nich nie ma szans na przyzwoitą opiekę w szpitalu czy mieszkanie o nieco wyższym standardzie niż ciasne, brudne, zatłoczone klitki, w których zmuszeni są mieszkać wszyscy ci, którzy przyjechali do Pekinu w nadziei na lepszą przyszłość. Posiadanie wpływów jest najważniejsze; bez tego jest się praktycznie nikim.

Książka pokazuje, że takie zachowanie wykształciło się w ludziach głównie w czasach rewolucji kulturalnej, kiedy to sytuacja polityczna zmuszała ich do dokonywania trudnych wyborów i popełniania desperackich, nieludzkich wręcz czynów. Aby przeżyć, trzeba było kombinować. Nierzadko, aby nakarmić rodzinę czy ocalić ją od zesłania do obozu pracy, uciekano się do najróżniejszych niemoralnych zachowań. Posiadanie znajomości, które mogły pomóc w tej walce o przetrwanie, już wtedy zaczęło być niezwykle ważne, a przez te wszystkie lata po rewolucji Chińczycy jeszcze bardziej utwierdzali się w tym przekonaniu.

Jest to kawał całkiem dobrej, choć brutalnej, powieści. Dobrze mi się ją czytało, choć nie ma tutaj nagłych zwrotów akcji i nie oczekiwałam z zapartym tchem na kolejne wydarzenia. Wątek kryminalny (poszukiwanie przez Mei tytułowego oka jadeitu) jest tutaj tak naprawdę tylko pretekstem do ukazania tragicznych skutków rewolucji - wypaczenia moralnego.

Jednak nie fabuła, a opisy Pekinu urzekły mnie w tej książce najbardziej. Autorka bardzo obrazowo przedstawiła dwa skrajnie różne światy, z powodzeniem jednak współistniejące ze sobą w jednym mieście. Z jednej strony mamy świat ubogi, z zatęchłymi ulicami, obskurnymi lokalami, brudem, hałasem i biednymi, prostymi ludźmi; z drugiej jest świat pełen przepychu i bogactwa, z luksusowymi samochodami, niesamowicie drogimi apartamentami i pięknymi kobietami noszącymi wytworne sukienki i kosztowną biżuterię.

Czaję się teraz na "Papierowego motyla" :)

Carlos Ruiz Zafon - "Gra anioła"

W mrocznej, niebezpiecznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych, młody pisarz, żyjący obsesyjna i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może, coś więcej.
Z niezwykłą precyzją powieściopisarska i w charakterystycznym dlań, oszałamiającym stylu, autor Cienia wiatru ponownie przenosi nas do Barcelony Cmentarza Zapomnianych Książek, by obdarować nas niezwykłą intrygą, romansem i tragedią poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętności i przyjaźni splatają się w mistrzowskiej opowieści.

Wydawnictwo: Muza
Premiera: 15 listopada

 

 

Natsuo Kirino - "Groteska"

W Tokio giną dwie prostytutki. Yuriko przez całe dorosłe życie pracowała jako prostytutka. Zaczęła w czasach szkolnych, kiedy jej oszałamiająca uroda miała wynagrodzić braki w edukacji i przykuwać uwagę starszych od niej mężczyzn. Zatrudniona w czołowej japońskiej firmie Kazue wkroczyła już na ścieżkę kariery zawodowej, ale nie cieszyła się sympatią kolegów z pracy i czuła się wyobcowana. Postanowiła więc wyjść nocą na ulicę w nadziei, że tam zostanie zauważona.
Dwadzieścia lat wcześniej obie uczęszczały do tej samej elitarnej żeńskiej szkoły średniej, a ich przyszłość malowała się w jasnych barwach, jednak obie spotkała brutalna i niepotrzebna śmierć. Jak i dlaczego doszło do tej tragedii? Mistrzowskie, zapadające w pamięć dzieło o żądzy znalezienia akceptacji we współczesnym świecie.

Wydawnictwo: Sonia Draga
Premiera: listopad

 

 

Christopher Moore - "Wyspa wypacykowanej kapłanki miłości"

Tucker Case po pijanemu rozbija różowy samolot służbowy podczas podniebnej przygody miłosnej. Pozostaje mu tylko jedna możliwość zarobku: podejrzane tajne zlecenie od pozbawionego skrupułów misjonarza i seksownej, jasnowłosej kapłanki. Oto bezwstydna, pomysłowa, bezczelna i niezwykle zabawna powieść współczesnego mistrza humoru.

Wydawnictwo: Mag
Premiera: 14 listopada

 

 

Donald Richie - "Kumagai. Droga wojownika"

Byliśmy żołnierzami...
Z uniesionym nad głową mieczem doświadczałem bitewnej chwały. To, co odczuwałem w tamtych chwilach, było rodzajem szczęścia.
Wojownik nie myśli o tym, że się kiedyś zestarzeje. I zawsze widzi siebie takiego, jakim jest: grzywa czarnych włosów, mocne ramiona, wiecznie młody. Teraz mam godne szacunku sześćdziesiąt pięć lat. I zdziwiony własnym zaskoczeniem poruszam się po ścieżce mizernego światła.
Jestem jak kwiat wiśni, który rozkwitł tylko po to, żeby opaść na ziemię...

Kumagai Naozane był japońskim wojownikiem sławnym z tego, że ściął głowę młodemu samurajowi Atsumori. Wydarzenie to stało się osnową jednej z najbardziej znanych historycznych sag dawnej Japonii, Opowieści Heike.
Stary wojownik Kumagai wspomina swoją przeszłość i porównuje ją z Opowieściami Heike. Wspomina życie na cesarskim dworze, przywołuje w pamięci cuda miasta Kioto oraz wojnę, w której prowadził klan Heike do władzy, a później był świadkiem jego upadku.
Wśród wielu zalet tej barwnej kroniki głęboką satysfakcję daje czytelnikowi odkrycie sposobu, w jaki natura tego prostolinijnego człowieka przemawia do nas z głębin czasu i jego otoczenia.

Wydawnictwo: Red Horse
Premiera: 28 listopada

To był mój pierwszy kontakt z Fannie Flagg. Gdyby na półce nie czekały na mnie słynne "Smażone zielone pomidory", pewnie byłby ostatni.

Czego się spodziewałam po tej książce? Ano lekkiej, optymistycznej w granicach rozsądku historii. Otrzymałam jednak potężną dawkę sielanki z maślanką. Ludzka życzliwość i bezinteresowność (bezgraniczne w tym przypadku) wylewały się z każdej stronicy, powodując, że ta - lekka przecież - lektura stała się dla mnie ciężkostrawna. Dobrze jest znać umiar we wszystkim, co się robi, a tutaj miałam wrażenie, że autorka upchnęła tyle ciepła i słodyczy, ile tylko mogło się zmieścić. I jeszcze jedna rzecz: nie cierpię umoralniających powieści. Ta niestety taka była.

Zdolności pisarskie Flagg również pozostawiają wiele do życzenia. Momentami czułam się, jakbym miała do czynienia ze streszczeniem "Bożego Narodzenia...". Niektóre ważne wydarzenia zostały opowiedziane w zaledwie kilku zdaniach, jakby autorce się gdzieś spieszyło. (Może jej też zrobiło się niedobrze od nadmiaru słodyczy i chciała jak najszybciej skończyć tę powieść? ;))

Znalazłam jednak jeden plus: szybko się tę książkę czyta :)

poniedziałek, 27 października 2008

Muszę dać gdzieś upust swoim książkowym fascynacjom, frustracjom i fantazjom. Mąż nie chce mnie już słuchać, więc przyszłam do Was ;)

1 ... 36 , 37 , 38 , 39 , 40