...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

John Boyne: "The Boy in the Striped Pyjamas"

("Chłopiec w pasiastej piżamie")




"Chłopiec w pasiastej piżamie" to chyba jedna z tych książek, wobec których trudno pozostać obojętnym. Jednych zachwycił, innych zirytował naginaniem prawdy. O sobie mogę powiedzieć, że jakoś tak dziwnie pasuję do obu tych grup.


Tematyka książki wzbudziła we mnie pewną nieufność, nim jeszcze wzięłam ją do ręki. Bo prawda jest taka, że połączenie dzieci i obozów koncentracyjnych musi wzruszać, mniej lub bardziej w zależności od jakości historii. A jeśli nie ma się w tym zakresie nic konkretnego do powiedzenia, to jest to dla mnie granie na emocjach, którego nie lubię.
A później zaczęłam czytać. I wpadłam.

Boyne znakomicie wczuł się w postać chłopca, dziewięcioletniego Brunona, który zmuszony jest opuścić ukochany Berlin i przenieść się z rodziną na jakieś obce mu wygwizdajewo, bardzo daleko od przyjaciół, ukochanych dziadków, znajomych ulic i wielkiego domu z niezliczonymi zakamarkami do eksplorowania. Chłopca, który jest nieświadomy wszystkiego, co się wokół niego dzieje: kim jest ten ważny człowiek "The Fury", który przyjeżdża do nich na kolację, skąd się wzięła nazwa nowego miejsca, "Out-With", i dlaczego ci śmieszni ludzie za ogrodzeniem noszą takie same ubrania.
Pewnego nudnego dnia Bruno postanawia wybadać okolicę. W ten sposób poznaje swojego rówieśnika, Shmuela, chłopca w pasiastej piżamie. Daje to początek ich sekretnej i bardzo niezwykłej przyjaźni.

Historia tych dwóch chłopców wywołała u mnie sporo emocji najróżniejszej maści. Ich głównym źródłem był niewątpliwie sprytny zabieg, do którego uciekł się Boyne: to, że czytelnik wie o wiele więcej niż Bruno i zmuszony jest obserwować dziecięcą niewinność wśród takiego ogromu zła. Bezkrytyczną ufność w rodziców oraz otaczający go świat i, co za tym idzie, brak potrzeby kwestionowania pewnych zachowań i wydarzeń. Naiwną nieświadomość przechodzącą czasem w irytującą ignorancję (przez co Bruno momentami solidnie działał mi na nerwy). Boyne sprawił, że na chwilę zapomniałam, że zdecydowanie bliżej mi do "Władcy much" Goldinga niż bezwarunkowej wiary w czystość dziecięcych serduszek.
Urzekła mnie ta książka, nie mogło być inaczej. Okoliczności, jakie opisywała, i kontrast między dwiema stronami wiadomego ogrodzenia były niesamowicie poruszające, ale też i drażniące. A coś złowieszczego, co czaiło się między wierszami i sygnalizowało, że ta historia nie może zakończyć się inaczej jak tylko w jeden sposób, nie pozwalało mi się oderwać od lektury.
Takie właśnie uczucia towarzyszyły mi w trakcie czytania.

A później, po lekturze, przestałam ją czuć i zaczęłam o niej myśleć.
Przede wszystkim wyszło to, czego obawiałam się na początku: samo połączenie dzieci i obozu musi budzić silne emocje, choćby nie wiem, ile miało wad. A to trochę ich miało. Mogłabym się przyczepić do kilku dość istotnych rzeczy: czy dziewięciolatek, w dodatku syn kogoś wysoko postawionego, naprawdę mógł nie wiedzieć, kim był "The Fury"? Czy mógł być na tyle nierozgarnięty, by nie zdawać sobie sprawy z beznadziejnego położenia swojego przyjaciela; z tego, co ogólnie się wokół niego działo? Na serio nikt mu jeszcze nie zdążył wszczepić nienawiści do Żydów?
Do tego Boyne podszedł do tematyki obozu odrobinę zbyt lekko, sugerując np., że Shmuel mógł się każdego dnia swobodnie wymykać na spotkania z Brunonem. Jakie daje to wyobrażenie o okropnościach obozów koncentracyjnych tym, którzy nie mają o nich najmniejszego pojęcia?
Być może przesadzam; być może Boyne chciał tylko chwycić czytelników za serce a nie zasypywać ich faktami. Ale ciężko mi (choć nie jest to niemożliwe) traktować "Chłopca w pasiastej piżamie" jako czystą fikcję, skoro jest osadzona w konkretnym czasie, w konkretnym miejscu - w dodatku tak niemożliwie trudnym do zaakceptowania. W takim świetle książka wydaje się niemal kiepskim żartem.

Tego podziału na "serce i rozum" nie dokonałam z premedytacją; sam się pojawił. W związku z nim powieść mogę uznać za rewelacyjną tylko wtedy, gdy oddzielę historię Brunona od kontekstu historycznego. Gdy o nim myślę, działa mi na nerwy, choć i wówczas nie wydaje mi się zupełnie do niczego, bo przecież urzekła mnie między innymi prostotą fabuły i języka. Innymi słowy, mam dość ambiwalentne odczucia.

I tylko ostatnie słowa (których nie da się zapomnieć) mnie niepokoją: "Of course all this happened a long time ago and nothing like that could ever happen again. Not in this day and age." Mam nadzieję, że słusznie myślę, że to ironia a nie nieświadomość autora.

niedziela, 06 lutego 2011, germini
Tagi: Definitions

Polecane wpisy

Komentarze
enga
2011/02/06 22:20:30
Ależ mi narobiłaś ochoty na sprawdzenie, co u mnie wygra - rozum czy serce! :) Bardzo ciekawa recenzja.

PS. Tymi wyrywkami w kolumnie obok narobiłaś mi okrutne ochoty na dorwanie i przeczytanie tej The Wifes Handbook :D Tylko kurczę, jak i gdzie to zdobyć???
-
germini
2011/02/06 22:30:04
Engo, dzięki ;) A sprawdzić zdecydowanie warto, niezależnie od rezultatu :)

Książki całej nie czytałam, tylko niektóre rozdziały mnie zainteresowały. A korzystałam z tego źródła: www.archive.org/stream/wifeshandbook00norm#page/n0/mode/2up Miłej lektury ;)
-
enga
2011/02/06 23:39:52
Spróbuję, zdecydowanie, pytanie tylko - kiedy? ;)

A co do drugiej książki - dzięki! :D Już się pośmiałam troszkę, będę podczytywać :D
-
kasandra_85
2011/02/06 23:41:34
Dawno temu przeczytałam tę książkę, ale niewiele z niej już pamiętam. Warto chyba jednak odświeżyć pamięć:D.
Pozdrawiam!
-
paideia
2011/02/07 18:11:33
Pamiętam tę książkę, choć czytałam ją już jakiś czas temu. I mam bardzo podobne do ciebie odczucia. Przede wszystkim drażniło nie to, jak bardzo nieświadomy jest ten chłopiec - główny bohater. Jak jest głupiutki mimo swojego wieku. No i język też nie bardzo mi odpowiadał. ale nie da ukryć - książka robi wrażenie i daje do myślenia...
-
boopoland
2011/02/07 19:56:38
trochę, imho, lekceważące jest pokazywanie, że Shmuel ma na tyle lekko, że może wymykać się na spotkania z przyjacielem. tak jakby dzieciom w obozie było łatwo i przyjemnie. czytałam jakoś w grudniu "Dzieciństwo w pasiakach" i tam zdecydowanie takich rzeczy nie było.
i Furia, jak tylko się w książce pojawiał miałam ciary, ale te nieprzyjemne, jakbym obawiała się, że zaraz się zdarzy coś złego.
no ale generalnie podobała mi się. ba! popłakałam się jak trzeba!
-
kornwalia.mikropolis
2011/02/08 14:47:34
Należę do tych, którzy bardzo nisko ocenili tę książkę. Dla mnie to pisanina pod publiczkę, oburzające wykorzystanie tragedii ludzkiej, żeby napisać nieprawdopodobną historię i sprzedać ją jako wyciskać łez. Denerwowały mnie właśnie te wady, o których wspominasz, tyle że ja nie miałam wątpliwości. Jako połowiczny historyk nie łykam tych bzdur o wykopanym dołku pod drutem kolczastym, dziecku hitlerowca, które nie należało wcześniej do żadnej organizacji dziecięcej, albo które chociaż nie widziało rzeczywistości Berlina itd. Poza tym jak na 9-latka, bohater książki jest wyjątkowo tępy.
Ach, ostro napisałam, ale jeszcze mi żyłka pulsuje jak mówię/piszę o "Chłopcu...", choć minęło już sporo czasu od jej lektury.
-
izabella_g
2011/02/08 16:43:35
Nie chciałam tego czytać i przypomnialaś mi dlaczego:). Pachnie mi manipulacją.
-
boopoland
2011/02/08 17:19:06
dzieciak nie jest tępy, pracuję w SP, to mam jakieś porównanie.
-
germini
2011/02/08 17:24:20
Engo, na ten odwieczny problem człowieka czytającego jeszcze nikt chyba nie znalazł rozwiązania ;)
W Handbooku można znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy. Upodobałam sobie szczególnie te dotyczące seksu i ogólnie pojętej cielesności ;) A sama strona (archive.org) to dla mnie kopalnia skarbów (tyle że się trochę naszukać i naprzedzierać przez nieskarby trzeba).

Kasandro, to, że niewiele pamiętasz, też chyba jakoś o niej świadczy, prawda? ;)

Paideia, Boo, Kornwalio, odpiszę Wam hurtem, żeby się nie powtarzać.
Cieszę się, że zgadzacie się ze mną w pewnych kwestiach, bo już się bałam, że tą książką to trzeba się zachwycić bezgranicznie i bezkrytycznie, bo przecież jak dziecięca tragedia (niezależnie od formy) może nie poruszyć.
Ale nie mam znowu o niej tak negatywnej opinii jak Ty, Kornwalio. Bo gdyby oddzielić historię od faktów (i olać te wszystkie bzdury, które popełnił autor) i potraktować jako uniwersalną historię o tym, jak to naszym życiem rządzi przypadek, o niesprawiedliwości, o dziecięcej niewinności pośród ogromu zła, i tak dalej, i tak dalej, to wydaje mi się dobra (lecz tylko wtedy, bo gdy patrzę na nią przez pryzmat historii, wydaje się jedną wielką pomyłką). Jednak doskonale rozumiem, że oburzył Cię sam fakt wykorzystania tragedii obozów w taki sposób i sama po części się z Tobą zgadzam. (Po części, bo musiałabym jednocześnie założyć, że autor zrobił to premedytacją, a tego akurat pewna nie jestem.) A tego, że Boyne tak lekceważąco podszedł do pewnych rzeczy, nawet nie ma sensu analizować, bo się tylko człowiek denerwuje ;) I strasznie mi się nie podoba, że takie bzdury czytają ludzie na całym świecie; ludzie, którzy nie są tak związani z tematyką obozów jak my, mało wiedzą, przez co mogą wyciągać błędne wnioski.
Paideio, w sumie Shmuel nie był dużo bardziej rozgarnięty od Bruna, tak sobie myślę. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, w jak fatalnej sytuacji się znajduje, choć przecież patrzył na wszystkie okropności, które się tam działy, a jednak nie potrafił wyciągnąć wniosków. Ech.
Język natomiast mi się podobał :)

Izabella, troszkę mi to Picoult zajeżdża: wezmę tragedię i zrobię z tego wyciskacz łez. Tyle że Boyne bazuje na faktach historycznych, więc Picoult to przy nim mały miki ;) No i, jak pisałam wyżej, nie jestem pewna, czy zrobił to z premedytacją.
-
germini
2011/02/08 17:26:13
Boo, ale naprawdę sądzisz, że ten konkretny dziewięciolatek mógł nie wiedzieć np., kim był Hitler?
-
boopoland
2011/02/08 19:57:38
Germ, ale wiesz, są tacy rodzice, którzy starają się izolować swoje dzieci od tych otaczających je spraw, które wydają im się generalnie złe czy niebezpieczne. może tak było i z tym dzieciakiem, a może wiedział, że Furia to H., tylko to wypierał (?).
sama nie wiem, jednak nazywanie go tępym wydaje mi się przegięciem.
-
germini
2011/02/08 20:44:27
Boo, teorię z izolowaniem wykluczam, bo ojciec chłopca musiał być zaangażowany, a skoro tak, to musiał chcieć wpoić dzieciom to i owo - tak to widzę ;) Ale możemy tylko gdybać, bo w zasadzie mało wiemy o rodzinie.
Uderzył mnie natomiast brak empatii Bruna i tego, że nie kminił, że z jego przyjacielem jest coś nie tegez. Że po drodze potrafił zeżreć część jedzenia, które niósł wychudzonemu Shmuelowi. (Momentami strasznie mnie wkurzał.) I na tej podstawie wnioskuję, że był mało rozgarnięty :) (Osobiście nie posunęłabym się do mocniejszych słów, ale rozumiem Kornwalię, bo ten fragment historii, wszystko, co z nim związane, może budzić najróżniejsze emocje.) Boyne fantastycznie wg mnie wczuł się w postać dziecka podczas pisania tej książki - ale dziecka, imho, troszkę młodszego niż bohater.
-
kornwalia.mikropolis
2011/02/09 09:22:17
Boo, tez pracuję z dziećmi. Jednak tępy jest dla mnie choćby z jednego powodu. Niemal każde dziecko zna swój dom jak własną kieszeń, rodzicie choćby chcieli, nie mieli przed nami tajemnic, bo myszkowało się im po dorosłych szafach, podsłuchiwało rozmowy, szukało się wszędzie ukrytych prezentów gwiazdkowych. Bohater natomiast wydaje się jakby był pozbawiony zwykłej dziecięcej ciekawości. Dla mnie to nie banał, że dzieci są ciekawskie, dzięki temu wiedzą więcej o tym, co się dzieje w domu niż nam, dorosłym, się wydaje. Taka ciekawość nie przekłada się jednak prosto na naukę, ale to już inna inszość ;)
Wydaje mi się mało prawdopodobne, że postawiony wysoko hitlerowiec mógł izolować swoje dzieci, one były w pierwszym rzędzie indoktrynowane, co było powodem do dumy i chwalenia się nimi przed innymi hitlerowcami. W każdym razie tak wynika z niektórych wspomnień spisanych po wojnie.
Tak jak Iza, tę książkę biorę za manipulację. Może nie napisaną dla pieniędzy, ale na pewno dla rozgłosu.
-
claudete
2011/02/11 01:24:45
Prawda jest taka, że czytając tę książkę i porównując naszego małego bohatera do typowego dziewięciolatka natrafiamy na zgrzyt, ale jest on nieuzasadniony.
Dlaczego?

Z bardzo prostego powodu - znamy tylko współczesne (lub okołowspółczesne) dzieci. Ich rozumienie, postrzeganie świata jest związane nie tylko z cechami wrodzonymi, ale też z trybem życia, z wychowaniem, z uspołecznieniem.
Prawdą jest, że obecne dzieci są na o wiele większym poziomie rozwojowym niż te sprzed 20, czy 30 lat. Jest to spowodowane przede wszystkim różnymi możliwościami ich stymulacji - wszelakimi grami, kolorowymi zabawkami, tonami podręczników dla rodziców, tzw. świadomym macierzyństwem, ale też np. rozwojem technologii.

Cóż możemy powiedzieć zatem o dziewięcioletnim dziecku sprzed 72 lat? Że nie było bystre?
W mojej ocenie przede wszystkim było bardziej niewinne i wychowywane w zupełnie innych warunkach niż współczesne dzieci. Ponadto zauważcie, że szacunek dla ojca wpajany bohaterowi od urodzenia był związany także z niezadawaniem pytań, co mogłoby oznaczać, że chowano go właściwie pod kloszem, podobnie jak inne dzieci niemieckich notabli. Nie jest też prawdą, iż były one indoktrynowane. Zwykle hitlerowcy (szczególnie ci zamieszani w zagładę Żydów) chcieli ochronić swoją rodzinę przed okrucieństwem, za wszelką cenę - coś na kształt instynktu samozachowawczego. Często mieli normalne rodzili, a w domu wchodzili z bliskimi w całkiem zdrowie relacje.
Wynikało to przede wszystkim z tego, że wojnę traktowali jako czas wyjątkowy, pewne zaburzenie świata, konieczne lecz krótkotrwałe. Patrzyli perspektywicznie - byli pewni, że po wojnie wszystko wróci do normy, nikt nie będzie nikogo zabijał, a dzieci nie powinny mieć żadnych traum.

Dla mnie ta książka to nie baśń, tylko żywy, wręcz krwawy realizm przeplatany momentami sielankowym dziecięcym, niedojrzałym spojrzeniem.
-
kornwalia.mikropolis
2011/02/13 20:41:03
Claudete, podoba mi się Twoje spojrzenie, mam tylko jedno ale. Nie porównuję go z dziećmi obecnymi, tylko z sobą, moim rodzeństwem i moim przyjaciółmi, czyli ludźmi, którzy zaznali jeszcze życia w PRL. Nie było wtedy komputerów, TV była czarno-biała i nie wolno nam było jej oglądać, zresztą i tak nic ciekawego nie leciało, zero supermarketów, ba, nawet telefonu nie mieliśmy :) Oczywiście, ten dzieciak wychowywał się w jeszcze innych czasach. Gdyby był to mój jedyny argument, to bym odpuściła. Było ich jednak więcej, a zachowanie tego dziecka uznaję akurat za jedną z mniejszych wad książki.
-
kornwalia.mikropolis
2011/02/13 20:43:42
Aha, co do indoktrynacji. Bazuję na wspomnieniach dzieci hitlerowców, obejrzałam jakiś film dokumentalny na ten temat i wynikało to z kilku artykułów, w których przytaczano takie relacje. Może były to odosobnione przypadki.