...całkiem luźne przemyślenia
statystyka
niedziela, 07 lutego 2010

Na początek łańcuszek, o który molestuje mnie wytrwale Hiliko ;)

1) Jakich zakładek używasz do książek? Czy są to ręcznie robione arcydzieła, ''co w rękę wpadnie'', lub może po prostu zaginasz rogi?
Ostatnio ciągle towarzyszy mi "firmowa" zakładka z BookMoocha. Wcześniej - różnie: ręcznie spreparowana zakładka z fikuśnym dyndadłem, lewe prawo jazdy ;), stara karta Euro<26 mojego męża, czy też zwykłe zakładki "reklamowe". Zaginania rogów nie uznaję; w głowie mi się ono nie mieści.

2) Jaką książkę ostatnio kupiłaś/eś?
Tom I "Jesiennych werbli" Gabaldon.

3) Jaki jest Twój ulubiony gatunek literatury?
Ciężko mi mówić o ulubionym, ale najczęściej sięgam po szeroko pojęte powieści obyczajowe oraz powieści historyczne (czy raczej quasi-historyczne).

4) O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
5) Gdzie najczęściej czytasz? W jakim miejscu?
Te dwa pytania są ze sobą nierozerwalnie związane, najczęściej bowiem czytam w łóżku przed snem. Lepszej pory wyobrazić sobie nie mogę: mam ciszę i spokój, soczewki moczą się już w pojemniczku (bo męczy mi się wzrok, gdy mam je na sobie podczas czytania) no i mogę się wygodnie rozłożyć :)



A teraz czas na kupkę. W zasadzie tylko Lesley Downer została uczciwie kupiona (czy raczej "dostana"). Resztę dzielnie upolowałam :) Brakuje tylko "Moich Indii" Kreta, które otrzymałam od Sylwii (jeszcze raz dziękuję!) oraz Diany Gabaldon.



02:02, germini , kupki
Link Komentarze (6) »
sobota, 06 lutego 2010



Miałam ostatnio ochotę przenieść się gdzieś daleko, zarówno w czasie, jak i w przestrzeni, toteż Patricia Shaw, która swoje u mnie odstała i która cieszy się dobrą opinią wśród czytelników, wydała mi się do tego celu najlepsza.


Piękna młoda Angielka, Sibell, zostaje bez rodziny i bez środków do życia, gdy statek, którym płynie, niespodziewanie tonie u wybrzeży Australii. Wkrótce dziewczę pojmuje, że w tym dzikim, kryjącym mnóstwo tajemnic i niespodzianek kraju, wśród nie zawsze życzliwych jej ludzi - wcale nie będzie jej łatwo i czeka ją naprawdę długa droga, zanim znajdzie tam swoje miejsce.

Lubię, gdy w tego typu powieściach (to znaczy z akcją osadzoną gdzieś w przeszłości, najczęściej podczas różnego rodzaju przemian) główny wątek zdaje się być tylko pretekstem do opisania tła i poruszenia poważniejszych zagadnień. W tej powieści mi tego zabrakło; tło - kolonizacja Australii, walka z naturą, konflikty z Aborygenami - zarysowane jest, owszem, ale raczej po łebkach, jak gdyby autorka chciała spełnić minimalne wymagania w tym zakresie. W końcu gdzieś tę akcję umieścić trzeba, prawda?

Ogromna ilość pytajników i wykrzykników (coś w stylu "Och, nie! Porwałam swoją nową sukienkę! I co ja teraz zrobię? Przecież nie pokażę się w niej na przyjęciu!", co, nie powiem, momentami naprawdę mnie ubawiło) oraz pędząca narracja sprawiają, że języka powieści nie mogę, pomimo najszczerszych chęci, określić inaczej niż tanim. Bohaterowie są płascy i jednowymiarowi - albo naiwna, głupiutka i nieco zarozumiała (przez co niesamowicie irytująca) Sibell, albo taki łasy na kobiety i pieniądze cwaniaczek Logan. Zwroty akcji, jeśli już się pojawiają, wydają się niczym nieuzasadnione i jakby wymyślone na poczekaniu.
Wszystko to razem sprawia, że całość z lekka trąci mi tandetą.

"Pióro i kamień" to średniej klasy czytadło, które jednak, pomimo przewagi wad nad zaletami, wciąż jeszcze potrafi wciągnąć. Troszkę irytujące, ale nie na tyle mocno, bym nie mogła się przy nim zrelaksować. Nie jest to, niestety, "Królowa deszczu", ale nie jest to też, na szczęście!, "Spotkamy się pod drzewem ombu". Pewnie sięgnę jeszcze kiedyś, gdy będę miała ochotę na lekkie i leniwe popołudnie z książką, po coś Shaw (zwłaszcza że mam już "Dolinę lagun"), ale bez większego entuzjazmu i z nieco innym nastawieniem.

środa, 03 lutego 2010

Kolejność nieprzypadkowa :)



Lisa See - "Dziewczęta z Szanghaju"



Fascynująca saga obyczajowa, pełna zaskakujących zdarzeń i niezapomnianych postaci, która rozgrywa się przez dwadzieścia lat (1937-57), a zarazem frapująca panorama dwóch kultur, Wschodu i Zachodu. Dwie siostry, luksusowe modelki, wiodą beztroskie życie w Szanghaju. Pewnego dnia zamienia się ono w piekło: rodzina plajtuje, na kraj napadają okrutni Japończycy. By ratować siebie i najbliższych, Pearl i May muszą wyjść za mąż za dwóch braci, Chińczyków z USA. Podczas trwającej wiele miesięcy podróży do mężów do Ameryki, płoche dziewczęta stają się dorosłymi kobietami z bagażem przykrych doświadczeń. Do Los Angeles docierają ze swą największą tajemnicą związaną z córeczką jednej z nich. Siostry nie wiedzą, że także w ich nowej rodzinie każdy ma coś do ukrycia i nikt nie jest tym, za kogo się podaje...

Wydawnictwo: Świat Książki




Katsu Kokichi - "Spowiedź samuraja"



Japonia sprzed blisko dwóch wieków - ta prawdziwa, z krwi i kości, a nie pism teoretyków bushido. Japonia widziana oczami ubogiego hatamoto, w której wprawdzie "duszę samuraja", szablę, można łatwo wycenić i sprzedać, a ulubioną formą rozrywki jest wizyta w dzielnicy rozkoszy, ale duch nie daje się okiełznać i spacyfikować urzędnikom szogunatu. Soczyście opisana rzeczywistość i realia życia samurajów czynią ze "Spowiedzi..." pierwszorzędne źródło wiedzy o tamtym czasie i ludziach.

Wydawnictwo: Diamond Books




Ruth Prawer Jhabvala - "W upale i kurzu"



Żona urzędnika administracji brytyjskiej w Indiach – piękna, rozpieszczona i znudzona Olivia – ucieka z hinduskim księciem, wzbudzając tym oburzenie angielskiej społeczności, zamieszkałej w małym, prowincjonalnym Satipurze. Pięćdziesiąt lat później wnuczka porzuconego przez Olivię męża przybywa do kraju słonecznego żaru, pustynnego pyłu i nędzy bazarów, aby odkryć kulisy dawnych wydarzeń.

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka




Melania Mazzucco - "Taki piękny dzień"



Kobieta, która próbuje odzyskać swoje życie. Policjant, który nie potrafi pogodzić się z końcem swojego małżeństwa i obsesyjnie myśli o byłej żonie, dzieciach, utraconej rodzinie. Ich dzieci - zagubione i rozdarte. A obok dwudziestoletni chłopak owładnięty marzeniami o lepszym świecie. I od lat chroniony przez policjanta przegrany senator, który nie zdaje sobie sprawy, że jego rodzina też się rozpada. Wokół Rzym, od peryferii po pałace władzy. Praca, szkoła, marzenia. Całe życie skoncentrowane w jednym dniu. Obyczajowy fresk, pełen ironii i współczucia, który chłonie się z zapartym tchem i który potwierdza status Melanii Mazzucco jako jednej z najlepszych współczesnych pisarek włoskich.

Wydawnictwo: W.A.B.

wtorek, 02 lutego 2010

Ten wpis na nic się nikomu pewnie nie przyda, ale muszę go popełnić dla swojego własnego spokoju. O co chodzi? O pięć przeczytanych przeze mnie w 2009 roku książek, które nie doczekały się tutaj własnych notek. Myśl, że mam zaległości, ciąży mi i doskwiera; mam poczucie, że jeśli nie skreślę tutaj na ich temat choć kilku zdań, nie ruszę dalej z blogiem, bo ilekroć do niego zasiadam, te tytuły zaczynają mnie dręczyć. Wiszą nade mną, uparciuchy, i nie dają spokoju. Czas więc rozprawić się z przeszłością i skupić na tym, co jest teraz :)





Terry Pratchett - "Ciekawe czasy"




Jedyna, o zgrozo, książka tego autora, jaką przeczytałam w zeszłym roku. Nie wiem, jak to się stało. (Rok to pozornie kupa czasu i człowiek myśli, że uda mu się zrealizować tyle planów, po czym niespodziewanie nadchodzi grudzień i wielkie zdziwienie...)

Wracając do tematu - "Ciekawe czasy" to najlepsza książka o przygodach nieudacznika Rincewinda, z jaką miałam dotąd do czynienia, i jedna z najlepszych ze Świata Dysku ogólnie. Pratchett tym razem wziął na tapetę komunizm, akcję osadził w miejscu łudząco podobnym do Chin, standardowo doprawił wszystko swoim niesamowitym humorem i ironią, a między wierszami przemycił materiał do refleksji. Zdecydowanie polecam :)




Lisa Jewell - "Przyjaciel rodziny"



Tytułowy przyjaciel rodziny to tajemniczy Gerwazy, który zjawia się znikąd i wprowadza do rodziny Londonów. Z czasem okazuje się, że posiada on pewne niestandardowe umiejętności, za pomocą których pomaga trzem synom Londonów rozwiązać ich problemy i wyjść na prostą. To tak w wielkim skrócie.

Lektura tej książki wymaga zaangażowania zaledwie dwóch komórek: jednej odpowiedzialnej za śledzenie wzrokiem tekstu i drugiej - za przerzucanie stron. Innymi słowy - jest bardzo lekko, bardzo łatwo i dość przyjemnie, jednak nie aż tak przyjemnie, jak to było w przypadku "Imprezy u Ralpha", czytadła, które wydało mi się szalenie sympatyczne i do którego wciąż mam sentyment.




Jhumpa Lahiri - "Imiennik"



Takie małe rozczarowanie. Powieść jest od strony technicznej świetna. Lahiri bardzo sprawnie operuje słowem. Jednak losy hinduskiej rodziny, która wyemigrowała do USA, ich kulturowe rozdarcie - nieszczególnie mnie porwały. Głównego bohatera, Gogola, nie polubiłam, co dodatkowo nie ułatwiało sprawy. (Pozwolę sobie przy okazji sprecyzować, że to, czy lubię bohaterów czy też nie, nie jest na ogół miarą
fajności książki. Często jest tak, że postać, której nie lubię, jest jednak fascynująca. Gogol mnie jednak tylko drażnił - i nic ponadto.)

Całość jest po prostu poprawna. W jakiś tam sposób wciąga, owszem, ale nie wzbudza większych emocji.




Miyuki Miyabe - "All She Was Worth"



Tokyo, 1992 rok. Do Honmy, przebywającego na zwolnieniu lekarskim policjanta, zgłasza się krewny i prosi o pomoc w odnalezieniu swojej narzeczonej, Shoko Sekine. Dziewczyna zniknęła, gdy ten odkrył, że jej przeszłość jest naznaczona bankructwem (upadłością konsumencką?). Wkrótce Honma dowiaduje się, że narzeczona niekoniecznie musi być osobą, za którą się podawała - co się więc w takim razie stało z prawdziwą Shoko?...

Miyabe, popularna japońska kryminalistka, sprawnie prowadzi czytelnika przez zawiłe ścieżki tamtejszego świata kredytów oraz koseki, rejestrów rodzinnych. Łatwo się domyślić, co może wyniknąć z połączenia jednego i drugiego...
Książkę czytałam z przyjemnością i zainteresowaniem, lecz Natsuo Kirino to to nie jest ;)





Lafcadio Hearn - "Kwaidan: Opowieści niezwykłe"



Hearn, urodzony w Grecji syn Greczynki i Irlandczyka, w wieku 50 lat wyjechał do Japonii. Ten kraj tak go zauroczył, że postanowił w nim osiąść na stałe. Wkrótce ożenił się z córką samuraja i otrzymał obywatelstwo japońskie.

Swoją fascynację Japonią przelewał na papier; napisał mnóstwo książek o tamtejszych wierzeniach, legendach i obyczajach. Jako że ten kraj był wówczas (czyli na przełomie XIX i XX w.) jeszcze owiany mgłą tajemnicy, twórczość Hearna szybko stała się popularna na całym świecie. Doceniono go także w Japonii, gdzie zmarł już jako japoński pisarz narodowy.
"Kwaidan", jedyna wydana w Polsce książka autora, to zbiór japońskich opowieści grozy - opowieści o duchach, zjawach i demonach. Choć opowiadania sposobem narracji i podejściem do tematu przypominają bajki dla dzieci, choć powstania książki minęło już ponad sto lat i ich odbiór z całą pewnością uległ pewnym zmianom, to wciąż jeszcze potrafią budzić grozę.
Japońskie horrory to jedyne, które naprawdę potrafią mnie przestraszyć - mniej lub bardziej, w zależności od formy. Dlatego o ile podczas lektury tych opowiadań czułam zaledwie dreszczyk, to nie jestem pewna, czy odważę się obejrzeć film z 1964 roku oparty na czterech z nich.
Książka zdecydowanie "ma klimat". Na pewno będę do niej wracać.

czwartek, 21 stycznia 2010
("Żona pilota")




Gdy Jack Lyons ginie w tajemniczej katastrofie lotniczej, wdowa po nim, Kathryn, musi nie tylko sama stawić czoła tej ogromnej tragedii, ale też wesprzeć nastoletnią, bardzo przywiązaną do ojca córkę, Mattie.

Z czasem jednak pewne elementy układanki przestają do siebie pasować - pojawiają się absurdalne teorie na temat śmierci Jacka, a w jego rzeczach kobieta znajduje różne dziwne zapiski. Z czasem Kathryn odkrywa, że wcale nie znała swojego męża. Rozpoczyna więc prywatne dochodzenie, by dowiedzieć się, kim tak naprawdę był mężczyzna, którego pokochała i z którym spędziła tyle lat.

Przyjemność z odkrywania, jakie to drugie życie prowadził Jack, zepsułam sobie podczas szperania w necie. Nadziałam się niechcący na spojlera, którego nie powinno w tamtym miejscu być.
Mimo to powieść nadal czytało mi się przyjemnie. Zrelaksowała mnie, jak na przyzwoite czytadło przystało, i nie przytłoczyła rzekomym ciężarem, który straszy z okładki. Po pierwsze dlatego, że język jest w miarę konkretny; bohaterka nie jęczy i nie lamentuje przez pół książki jak niewydarzona Josie z "Pomaluj to na czarno", ale też nie popełnia jakichś błyskotliwych, chwytających za serce spostrzeżeń. A po drugie dlatego, że całość jest mniej więcej na poziomie mojego ulubionego ;) cyklu z TVP, Okruchy życia - a ten nie rusza mnie ani trochę.
Jedynie motyw dotyczący tego drugiego życia nieco mnie przeraził - ale nie tyle historia wysnuta przez autorkę, co zagadnienie samo w sobie. No cóż, nie mam zamiaru przeprowadzać żadnych dochodzeń, więc pozostaje mi tylko ślepo wierzyć, że to, co wiem o swoich bliskich, jest mniej więcej prawdą.

Całość ogólnie sprawia wrażenie zubożonej wersji Jodi Picoult.

Ze Shreve miałam dotąd do czynienia tylko raz - kilka lat temu przeczytałam "Szkiełka na piasku". Były jednak (zakładając, że czas nie wypaczył mi wspomnień) sympatyczniejsze od "The Pilot's Wife" - ale i ta ostatnia w swym gatunku nie jest wcale taka najgorsza :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36