...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

John Burnham Schwartz: "Bicycle Days"




"Bicycle Days" to debiutancka powieść Schwartza, autora głośnej, zekranizowanej "Drogi do przebaczenia" oraz wydanej u nas niedawno "Plebejki".


Na początku poznajemy Aleca, absolwenta Yale, który przyjeżdża do Japonii, kraju, który kusił i interesował go od dzieciństwa. Idzie do pracy, zamieszkuje u japońskiej rodziny. Jego początki w tym nowym świecie są dość ciekawe: lekkie zderzenie kultur, nieuniknione nieporozumienia, przyswajanie odmiennego toku myślenia. Jednak dość szybko dowiadujemy się, że "Bicycle Days" nie jest książką przygodach gaijina w Japonii i że nie o samą Japonię tutaj chodzi. Głównym wątkiem są nierozwiązane sprawy rodzinne, od których Alec próbuje się odciąć. Właśnie ta pogoń za wolnością, w tym od dawnych problemów, niezależnością i swoim miejscem w świecie przywiodła go do innego kraju, gdzie, otoczony obcymi ludźmi, może zacząć wszystko od nowa i ukształtować swoje życie w, jak mu się zdaje, dowolnym kierunku. Tylko czy tak się da?

Jak już wspomniałam - zaczęło się ciekawie, ale gdy na wierzch zaczęły wyłazić nierozwiązane sprawy Aleca, zaczęłam się śmiertelnie nudzić. Nie chcę w żaden sposób bagatelizować takich spraw jak np. rozwód rodziców, ale prawda jest taka, że pewne rzeczy, choć trudne w życiu codziennym, są już nieco oklepane w świecie książek czy filmów. Żeby zainteresować nimi odbiorcę, trzeba je raczej ująć w jakiś nietypowy sposób, ukazać w nowym, ciekawym świetle, spleść z innymi elementami, albo chociaż szerzej zarysować kontekst. W przeciwnym razie dostajemy danie jednoskładnikowe, jałowe, bo niedoprawione, które, owszem, da się zjeść, tylko przyjemność z tego znikoma. (Chociaż może nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że powieść ukazała się ponad dwadzieścia lat temu, w 1989 roku. Może wówczas pewne rzeczy postrzegało się inaczej, nie wiem; dziś jednak mogą wydać się nużące.)

Postać Aleca drażniła mnie - był sfrustrowany, porywczy, lekko arogancki i snuł się, jakby nie wiedział, czego właściwie chce. Jego zachowania były momentami nieadekwatne do sytuacji, niedojrzałe i niezrozumiałe dla mnie. Bohaterowie drugoplanowi, jak np. para staruszków mieszkająca w odciętej od miejskiego zgiełku wiosce, byli o wiele ciekawsi od niego, jednak Schwartz nie poświęcił im wiele uwagi. A szkoda.

"Bicycle Days" miała spory potencjał, który jednak został zmarnowany. Pomysł na całość był ciekawy, ale został kiepsko ujęty. Pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejne powieści autora są lepsze od tego debiutu, bo jednak zamierzam w przyszłości sięgnąć po "Plebejkę".

czwartek, 06 maja 2010, germini

Polecane wpisy