...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Lesley Downer: "Madame Sadayakko. Gejsza, która uwiodła Zachód"




Sadayakko (1871-1946) uwiodła Europę i Stany Zjednoczone na przełomie XIX i XX wieku. Nim jednak do tego doszło, była jedną z czołowych gejsz Japonii, piękną, popularną i zaskakująco - jak na Japonkę - temperamentną. Rozdziewiczył ją sam Ito Hirobumi, pierwszy premier Japonii, co było wówczas nie lada zaszczytem. W 1894 roku poślubiła kontrowersyjnego aktora o politycznych zapędach, Otojiro Kawakamiego, który wystawiał sztuki oparte na bieżących wydarzeniach i próbował tchnąć w skostniały japoński teatr potężną nutę realizmu (nawet jeśli wymagało to wzniecenia prawdziwego pożaru na scenie).

W 1899 roku Sadayakko, Otojiro i jego trupa wyruszyli do San Francisco, by podbić tamtejszą widownię i nauczyć się czegoś o zachodnim teatrze. Byli pierwszą japońską grupą teatralną, która wybrała się za granicę. W Stanach szybko zdali sobie sprawę, że nikt nie wynajmie teatru samym mężczyznom (obecność kobiety na scenie była jeszcze wówczas wysoce niemoralna, a co za tym idzie - niespotykana), a nawet gdyby - takie zestawienie nie znalazłoby zwolenników, toteż postanowiono, że potrzebują aktorki. Sadayakko, jedna z dwóch kobiet w ich grupie (drugą była jedenastoletnia bratanica Oto), była oczywistym, i w sumie jedynym, wyborem: śliczna, zwinna i utalentowana. Poza tym zawód gejszy był w wielu aspektach zbliżony do aktorstwa, więc i doświadczenia jej nie brakowało.
Początek w tym nowym dla nich świecie był ciężki. Trupie zabrakło solidnego przygotowania, konkretnego planu i znajomości tamtejszych realiów. Tułali się po Stanach, głodując i będąc na skraju wyczerpania, ale dzięki samozaparciu zaczęli odnosić sukcesy: najpierw małe, później coraz większe. I w końcu Sadayakko uwiodła Zachód. Stała się gwiazdą, japońską Bernhardt. Świat ją pokochał.
Jednak do jej sukcesu przyczyniły się nie tylko jej liczne walory, ale też fakt, że znalazła się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Europa i Stany były spragnione Japonii. Ten odległy kraj wciąż stanowił dla nich tajemnicę, a tym samym fascynował. W takich okolicznościach możliwość zobaczenia japońskiego teatru z Japonką, w dodatku tak zmysłową, była prawdziwą gratką. Niektórych odpychał jej ciężki makijaż i "kocie" dźwięki, jednak większość była nią oczarowana. (Nawiasem mówiąc, niewielu wiedziało, że to, co widzą na scenie, to nie prawdziwy japoński teatr; trupa odgrywała to, co zachodnia widownia chciała zobaczyć, próbowała wstrzelić się w zachodnią wizję Japonii. Przyczyniło się to do podtrzymania istniejących oraz stworzenia nowych stereotypów.)
Oczywiście w życiu aktorki działo się o wiele więcej niż to, co tutaj lakonicznie, tytułem wstępu, nakreśliłam.

 

Praca nad tą książką musiała być nie lada wyzwaniem, głownie z tego względu, że Sadayakko była osobą tajemniczą. Nie zwierzała się z tego, co jej w duszy grało, nie rozpowiadała o swoich prywatnych sprawach, a gdy już coś mówiła - zdarzało jej się naginać rzeczywistość do swoich potrzeb, by (paradoksalnie, w świetle tego, co robiła) zachować twarz. Gdy ówczesna prasa donosiła, że gejsza jest po uszy zakochana w Kawakamim i wychodzi za niego z miłości (co byłoby niewybaczalne), ona sama po latach stwierdzała beztrosko, że ślub został jej narzucony, a o uczuciach nie mogło być mowy. Gdy krytycy rozpisywali się na temat pasji, z jaką grała, ona udawała posłuszną żonę, która wychodzi na scenę niejako z przymusu, na polecenie męża. Jak było naprawdę - można się dziś tylko domyślać, co też nader chętnie uczyniła w swojej książce Downer. I w tym miejscu pojawia się zgrzyt.

Downer, mam wrażenie, starała się za wszelką cenę ukazać bohaterkę w dobrym, pozytywnym świetle. Na każdym kroku sugerowała, że cokolwiek Sadayakko uczyniła, prawdopodobnie robiła to z romantycznych i wzniosłych pobudek (co się zresztą kłóci z obrazem aktorki kreowanym przez współczesne jej gazety, ale te, z drugiej strony, również mogły mijać się z prawdą w pogoni za sensacją). Gdyby autorka przemyciła swoje poglądy w innej formie, powiedzmy w biografii fabularyzowanej, byłyby one lżejsze do przełknięcia, a być może i całkiem niezauważalne. W tym wypadku jednak były dość ciężkostrawne, a im bardziej Downer próbowała mnie przekonać do swoich racji, tym większy budził się we mnie opór, żeby je zaakceptować. W rezultacie skończyłam lekturę z takim mętlikiem w głowie, że nie zdołałam sobie zdania na temat Sadayakko wyrobić - a rzadko mi się to zdarza i zdecydowanie nie lubię takiego stanu rzeczy.

Downer
z godną podziwu dokładnością zebrała fakty na temat życia aktorki: relacje potomków, zdjęcia, wywiady, recenzje i plotki z gazet czy później powstałe prace naukowe. Mnóstwo z nich zacytowała w swojej książce - a było co cytować, gdyż życie Sadayakko było barwne i obfitujące w najrozmaitsze wydarzenia; na świecie było o niej głośno, a w jej ojczystym kraju tym bardziej.
Lecz "Madame Sadayakko" to nie tylko portret kobiety, ale też
portret epoki: Japonii, jej przemian społecznych, mentalności i wpływów z Zachodu, odbioru Japonii na świecie oraz świata w Japonii, a także zmian zachodzących w teatrze. Ówczesne realia były naprawdę fascynujące, a Downer zarysowała je z ogromną precyzją, w malowniczy, żywy sposób.
Książka, pomimo pewnego zgrzytu, wciągnęła mnie i zauroczyła, a na koniec - jak większość historii o światach, których już nie ma (w tym inna powieść autorki, "Ostatnia konkubina") - pozostawiła w melancholijno-nostalgicznym nastroju.


Jako ciekawostkę dodam, że Sadayakko gościła także i w Polsce. Można sobie o tym poczytać w czasopismach artystycznych:
"Chimerze" oraz "Echu Muzycznym, Teatralnym i Artystycznym" z 1901 roku.

środa, 21 kwietnia 2010, germini

Polecane wpisy

Komentarze
litera-tour
2010/04/28 10:38:02
Ojej, dziękuję!:) Dziękuję za te dwa linki do artykułów sprzed stu lat - nawet nie masz pojęcia, jak bardzo mnie ucieszyły.

A po samą biografię Sadayakko któregoś dnia obowiązkowo sięgnę, kusi, odkąd pojawiła się na księgarskich półkach:) Pozdrawiam!
-
germini
2010/04/28 20:48:23
Litera, no proszę, ktoś jednak zwrócił na te linki uwagę :)) "Echa" nie udało mi się niestety znaleźć w przyjaźniejszej formie, ale dobre i to. Miałam sporo radochy przy wyszukiwaniu tych artykułów. Fajnie się czyta takie rzeczy :)
A po biografię sięgaj koniecznie ;) Ciekawa jestem, czy tylko mi się wydaje, że Downer tak bardzo starała się wybielić Sadayakko. No i w ogóle jestem spragniona innych opinii :))
-
2010/05/07 00:15:55
Nie do końca zgodzę się z tym,że Downer ją wybieliła. Uważam,że starała się pokazać Sadayakko w jak najprzystępniejszej formie dla czytelników zachodnich.Bo jednak Sada mimo swojej tajemniczości była dość znaną postacią w Japonii w tamtym czasie i podejrzewam,że do tej pory jest ona tam postrzegana jako postać kontrowersyjna.

Fajnie,że odkopałaś te artykuły :) Fajnie się to czyta :) Dziękuję ci za to :)
-
germini
2010/05/08 22:36:42
Madame, przystępna dla Zachodu forma a wybielenie to dwie różne rzeczy :) Za to pierwsze jestem Downer wdzięczna, naprawdę malowniczo i przystępnie nakreśliła ówczesne realia. Abstrahując od tego i tak miałam wrażenie, jakby za wszelką cenę chciała wierzyć, że Sadayakko z samych cnót się składała i nawet jeśli robiła coś kontrowersyjnego - czyniła to z prawych pobudek.
Fakt, o aktorce dużo wówczas pisano, była "ulubienicą" ówczesnych tabloidów - szkoda, że ona sama nie opowiadała o sobie równie chętnie.
Co do artykułów - absolutnie nie ma za co :)