|
Ostatnie wpisy
![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Gail Tsukiyama: "Ulica tysiąca kwiatów"![]() Na początek mała zagadka: czego spodziewacie się po książce, gdy na jej okładce widnieją takie hasła jak "oszałamiające arcydzieło", "saga rodzinna napisana z rozmachem" czy autorka "zapuszcza się jeszcze głębiej w ludzką psychikę"? Ja niby wiem, że te notki okładkowe bardzo często są przekłamane, ale żeby aż w takim stopniu? W Tokio żyją dwaj bracia, Hiroshi i Kenji, wychowywani przez dziadków, bo ich rodzice zginęli w tragicznym wypadku. Hiroshi marzy o tym, by zostać zawodnikiem sumo, zaś Kenji chciałby tworzyć maski teatralne. W innej dzielnicy, wraz z rodzicami, mieszkają siostry Haru i Aki. Gdy przychodzi wojna, losy obu rodzin krzyżują się ze sobą, a ich plany i marzenia muszą poczekać na lepsze czasy... Jedynym chyba (ale za to przeogromnym!) plusem powieści jest, przynajmniej dla mnie, Japonia. Japonia zniszczona podczas wojny, lecz mająca siłę i determinację, by się zregenerować i odrodzić. Japonia z jej tradycjami - sumo, teatrem nō, legendami i obyczajami, ale też i z nutą nowoczesności. Japonia pełna subtelności i magii. Fabularnie powieść nie prezentuje się najlepiej. Autorka ma wyraźne skłonności do robienia swoim bohaterom krzywdy: kontuzje, ucięte kończyny, poronienia, depresje i śmierci, także samobójcze. I nie, nie na skutek wojny, co byłoby zrozumiałe. No więc ile takich rzeczy może się przytrafić dwóm rodzinom, w dodatku liczącym sobie tak niewielu członków? Cała historia straciła przez to na wiarygodności, a w rezultacie pod koniec zaczęła mnie szczerze bawić. Wyobraźcie sobie zresztą, że leżycie w nocy w łóżku i czytacie książkę. Do końca zostaje Wam zaledwie 40 stron. Doczytujecie czy idziecie spać? Ja po raz pierwszy chyba w takim wypadku wybrałam tę drugą opcję - tak mnie ta powieść wciągnęła (choć pierwsza połowa, przyznam, była dość ciekawa). Liczyłam też na jakąś głębię psychologiczną, intensywniejszy wgląd w umysły wypaczone i skrzywdzone przez wojnę. Nic takiego niestety nie znalazłam. Oczywiście, książka dotyczy trudnego tematu, mówi o wojnie, ale sama w sobie nie jest jakoś szczególnie wstrząsająca i przygnębiająca. Do refleksji i przygnębienia zmusiła mnie raczej moja wiedza na temat wojny, skojarzenia, które wywołała powieść, niż historia snuta przez Tsukiyamę. (Na upartego można rzecz jasna dopatrzeć się w książce drugiego dna czy ukrytych przesłań, ale tak samo, jak wszędzie indziej. Bo na siłę przecież zawsze można znaleźć jakąś głębię, prawda?) Tylko jedno wydarzenie w książce tak naprawdę mnie zasmuciło, a to niewiele jak na taką tematykę. Zresztą wydawało mi się, że "Ulica tysiąca kwiatów" będzie głównie dotyczyć wojny i radzenia sobie z życiem po jej zakończeniu. Podczas lektury miałam jednak wrażenie, że bohaterowie sobie egzystują, potem bach!, przychodzi wojna, więc muszą przystosować do niej swój tryb życia, a później, gdy ta się kończy, żyją sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Ot, przyszła wojna, spowodowała lekkie opóźnienie w niektórych wydarzeniach, wyjęła bohaterom kilka lat z życia, i tyle. Wszystko toczy się dalej i dopiero gdzieś pod koniec pobrzmiewają echa tamtych tragicznych wydarzeń. Tak więc, według mnie, Tsukiyama potraktowała temat wojny dość powierzchownie i jakby lekceważąco. Autorka poszła też na łatwiznę w tworzeniu postaci. Mamy więc dwóch skrajnie różniących się od siebie braci - Hiroshiego, który jest twardy, mężny i lubuje się w sumo, oraz Kenjiego, wrażliwca i szkolne popychadło, które uwielbia sztukę. Mamy też dwie siostry - Haru, ambitną, niezależną i odważną, oraz Aki, delikatną sierotkę. Takie to wszystko jest, ja wiem?, stereotypowe i oklepane? Podsumowując - uważam, że całość, głównie za sprawą miejsca akcji, jest całkiem zjadliwa. Całe mile dzielą ją jednak od powalenia mnie na kolana i od ochów i achów. Gdyby nie Japonia, nazwałabym powieść zwyczajnie kiepską. Czytałam już na dwóch blogach bardzo pochlebne recenzje tej książki. Jestem ciekawa innych opinii oraz tego, czy ta tendencja się utrzyma. Jeśli tak, to będę chyba jedyną osobą, która się "Ulicą tysiąca kwiatów" nie zachwyciła ;) Nawiasem mówiąc, okładka mogłaby być śliczna, gdyby nie ta wielka czerwona kropa u góry po lewej, która wygląda jak marketowa naklejka informująca o przecenie i psuje cały efekt. niedziela, 25 października 2009, germini
Komentarze
2009/10/25 17:16:10
A to mnie zmartwiłaś. Ksiażkę mam do odebrania na poczcie. To jedna z bardzo niewielu książek, jakie tej jesieni mogę sobie kupić.
2009/10/25 17:36:08
A ja dziękuję za ostrzeżenie; zazwyczaj bezmyślnie rzucam się na wszystko, co jest związane z Japonią - tym razem tego nie zrobię.
2009/10/25 17:46:53
Gdy dostałam katalog Świata Książki, napaliłam się na tę pozycję, ale że mam subskrypcję Gabaldon, więc dałam sobie na wstrzymanie. I widzę, że dobrze zrobiłam. Zaczekam zatem, aż pojawi się w bibliotece i najspokojniej wypożyczę. Tym bardziej, że mam co czytać:)
2009/10/25 17:49:27
Hiliko, czerwona kropa mnie załamała. No jak coś takiego można zrobić okładce?
Szamanko, nie martw się :) Jak już wspomniałam, czytałam dotąd pochlebne recenzje tej książki, więc może i Tobie się spodoba? Agawa, Ty też nie odrzucaj tej książki po jednej mojej opinii :) Zresztą jestem pewna, że z Twoimi skłonnościami do doszukiwania się w książkach ukrytych treści i snucia refleksji, mogłaby Ci się spodobać :)) Też w miarę możliwości staram się rzucać na wszystko związane z Japonią :)) 2009/10/25 18:25:17
A nie nie nie; ja wiem, że Ty uważasz, że ja się doszukuję, ale ja uważam, że Ty nie doceniasz Martina. :D
Poza tym mam tyle do czytania, że Japończycy i tak chwilowo leżą odłogiem. Poza tym jak już Tobie się jakiś Japończyk nie podoba, to znaczy, że rzeczywiście może być kiepski. :) Nie twierdzę, że Tsukiyamy nie wezmę kiedyś tam z biblioteki, ale po Twojej recenzji nie przebieram nogami z niecierpliwością. Z innej beczki - w kolejkę czytelniczą wciął mi się Dukaj z "Innymi pieśniami", jestem ok. 100. strony i póki co - jest rozkosznie. To moje pierwsze spotkanie z Dukajem i trochę żałuję, że go wcześniej nie odkryłam. 2009/10/25 18:53:08
A mnie się okładka tak bardzo podoba. Nie da się ukryć przyciąga wzrok. I szczerze mówiąć na samą książkę też się napaliłam, miałam nawet chęć na kupno. Dobrze, że się powstrzymałam. Podobnie jak kalio, poczekam aż będę mogła wypożyczyć z biblioteki :)
2009/10/25 19:01:48
hmmm... no wypada sie przekonac na właśnej skórze, ale poczekam moze na bibliotekową dostępność albo nizszą cenę.
A co do tej kropy - to myślę ze to po prostu flaga japonska sie wtopiła :) 2009/10/25 22:39:17
Należę do tych czytelniczek, która potraktowała te książkę jak haiku. Niby o niczym, ale posiada to drugie dno, którego przesłanie jest właśnie na końcu powieści. Piękna właśnie w swojej prostocie, a nawet banalności. Książka nie dla nastawionych na Japonię z XVIII wieku z gejszami w roli głównej. Stąd opinie o niej mogą być skrajne. Moja jest na wielki plus.:)))
2009/10/26 10:08:51
Ja z kolei zagiełam parolik na "Amerykańską gejszę" ze świata książki. Nie spodziewam się po niej niczego wielkiego, ale sentyment za dawnymi czasami sprawia, że na samo słowo "gejsza" dostaję ślinotoku ;-)
2009/10/26 18:58:30
No to robi się interesująco :) Sprzeczne opinie podsycają ciekawość, co zresztą już widać ;) Mój egzemplarz dotarł, ale czytanie odłożę na dłuższą chwilę. Zobaczymy jak wypadnie... ;):)
2009/10/27 18:25:42
Witam! Rzeczywiście przeczytałam wcześniej bardzo pochlebna opinię tej książki, ale Twoja negatywna lekko ostudziła mój zapał do kupna. Bezpieczniej będzie przeczytać ją w bibliotece;-)
Pozdrawiam! 2009/10/29 16:48:21
Agawo, z Martinem to nie jest kwestia doceniania ;), tylko tego, jak zdecydowałam się odebrać cykl. I nie mówię, że Twoja interpretacja jest niepoprawna; ja po prostu nie chcę w to tak głęboko brnąć :)
A z Tsukiyamy to raczej średnia Japonka jest. Urodziła się i wychowała w USA, ma "tylko" japońskie korzenie i to w połowie. "Ulica..." jest książką o Japonii napisaną przez obcokrajowca, co zresztą bardzo daje się odczuć podczas lektury. Na Dukaja bardzo nieśmiało się czaję; ostatnio nawet w Empiku macałam :) Może kiedyś się wreszcie skuszę :) Izusr, mi się podoba ilustracja, ale kropy przeboleć nie mogę ;) Mary, podoba mi się Twoja interpretacja kropy :D Może rzeczywiście zacznę na nią patrzeć pod tym kątem ;) Foxino, to czytaj, czytaj, bo jestem innych opinii ciekawa :) Clevera, no ja się na gejsze i innych samurajów nie nastawiałam ;) Do haiku bym tego nie porównała, wg mnie odbiera się je na zupełnie innym poziomie. Dla mnie "Ulica..." to zwykłe czytadło tyle że z fascynującym miejscem akcji. Ale staram się zrozumieć, że może zauroczyć i dać do myślenia :) Swoją drogą, pani Tsukiyama dostanie ode mnie drugą szansę (choć w sumie może i w końcu przeczytam wszystkie jej książki, nawet jeśli odbiorę je tak jak "Ulicę..." - ze względu na Japonię właśnie). Z BookMoocha przyleciała do mnie "The Samurai's Garden" :) Zosik, mnie też ciągnie do tej książki, choć też się niczego wielkiego po niej nie spodziewam ;) Poczekam na Twoją recenzję :) Neta, tak sobie myślę, że jakiekolwiek opinie podsycają ciekawość ;) Pozytywne, bo człowiek chce się przekonać, czy to faktycznie takie dobre. Negatywne, bo chce zobaczyć, czy to rzeczywiście taki gniot. Skrajnie różne, bo chce się przekonać "jak to w końcu jest" ;) A "Ulicy..." nie odkładaj na zbyt długi czas, bo jestem ciekawa Twoich wrażeń :)) Kocie, to jest bardzo bezpieczne rozwiązanie :) A jeśli książka Cię absolutnie zauroczy i zechcesz ją posiąść na własność, to zawsze będziesz ją mogła później kupić, prawda? :)) 2009/10/31 20:33:10
Hmmm, czytalam bardzo entuzjastyczna recenzje u Chiary i juz zaczelam sie zastanawiac, czy spodobalaby mi sie ta ksiazka. Ale teraz po twojej recenzji widze, ze jednak nie. To ja wole siegnac po trylogie o czasach wojennych w Japonii Davida Peace'a.
2009/10/31 21:00:48
Z kupowaniem to przyznam Ci się że mi szkoda kupować książek które czytałam. Tyle książek jest na świecie! (cudownie prawda?) Czasami żal mi czasu żeby do jakiejś wracać.
Pozdrawiam;-) 2009/11/04 17:03:47
Teraz zastanawiam się nad jej kupnem , wcześniej byłam zachwycona okładką no, ale nie ocenia się książki po okładce.. poczekam na Boże Narodzenie może ktoś wpadnie na to żeby mi ją kupić ;)
2009/11/04 20:14:45
germini, a ja nie w temacie, nie wiem jak od dawna to jest, ale dopiero teraz zobaczyłem...
Co za fikuśny nietoperzyk na górze bloga ;-) 2009/11/09 20:16:18
a ja ją kupiłam:) Nie czytałam jeszcze, bo utknęłam na Pamuku. Wstyd przyznać ale po części kupiłam ją ze względu na okładkę:)
2009/11/14 18:38:04
To ja tak tylko powtórzę: nie zniechęcajcie się tak od razu ;) Tym bardziej, że ciekawa jestem kolejnych opinii o tej książce :))
Cedroo, uroczy, prawda? ;)) 2009/11/15 21:23:26
ojej a ja ostatnio poważnie zastanawiałam się nad jej kupnem, na razie się powstrzymałam i widzę że chyba dobrze :)
2009/12/15 15:17:00
Jestem japonofilką (hm..?), jedna któraś tam ułamka mojej biblioteki to japonika. Książkę przeczytałam zaraz po ukazaniu się i miałam bardzo mieszane uczucia z przewagą (jednak) negatywnych. Takie tam czytadło.
Natomiast bardzo, brdzo gorąco polecam : Jun'ichi Watanabe "Za kwietnymi polami". Historia pierwszej w Japoni lekarki. 2009/12/17 22:04:32
Chogolisa, tym oto komentarzem ukoiłaś moje zszargane, zestresowane nerwy. Dziękuję! :)) Bo już myślałam, że jakiś odmieniec ze mnie i że wszystkich ta książka zachwyca :)
"Za kwietnymi polami" mam w planach, jak zresztą wszystko, co ukazało się w Polsce i dotyczy Japonii :) 2011/05/22 18:32:12
Co do czerwonego kólka na książce - proszę popatrzeć na flagę Japonii.
Sądzę, że autorka nie chciała napisać o skutkach wojny tylko historię dwóch japońskich rodzin. Mam wrażenie, ze ludzie dalekiego wschodu lubią okrucieństwo. Wystarczy pooglądać filmy Kurosawy. 2011/06/15 19:54:44
Wczoraj skończyłam tą książkę i przyznam, że mnie się ona bardzo podobała, ale ja sobie myślę, że na każdą książkę musi być czas i miejsce. Ja potrzebowałam akurat tego.
Pozdrawiam serdecznie :-) |
Mimo wszystko muszę przeczytać tę książkę.
Zgadzam się z Twoim stwierdzeniem co do okładki - ta czerwona kropa jest absolutnie zbędna ;)