...całkiem luźne przemyślenia
statystyka
piątek, 20 listopada 2009



"Gwałt. Opowieść miłosna" to książka cieniutka lecz treściwa i niewspółmiernie do ilości stron bolesna.


Jest 4 lipca 1996 roku. Święto: tańce, fajerwerki, alkohol. Na jednej z takich imprez, u swojego partnera Caseya , przebywa Teena wraz z dwunastoletnią córką, Bethie. Dochodzi północ, Bethie przysypia na kanapie, matka postanawia więc, że pójdą do domu, choć Casey proponuje im najpierw nocleg, a później podwiezienie samochodem. Noc jest piękna, dlaczego by więc nie wrócić na skróty przez park?
Jedna mała decyzja podjęta w ułamku sekundy, na pozór błaha i nieistotna. "A gdyby. Gdyby mamusia nie powiedziała nie."
W parku napada na nie grupa chłopaków, którzy wciągają matkę i córkę do hangaru. Tam gwałcą i katują Teenę do nieprzytomności. Potem zostawiają ją na pewną śmierć. Tyle że, kompletnie ogłupieni narkotykami, zapominają o Bethie, która schowała się między stojącymi w hangarze łodziami. Gdy już jest po wszystkim, dziewczynce udaje się wezwać pomoc i uratować matce życie, a dużo później zidentyfikować sprawców.
Ale tak naprawdę już nigdy nie będzie po wszystkim. To dopiero początek piekła i zarazem koniec dzieciństwa.

Oates się nie cacka, nie bawi w subtelności, nie owija w bawełnę. Nie istnieje dla niej coś takiego jak tabu, nie ma tematów zbyt trudnych, by je poruszyć. Wali prosto z mostu, używa mocnych słów wywołujących równie silne emocje. Opis gwałtu jest tak sugestywny, że czytałam go ze łzami w oczach, zaś od pierwszej do ostatniej strony czułam autentyczną wściekłość zabarwioną bezradnością.

Bo wyobraźcie sobie na przykład, że sprawcy trafiają do więzienia, dostają zasłużoną karę. Ale co dalej? Co począć w niedużym miasteczku, gdzie dosłownie wszędzie - w sklepie, w szkole, na ulicy - można spotkać rodziny i przyjaciół tych przestępców? Wściekłych, że zepsuło się ich synkom/braciom/kolegom życie, że musieli stracić kupę kasy na drogich prawników? Gotowych się zemścić, opowiadających wszystkim, że ofiara wcale nie jest ofiarą, że sama jest sobie winna, że przecież tego chciała? A co, gdy przestępcy wyjdą już na wolność? Wyobrażacie sobie mieszkać razem z nimi w jednej mieścinie? Bać się każdego cienia przemykającego nocą za oknem, unikać wychodzenia z domu?
Jak żyć wśród tych wszystkich ludzi, ludzi, którzy są z natury tak niewypowiedzianie okrutni? Bo przecież nosiła buty na obcasach i obcisłe ciuchy. Bo lubiła sobie czasem wypić, poszaleć na imprezie. Sama jest sobie winna. Na pewno sama tego chciała, ba!, nawet prosiła o to.
I jak się zachowywać na rozprawie sądowej, gdzie obrońca oskarżonych jest nieprawdopodobnym wręcz kłamcą, cwaniakiem i krętaczem? Gdzie sędzia, który teoretycznie powinien być bezstronny, już od pierwszych minut stara się ośmieszyć ofiarę i podważyć wiarygodność jej zeznań?
Jak z tym wszystkim żyć?
Czy w świetle powyższego wymierzenie przestępcom kary na własną rękę może być usprawiedliwione?

Tak naprawdę jest to tylko część problemów, które Oates porusza w tej książce. "Gwałt. Opowieść miłosna" posiada wiele warstw, które można odczytywać i interpretować na różne sposoby. Zdaję sobie sprawę, że w natłoku emocji, które towarzyszyły mi podczas lektury, wiele rzeczy mogło mi umknąć, mimo iż książka ma zaledwie 144 strony.

Podziwiam Oates za to, jak pisze; za umiejętność używania mocnego języka, jednak bez zahaczania o wulgarność, za rewelacyjne porównania i świetny dobór słów.
Jeden z bohaterów książki, policjant, brał udział w operacji Pustynna Burza. Pisarce w jednym zaledwie zdaniu, z niezwykłą mocą, udało się wyrazić powagę i dramatyzm sytuacji oraz nieodwracalną zmianę, która zaszła w psychice tej postaci na skutek wojny. Dla porównania, Tsukiyamie nie udało się tego dokonać przez 460 stron "Ulicy tysiąca kwiatów".

Minus dla Bellony za notkę na okładce, która streszcza niemal całą historię, a w dodatku, wg mnie, mija się z treścią książki. Plus natomiast za rewelacyjną, niezwykle sugestywną i wymowną okładkę.

sobota, 14 listopada 2009

...że tak pozwolę sobie Świetlickiego zacytować.

Jesień mnie dopadła - tak mocno jak tylko jesień może dopaść. Nie mam na nic siły ani ochoty  - w tym także na czytanie (no, niby coś tam czytam, ale mało, wolno i nie czerpię z tego tyle przyjemności, ile czerpałabym w innych okolicznościach), a już tym bardziej na pisanie o tym.
Do tego jakieś choróbsko mnie rozkłada. Nie jakoś szczególnie mocno, ale wystarczająco, bym snuła się po domu jak taka niedorobiona i miała problemy z przetwarzaniem informacji nieustannie wysyłanych w moim kierunku przez bezlitosne otoczenie.

To tyle jeśli chodzi o wstęp. A teraz spróbuję przegonić ten mój niefajny stan notką o kilku nowościach i zapowiedziach, które wykopałam w necie i na które mam chrapkę :]

Wracając do Świetlickiego, kilka dni temu ukazał się kolejny tomik jego wierszy. Ogólnie nie lubuję się w poezji, ale akurat twórczość tego pana do mnie przemawia, i to mocno.
Kolejne dwie pozycje będą dostępne w Świecie Książki od najbliższego poniedziałku.



Marcin Świetlicki - "Niskie pobudki"



Od Marcina Świetlickiego wymaga się już od dawna, żeby był wciąż taki sam. A on nie chce. Bowiem był już kiedyś taki sam i wystarczy.
Lektura "Niskich pobudek" będzie zatem zaskoczeniem dla czytelników jego poezji. Choć czasem będzie to zaskoczenie miłe, a czasem niemiłe.
Wiersze Świetlickiego nie są po to, żeby sprawiać przyjemność.

Wydawnictwo: EMG




Colin Thubron - "Cień Jedwabnego Szlaku"



Fabularyzowana opowieść dokumentalno-podróżnicza. Kronika frapującej wyprawy, jaką autor odbył jedną z dróg słynnego Jedwabnego Szlaku, przemierzając 11 tysięcy kilometrów w 8 miesięcy. Trasa prowadziła ze środkowych Chin przez góry Azji Środkowej, północny Afganistan, równiny Iranu, aż do tureckiego Kurdystanu. Thubron spotkał wielu niezwykłych ludzi, opowiadających o swym życiu. Jak Jedwabny Szlak wyglądał w czasach świetności? Co zostało z niego dziś? Żywa narracja, mnóstwo ciekawostek i refleksji.

Wydawnictwo: Świat Książki




Lesley Downer - "Madame Sadayakko. Gejsza, która uwiodła Zachód"



Opowieść biograficzna o jednej z największych gwiazd przełomu XIX i XX wieku, Madame Sadayakko (1871-1946). Była pierwszą japońską gejszą, jaką zobaczył Zachód, a w swej ojczyźnie pierwszą wyzwoloną kobietą i aktorką w teatrze, tradycyjnie przeznaczonym dla mężczyzn. Tańczyła dla cara Mikołaja II, prezydenta McKinleya i Franciszka Józefa. Stała się pierwowzorem "Madame Butterfly" Pucciniego i malował ją Picasso. Portret niezwykłej osobowości na tle czasów, gdy Zachód ogarnęła fascynacja nieznaną, egzotyczną Japonią.

Wydawnictwo: Świat Książki

niedziela, 25 października 2009



Na początek mała zagadka: czego spodziewacie się po książce, gdy na jej okładce widnieją takie hasła jak "oszałamiające arcydzieło", "saga rodzinna napisana z rozmachem" czy autorka "zapuszcza się jeszcze głębiej w ludzką psychikę"?

Ja niby wiem, że te notki okładkowe bardzo często są przekłamane, ale żeby aż w takim stopniu?

W Tokio żyją dwaj bracia, Hiroshi i Kenji, wychowywani przez dziadków, bo ich rodzice zginęli w tragicznym wypadku. Hiroshi marzy o tym, by zostać zawodnikiem sumo, zaś Kenji chciałby tworzyć maski teatralne.
W innej dzielnicy, wraz z rodzicami, mieszkają siostry Haru i Aki.
Gdy przychodzi wojna, losy obu rodzin krzyżują się ze sobą, a ich plany i marzenia muszą poczekać na lepsze czasy...

Jedynym chyba (ale za to przeogromnym!) plusem powieści jest, przynajmniej dla mnie, Japonia. Japonia zniszczona podczas wojny, lecz mająca siłę i determinację, by się zregenerować i odrodzić. Japonia z jej tradycjami - sumo, teatrem nō, legendami i obyczajami, ale też i z nutą nowoczesności. Japonia pełna subtelności i magii.

Fabularnie powieść nie prezentuje się najlepiej. Autorka ma wyraźne skłonności do robienia swoim bohaterom krzywdy: kontuzje, ucięte kończyny, poronienia, depresje i śmierci, także samobójcze. I nie, nie na skutek wojny, co byłoby zrozumiałe. No więc ile takich rzeczy może się przytrafić dwóm rodzinom, w dodatku liczącym sobie tak niewielu członków? Cała historia straciła przez to na wiarygodności, a w rezultacie pod koniec zaczęła mnie szczerze bawić.
Wyobraźcie sobie zresztą, że leżycie w nocy w łóżku i czytacie książkę. Do końca zostaje Wam zaledwie 40 stron. Doczytujecie czy idziecie spać? Ja po raz pierwszy chyba w takim wypadku wybrałam tę drugą opcję - tak mnie ta powieść wciągnęła (choć pierwsza połowa, przyznam, była dość ciekawa).

Liczyłam też na jakąś głębię psychologiczną, intensywniejszy wgląd w umysły wypaczone i skrzywdzone przez wojnę. Nic takiego niestety nie znalazłam. Oczywiście, książka dotyczy trudnego tematu, mówi o wojnie, ale sama w sobie nie jest jakoś szczególnie wstrząsająca i przygnębiająca. Do refleksji i przygnębienia zmusiła mnie raczej moja wiedza na temat wojny, skojarzenia, które wywołała powieść, niż historia snuta przez Tsukiyamę. (Na upartego można rzecz jasna dopatrzeć się w książce drugiego dna czy ukrytych przesłań, ale tak samo, jak wszędzie indziej. Bo na siłę przecież zawsze można znaleźć jakąś głębię, prawda?) Tylko jedno wydarzenie w książce tak naprawdę mnie zasmuciło, a to niewiele jak na taką tematykę.
Zresztą wydawało mi się, że "Ulica tysiąca kwiatów" będzie głównie dotyczyć wojny i radzenia sobie z życiem po jej zakończeniu. Podczas lektury miałam jednak wrażenie, że bohaterowie sobie egzystują, potem bach!, przychodzi wojna, więc muszą przystosować do niej swój tryb życia, a później, gdy ta się kończy, żyją sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Ot, przyszła wojna, spowodowała lekkie opóźnienie w niektórych wydarzeniach, wyjęła bohaterom kilka lat z życia, i tyle. Wszystko toczy się dalej i dopiero gdzieś pod koniec pobrzmiewają echa tamtych tragicznych wydarzeń. Tak więc, według mnie, Tsukiyama potraktowała temat wojny dość powierzchownie i jakby lekceważąco.

Autorka poszła też na łatwiznę w tworzeniu postaci. Mamy więc dwóch skrajnie różniących się od siebie braci - Hiroshiego, który jest twardy, mężny i lubuje się w sumo, oraz Kenjiego, wrażliwca i szkolne popychadło, które uwielbia sztukę. Mamy też dwie siostry - Haru, ambitną, niezależną i odważną, oraz Aki, delikatną sierotkę.
Takie to wszystko jest, ja wiem?, stereotypowe i oklepane?

Podsumowując - uważam, że całość, głównie za sprawą miejsca akcji, jest całkiem zjadliwa. Całe mile dzielą ją jednak od powalenia mnie na kolana i od ochów i achów. Gdyby nie Japonia, nazwałabym powieść zwyczajnie kiepską.
Czytałam już na dwóch blogach bardzo pochlebne recenzje tej książki. Jestem ciekawa innych opinii oraz tego, czy ta tendencja się utrzyma. Jeśli tak, to będę chyba jedyną osobą, która się "Ulicą tysiąca kwiatów" nie zachwyciła ;)

Nawiasem mówiąc, okładka mogłaby być śliczna, gdyby nie ta wielka czerwona kropa u góry po lewej, która wygląda jak marketowa naklejka informująca o przecenie i psuje cały efekt.

sobota, 24 października 2009

Merlin i Empik twierdzą, że premiera "Dzieci ze schowka" będzie w grudniu, ale na ile znam Świat Książki, wydaje mi się, że już w listopadzie będzie można kupić tę powieść w ich księgarniach.
Ponadto na listopad przełożona została "Marina" Zafóna, o której pisałam tutaj.



Jo Kyung-ran - "Smak języka"



Hipnotyzująca i subtelna. Szokująca, a jednocześnie zadziwiająco znajoma. Taka jest powieść Jo Kyung-Ran, koreańskiej autorki, która doczekała się porównań do Harukiego Murakamiego, Banany Yoshimoto czy Alessandro Baricco. Smak języka to intymna historia kobiety ogarniętej pasją gotowania. Chŏng Chi-wŏn jest ufna i lojalna. Marzy o pięknym życiu, które będzie dzieliła w przyszłości z mężem. Kiedy jej mężczyzna odchodzi do innej kobiety, nie potrafi pogodzić się z odrzuceniem. Traci chęć do gotowania, potrzebę jedzenia, a nawet możliwość odczuwania smaku. Dopiero praca we włoskiej restauracji, w której zaczynała karierę, sprawia, że powoli wraca do życia. Odkrywa na nowo fascynację jedzeniem, które jest źródłem zmysłowej przyjemności. Zaczyna również obmyślać plan kulinarnego uwiedzenia, będącego ostateczną zemstą na kochanku.
Jo Kyuong-ran urodziła się w 1969 roku w Seulu i należy do grona współczesnych pisarzy młodego pokolenia. Zadebiutowała w 1996 roku opowiadaniem "French Optical", które wygrało doroczny konkurs literacki Donga Ilbo w Korei. W tym samym roku jej powieść "Time for Baking Bread" otrzymała prestiżową literacką nagrodę Munhakdongne dla młodych twórców. Zdobyła również wiele innych nagród, m.in.: Today’s Young Artist Award i Contemporary Literature Prize. "Smak języka" to pierwsza książka tej autorki, przetłumaczona na język polski.

Wydawnictwo: Łyński Kamień




Ryu Murakami - "Dzieci ze schowka"



Wybitna powieść psychologiczno-obyczajowa współczesnego japońskiego pisarza. Historia przyjaźni dwóch chłopców z domu dziecka, Kiku i Hashi, porzuconych przez matki w niemowlęctwie w dworcowym schowku. U progu dorosłości wyruszają do Tokio, nieprzyjaznego ludziom molocha, by szukać swego miejsca w życiu. Jeden zostaje piosenkarzem, drugi chce wszystko zniszczyć...
Pełna zaskakujących scen i dziwacznych postaci rzecz o lękach dzisiejszego świata, łącząca czarny humor, absurd i makabreskę.

Wydawnictwo: Świat Książki




Ewa Stachniak - "Dysonans"



Romans obyczajowy: prawdziwa historia wieloletniego związku Zygmunta Krasińskiego z Delfiną Potocką na barwnym tle obyczajowym epoki romantyzmu, z udziałem wielu słynnych postaci, m.in. Chopina. Ona jest światową kobietą po przejściach, która uciekła od męża. On, wielki poeta, zostaje zmuszony do małżeństwa z Elizą Branicką. We troje żyją w osobliwym trójkącie...
Nowoczesna konstrukcja w bezpretensjonalnych scenach-epizodach, znakomite dialogi, świetna psychologia, refleksje o naturze ludzkiej i wyrazisty portret epoki.

Wydawnictwo: Świat Książki




Julian Lees - "Gra o wszystko"



Portugalska kolonia Makao, 1928 rok. Trzydziestoletnia Nadia Szaszkowa pomaga wujowi prowadzić sklep i nie przejmuje się prośbami matki, by wreszcie znalazła sobie męża. Zresztą żaden z kandydatów nie wzbudza w niej żywszych uczuć. Tę niezależną i bystrą samotniczkę nękają wspomnienia tragedii przeżytej w dzieciństwie w Rosji. Pewnego dnia w Makao pojawia się Iain Sutherland, tajemniczy Szkot, oficjalnie pracownik konsulatu brytyjskiego, z wielu powodów bardzo Nadią zainteresowany.
"Gra o wszystko" to saga rodzinna pełna niespodziewanych zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń. To historia o miłości, poświęceniu, wielkiej odwadze i walce z przeciwnościami losu. A wszystko to w egzotycznej scenerii Dalekiego Wschodu.

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka




Terry Pratchett - "Humor i mądrość Świata Dysku"



Świat Dysku zamieszkuje ogromna i zróżnicowana populacja – od wiedźm po wampiry, od przerażających do przygłupich... To świat, w którym magiczne księgi mogą pożerać niewinnych czytelników, a Śmierć ucieka niekiedy na wieś na krótkie wakacje. "Humor i mądrość Świata Dysku" to zbiór najbardziej dowcipnych, błyskotliwych i mądrych cytatów, pochodzących z niezwykłej serii stworzonej przez Terry`ego Pratchetta. Z pewnością przeniosą one czytelnika z powrotem do ulubionych lub zapomnianych scen ze Świata Dysku. To idealna książka dla zagorzałych fanów Pratchetta, a także dla każdego, kto odwiedza Dysk po raz pierwszy.

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

piątek, 23 października 2009

Powieść Audrey Niffenegger, "The Time Traveler's Wife", najpierw została wydana przez Świat Książki w 2004 roku. Tytuł przetłumaczono jako "Miłość ponad czasem":




Trzy lata później to samo wydawnictwo wypuściło ją ponownie, tym razem jako "Żonę podróżnika w czasie":



Wkrótce na ekrany polskich kin wejdzie ekranizacja tej powieści pod tytułem "Zaklęci w czasie". Taki sam tytuł nosić będzie kolejne wydanie książki, która tym razem ukaże się nakładem wydawnictwa Nowa Proza:




Całe to irracjonalne zamieszanie z tytułami określiłabym jednym słowem: groteska.
Normalnie chyba tylko w Polsce jedna książka może mieć trzy różne tytuły.


Powyższa sytuacja przywodzi mi na myśl polskie wydania dwóch powieści Jodi Picoult, które przeżywam od dawna i nad którymi wciąż nie mogę przejść do porządku dziennego.

Świat Książki wydał powieść tej autorki, "The Pact", w 2000 roku pod tytułem "W imię miłości" (i z koszmarną okładką, nawiasem mówiąc):



Osiem lat później Prószyński i S-ka wypuścił "Perfect Match" pod tytułem... "W imię miłości" (już mniejsza o wierność tłumaczenia tytułów):




Jakby tego było mało, kilka dni temu ukazała się, też nakładem Prószyńskiego, powieść "The Pact", tym razem jako "Karuzela uczuć":





Czyli mamy w Polsce dwa "The Pacty" pod dwoma różnymi tytułami oraz jeden tytuł na dwie różne powieści tej samej autorki.

I bądź tu, czytelniku, mądry.



Czy Świat Książki zastrzega sobie prawa do tłumaczeń tytułów i inne wydawnictwa muszą tak później kombinować? Bo nic innego mi w tej sytuacji do głowy nie przychodzi.


I czy tylko ja dostrzegam tutaj brak szacunku dla polskich czytelników?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33