...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Valerie Martin: "W ruchu"




Skończyłam czytać tę książkę zaledwie kilka dni temu, a już prawie nie pamiętam, o co w niej chodziło. Niczego z niej nie wyniosłam, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia; równie dobrze mogłaby nie istnieć. Tak bluzgałam niedawno na pisaninę Laurie Notaro, ale przynajmniej w jakiś sposób zapadła mi ona w pamięć. Natomiast jeśli "W ruchu" - sam tytuł - zostanie mi jakimś cudem w głowie, to prawdopodobnie jako jedna z najbardziej nijakich, bezpłciowych powieści, z jakimi miałam do czynienia. Dlatego ta notka będzie równie beznamiętna co temat, którego dotyczy.


Helene Thatcher pracuje w opiece społecznej, wśród ludzkich nieszczęść i stert dokumentów. Jest rzeczowa i opanowana, więc nadzwyczaj dobrze radzi sobie ze swoimi obowiązkami - z petentami, którzy wiecznie mają o coś pretensje bądź są w niesamowicie trudnej sytuacji. Kiepsko jej się za to powodzi w sferze prywatnej: od kilku lat tworzy otwarty związek z ćpunem, sypia z narzeczonym swojej dobrej koleżanki i daje się prześladować choremu psychicznie mężowi najlepszej przyjaciółki.
Helene żyje w ciągłym ruchu - to jej sposób na przetrwanie. Działa impulsywnie, nie zastanawia się nad tym, co robi, nie zatrzymuje się, żeby pomyśleć. Najważniejsza jest dla niej wolność, a do tej zalicza się między innymi przygodny, niebezpieczny seks, który podnosi jej samoocenę i pewność siebie. Życie Helene to nieustające pasmo samozniszczenia.
I w zasadzie tyle.

"W ruchu" to dla mnie opowieść o niedorzecznie postępujących ludziach (i nie mam tu na myśli bohaterki, bo ta w swojej samozagładzie jest jeszcze dość wiarygodna, lecz jej otoczenie) i ucieczce przed życiem. Ten ostatni temat, sam w sobie przecież fascynujący i mający spory potencjał, Martin potraktowała powierzchownie, mdło i nijako. Zrobiła z niego suchą wyliczankę destrukcyjnych zachowań i problemów (chociaż nie wykluczam, że ponad trzydzieści lat temu nawet podany w takiej formie mógł budzić inne - jakiekolwiek - emocje; dziś już takie sprawy nie szokują).
I wierzcie mi, chciałabym podać jakieś konkrety, wymienić i uzasadnić części składowe mojej oceny, ale po prostu nie jestem w stanie. W sumie tylko narracja przychodzi mi do głowy - tak pospieszna, że aż męcząca. Jakby Martin miała dość swojej powieści, zanim jeszcze ją zaczęła; jakby chciała ją jak najprędzej skończyć. Inne rzeczy wyleciały mi z głowy szybciej, niż zdołałam je przyswoić.

poniedziałek, 17 stycznia 2011, germini

Polecane wpisy

Komentarze
izabella_g
2011/01/18 10:09:53
Dobrze, że w takim razie nie pobrałam jej od Ciebie na podaju. Niezastąpiona biblionetka uratowała mnie przed tym błędem:).