...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Niedoczytane 2010


W ubiegłym roku nie przebrnęłam przez trzy książki. O "Candy" Mian Mian pisałam tutaj. Nie pisałam natomiast o "Sercątku" Herty Müller oraz o "The Teahouse Fire" Ellis Avery, czas więc to nadrobić i skreślić na ich temat choć kilka słów.




Herta Müller - "Sercątko"



Ciężka sprawa z tą Hertą. Co innego porzucić lekturę kiepskiego, nudnego, koślawo napisanego czytadła, a co innego najsłynniejszej chyba powieści noblistki. Cóż, pociesza mnie, że nie ja jedna nie dałam "Sercątku" rady.
Wykończył mnie język, pełen metafor, symboli, niedopowiedzeń, owijania w bawełnę, lekkiego chaosu i innych dziwów. Preferuję prostotę, zresztą uważam, że zrobienie na czytelniku wrażenia przy użyciu jak najmniejszej ilości słów, bez upiększaczy, ozdobników i masy najróżniejszej maści środków stylistycznych jest nie lada sztuką. Tutaj miałam wrażenie, jakby Müller po prostu pisała, co jej serce dyktowało, zupełnie nie dbając o czytelnika. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że wszelkie korzyści płynące z lektury nie są wprost proporcjonalne do wysiłku, który muszę w nią włożyć, i zrobiłam sobie przerwę. Później okazało się, że kompletnie wypadłam z rytmu i nie potrafiłam już wrócić do książki.
Nie mówię, że jest
to zła książka. To po prostu książka nie dla mnie.





Ellis Avery - "The Teahouse Fire"



Bardzo się na tę książkę zgrzałam, więc mojej radości nie było końca, gdy udało mi się ją wreszcie upolować na BookMoochu.
Zawiodłam się srodze.
Historia opowiada o Aurelii, młodziutkiej Francuzce, która przedziwnym zrządzeniem losu trafia do Japonii i zostaje przygarnięta przez rodzinę, która specjalizuje się w ceremonii picia herbaty. No i w zasadzie tyle.
Śmiertelnie się wynudziłam (a wyobraźcie sobie, jak nudna musi być książka o Japonii, żebym zdecydowała się przestać ją czytać). Przez wiele, wiele stron nic się nie działo; czułam, jakbym stała w miejscu, choć coraz więcej kartek dzieliło mnie przecież od strony tytułowej. Autorka skupiła się na długaśnych, nic do niczego nie wnoszących opisach, czym w końcu wyczerpała moją cierpliwość.
Powieść odłożyłam nie bez żalu; w końcu miała spory potencjał. Ale i w tym wypadku pokrzepia mnie fakt, że nie jestem odosobniona w swej opinii.

czwartek, 07 kwietnia 2011, germini

Polecane wpisy

Komentarze
padma
2011/04/07 18:47:18
Oj, szkoda, bo mam "The Teahouse Fire" i miałam nadzieję na przyjemną lekturę. Inna sprawa, że czeka u mnie już tyle lat, że może się nie doczekać;)
-
paideia
2011/04/08 18:29:36
Ja też porzuciłam "Sercątko" po około 60 stronach. Nie byłam w stanie skupić się na kilku krótkich wersach. Po przeczytaniu dłuższego fragmentu nie wiedziałam, o czym był początek i postanowiłam odłożyć tę książkę na "potem"... :)
-
germini
2011/04/08 19:47:42
Padmo, nie wykluczam, że później książka się rozkręca, jednak ja nie miałam w sobie tyle cierpliwości, żeby to sprawdzić ;)

Paideio, ja zabrnęłam dość daleko, chyba 2/3 książki przeczytałam, ale w końcu się poddałam.
Mam wrażenie, że wysokie oceny "Sercątka" wynikają z tego, że ci, którym ta książka do gustu nie przypadła - a trochę takich osób jest - milczą na ten temat. Szkoda, zwłaszcza że lubię czytać opinie uzasadniające porzucenie danej lektury ;)
-
mandzuria23
2011/04/09 15:38:26
Nie próbowałam jeszcze czytać żadnej książki Müller, ale opinie słyszałam bardzo podzielone. Pewnie w przyszłości się z nią zmierzę, ale wiele sobie nie obiecuję, Twoja notka upewnia mnie w tej postawie. "The Teahouse Fire" mam chyba gdzieś na mojej amazownowej wishliście i zastanawiam się teraz, czy jej stamtąd nie wykreślić ;)
Ja też lubię czytać, dlaczego ktoś z danej książki zrezygnował nie doczytawszy jej do końca :)
-
germini
2011/04/09 16:43:28
Mandżurio, ja z Müller nie zamierzam się już mierzyć - wystarczy mi wrażeń ;)
Avery lepiej nie wykreślaj - a nuż Ci jednak przypadnie do gustu? :)