...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Jodi Picoult: "Krucha jak lód"




W zasadzie zamiast rozpisywać się na temat "Kruchej jak lód" mogłabym tylko podać linka do (trochę gorszej) "Zagubionej przeszłości" i to by w dużej mierze załatwiło sprawę. Bo pisać o jednej książce Picoult to pisać o całym jej dorobku. W tym przypadku nie można już mówić o własnym niepowtarzalnym stylu; to już jest pisanie na jedno kopyto. Kopyto jednak, muszę przyznać, silnie wciągające.


Ogółem rzecz biorąc, powieści Picoult nie wzruszają mnie i nie skłaniają do refleksji. Mnóstwo w nich emocji, ale te nie udzielają mi się w najmniejszym stopniu, w całości pozostając na kartach książki. Zupełnie jakbym oglądała je przez szybę. Dlaczego? Bo są nierozerwalnie związane z lekko kiczowatymi zabiegami, które sprawiają, że ciężko mi brać te teoretycznie dramatyczne historie na serio.
Autorka najwyraźniej wyznaje zasadę, że im więcej tym lepiej. Dlatego gromadzi w jednym miejscu wszystkie możliwe problemy, które mogłyby wystąpić w opisywanej sytuacji (i którymi można by spokojnie obdarować kilka powieści), lekką ręką rozdaje nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, przeróżnej maści nieszczęścia i zwroty akcji. Jej bohaterowie postępują impulsywnie, nie szukając rozwiązań w rozmowach z bliskimi, i często niezbyt racjonalnie. A do tego każdy po swojemu, co powinno zapewne zaangażować czytelnika, zmuszając go do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Nie inaczej jest właśnie w "Kruchej jak lód".
Szczęśliwe małżeństwo O'Keefe decyduje się na drugie dziecko. Pomimo pewnych problemów Charlotte udaje się zajść w ciążę. Córka rodzi się chora: cierpi na OI, wrodzoną łamliwość kości, typ III. To oznacza, że będzie żyła w bólu i męczarniach, bo byle co, nawet głupie kichnięcie, może powodować kolejne złamania, które z kolei mogą mieć inne nieprzyjemne (poza oczywistymi) skutki. Życie rodziny O'Keefe już zawsze ma się kręcić wokół kruchej, delikatnej Willow.

Mija kilka lat. Na skutek rozmaitych okoliczności rodzice dziewczynki konsultują się z prawnikiem. Ten doradza im wniesienie pozwu z tytułu niedobrego urodzenia. Z jednej strony gdyby wygrali, mogliby podnieść komfort życia Willow, bo na razie im się nie przelewa. Z drugiej oznacza to publiczne wyznanie, że gdyby odpowiednio wcześnie wiedzieli o chorobie, mogliby się zdecydować na usunięcie ciąży. Sprawa komplikuje się o tyle (bo jakże by inaczej), że osobą, która powinna była rozpoznać OI, jest najlepsza przyjaciółka Charlotte, Piper.
I od tego dnia wszystko się zmienia. Rodzina O'Keefe zaczyna się rozpadać: matka idzie w jedną stronę, ojciec w drugą (przy okazji niemal wcale się ze sobą nie komunikując; ze zdezorientowaną Piper też zresztą nie). Starsza córka popada w bulimię i szereg innych autodestrukcyjnych zachowań, a Willow targana jest olbrzymimi wyrzutami sumienia (niebywale dojrzałymi jak na jej wiek). Pani prawnik natomiast, która prowadzi sprawę, czuje się szczególnie dotknięta pojęciem niedobrego urodzenia, bo przedziwnym zbiegiem okoliczności była adoptowana.
Tragedia goni tragedię. (A zakończenie to już w ogóle majstersztyk. Podejrzewam, że autorka padłaby trupem, gdyby nie mogła zamknąć tej historii w tonie najmelodramatyczniejszym z możliwych.)

Tania sensacyjna otoczka oraz "całe mnóstwo wszystkiego" sprawiają jednak, że książki Picoult wsuwa się gładko i nadzwyczaj przyjemnie. Bez emocjonalnego zaangażowania, ale za to z pewnym zapałem podszytym silną potrzebą dowiedzenia się, jak się dana historia dalej potoczy.
Przyzwyczaiłam się już, że powieści tej pani nie należy za bardzo analizować w trakcie lektury. Nie ma sensu zastanawiać się nad każdym naciąganym zdarzeniem, każdym przejawem niewiarygodności bohaterów, każdą bzdurką. "Kruchej jak lód" od samego początku pozwoliłam się tak po prostu porwać, bez większego zagłębiania się w jej treść. Zaowocowało to cudownym oderwaniem się od rzeczywistości i - jakkolwiek to zabrzmi w odniesieniu do tematyki - dobrą zabawą.

Reasumując, Picoult nie sprawdza się jako autorka głębokich, poruszających powieści obyczajowych (a mam wrażenie, że do takich właśnie dąży), za to czytadła wychodzą jej naprawdę niezłe. I mam zamiar od czasu do czasu sobie po nie sięgać.

sobota, 29 stycznia 2011, germini

Polecane wpisy

Komentarze
agawa79
2011/01/29 23:45:34
"Bo pisać o jednej książce Picoult to pisać o całym jej dorobku. W tym przypadku nie można już mówić o własnym niepowtarzalnym stylu; to już jest pisanie na jedno kopyto."

Mocne! :) I prawdziwe jak nie wiem co. Opisywanej przez Ciebie książki nie znam, ale czytałam kilka innych i zawsze mam wrażenie, że spod fabuły wystaje szkielet, tzn. widać bardzo wyraźnie plan, według którego autorka tworzyła swoje dzieła. Wypada to wszystko trochę szkolnie, ale Jodi Picoult jako czytadła sprawdza się bardzo dobrze.
-
kasandra_85
2011/01/30 08:23:27
Bardzo chcę ją przeczytać i ogólnie skompletować wszystkie książki wydane przez Picoult. Oby się udało:) A recenzja ciekawa i kusząca...
Pozdrawiam!
-
the_book
2011/01/30 09:24:24
Czytałam jedną jej książkę "Dziewiętnaście minut". Wystarczy. Ty mnie jeszcze bardziej w tej decyzji utwierdziłaś :) pozdrawiam :)
-
izabella_g
2011/01/31 11:09:07
Nie mam specjalnie ochoty na te powtórkę z Alicji Tysiąc:). Zwłaszcza, że widzę, że niektóre tricki żywcem skopiowane z innych książek JP (zaniedbane starsze dziecko).
A imiona córek jak u Sarah Palin, ciekawe czy to przypadek.
-
germini
2011/02/02 20:45:34
Agawo, no :D Czasem mam wrażenie, że autorka ma odpowiednio spreparowany szablon w Wordzie, na którym tworzy swoje powieści ;) No ale dopóki wciąga, to mogę przymknąć na to oko.

Kasandro, kuszącą bym jej nie nazwała, ale niech będzie ;) Trzymam kciuki za kompletowanie Picoult!

The Book, w przypadku tej autorki nie trzeba sięgać po wiele pozycji, by wyrobić sobie zdanie na jej temat. Skoro jedna Ci nie podeszła, to zdecydowanie nie ma sensu sięgać po inne :)

Izabella, bo pewnie autorka wypisała sobie na karteczkach swoje ulubione tricki, wrzuciła do michy i teraz przed rozpoczęciem powieści losuje kilka, a następnie umieszcza je w fabule ;)
A z imionami to nie do końca tak - córki bohaterki to Willow (bo wierzba się nie łamie, jeno ugina) i Amelia; Piper to przyjaciółka rodziny :) No ale ewentualnego nieprzypadku nie wykluczam ;)
-
j.szern
2011/03/20 11:06:34
Podpisuję się pod tym, co napisałaś wszystkim, czym mogę ;) Przeczytałam ostatnio trzecią książkę Picoult i z zapałem preparatora żab wyodrębniłam szkielet - czyli schemat, wg której tworzy swoje powieści :D Będę wracać do tej pisarki - bo niekiedy potrzebne są mi terytoria oswojone. Otwieram książkę i wiem, czego się spodziewać - tu domek, tu drzewko, o, jaka ładna dziura w ulicy. Tylko muszę uważać, żeby trafić z lekturą na odpowiedni moment - bo bywa, że zamiast odprężyć, schemat mnie irytuje.