...fascynacje, frustracje i fantazje



,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Anna Janko: "Dziewczyna z zapałkami"




Bardzo smutna i poruszająca to książka. Trącająca te struny duszy, których wolałoby się nie tykać.


"Dziewczyna z zapałkami" opowiada, że tak lakonicznie to ujmę, o byciu nieszczęśliwą.
Narratorka, kobieta o niezwykłej wrażliwości, utknęła w małżeństwie, które z czasem zamieniło się w swojego rodzaju więzienie. Podczas wykonywania codziennych, rutynowych czynności, gdzieś pomiędzy wieszaniem prania a robieniem obiadu, zatraciła samą siebie. Zgubiła swoją tożsamość. Została zdegradowana do malutkiej części w ogromnej maszynerii świata, do bezosobowego organizmu biologicznego ("Zaludniłam świat... w pewnym sensie i w skromnej ilości... O to szło? Wyłącznie o to szło???"). Mąż, który miał być tym jedynym, okazał się nieczułym karierowiczem, zaś teściowa od początku jej nienawidziła.

W końcu bohaterka uciekła w alkohol, czyniący milszym i przystępniejszym ten okrutny świat, oraz pisanie, częściowo pełniące funkcję terapeutyczną i pomagające jej uporządkować swoje życie.

Niby znany temat, w końcu powstała cała masa powieści traktująca o nieszczęśliwych, stłamszonych kobietach. Jednakże w wydaniu Janko jest to coś zupełnie nowego. Pisarka stworzyła z czegoś zwykłego rzecz absolutnie niezwykłą, obok której nie można, po prostu nie można przejść obojętnie i której nie da się zapomnieć.
Czyżby była to zasługa tego ogromnego ładunku emocjonalnego, jaki niesie ze sobą każda strona książki, każde zdanie? Janko bowiem nie stroni od szczerych wyznań. Z rozbrajającą otwartością rozkłada życie swojej bohaterki (swoje?) na czynniki pierwsze i dokładnie analizuje skutki popełnionego niegdyś błędu, jakim było wyjście za Pawła. Poznajemy myśli bohaterki, jej nagą, obnażoną duszę; wraz z nią przeżywamy jej emocje. Czasem nawet utożsamiamy się.

Janko tym razem spróbowała swoich sił w pisaniu prozy, jednak podczas lektury nie można nie zauważyć, że autorka na ogół jest poetką. Język "Dziewczyny z zapałkami" jest bowiem niesamowicie poetycki, pełen lekkich fraz, poruszających metafor, trafnych porównań. Jednocześnie zaś doskonale współgra z gorzkim, realistycznym obrazem sytuacji bohaterki.


"Dziewczyna z zapałkami" mnie zmiażdżyła. Choć nie mam dzieci, a z męża jestem całkiem zadowolona, wiele razy czułam, że Janko pisze także o mnie, w moim imieniu.
Nie mogłam się od książki oderwać. Od mometu, gdy zaczęłam ją czytać, do samego końca nie istniało dla mnie nic innego. A teraz, choć już ją skończyłam, nie daje mi spokoju, przypomina o sobie, uwiera.
Z pewnością wrócę do tej powieści, i to prawdopodobnie już niedługo - tym razem uzbrojona w małe, samoprzylepne karteczki, które dziś na tę okazję nabyłam.

Lektura obowiązkowa!




Od ilu już lat jest tak samo? Spać się kładę rozczarowana, pełna najgorszych myśli, że oto już nie ma szansy na polepszenie, że mój związek małżeński ma się ku końcowi. A rano? Gdy tylko otrzepię się z resztek snu, czuję, jak wypełnia mnie rześka nadzieja! No i czemu ja wczoraj tak rozpaczałam? Przecież wszystko się ułoży, wystarczy porozmawiać, nawiązać łączność, wytłumaczyć, objaśnić, nakłonić, dać przykład, mieć pod kontrolą...

Co to za sztuka wstać z łóżka i robić "wszystko co do mnie należy". Robić to cały dzień. Zmęczyć to zmęczenie, z którym się wstało rankiem. Upić to zmęczenie, żeby nie wiedziało, na jakim świecie się żyje.

wtorek, 07 kwietnia 2009, germini
Komentarze
2009/04/07 12:28:24
Najbardziej lubię w powieści Janko to, że pomimo, iż każda pojedyncza strona posiada ten gigantyczny ładunek emocjonalny to książka nie jest jednocześnie trudno przyswajalna, ciężka w odbiorze, czy przytłaczająca.
Ubranie całej historii w finezyjne, poetyckie słowa bardzo 'odciąża' czytelnika podczas delektowania się lekturą.
Wydaje mi się, że Janko pisze w imieniu każdej z nas, każdej kobiety. Ja nie mam dzieci, nie mam też męża (jeszcze:P), a jednak całkowicie identyfikuję się z "Dziewczyną z zapałkami". Dzięki takiej uniwersalnej 'feminizacji' powieść jest prawdziwym majstersztykiem, cudowną (chociaż naprawdę wstrząsającą i poruszającą) historią, do której mam także nadzieję wkrótce powrócić.

Pozdrawiam serdecznie i słonecznie :)
-
2009/04/07 20:53:10
Boska recenzja, chylę czoła!!!!
A "Dziewczynę z zapałkami" wypożyczyłam z biblioteki. Kilka dni temu przeczytałam pierwsze półtorej strony. I wiesz co zrobiłam? Odłożyłam, postanowiłam oddać do biblioteki w stanie nieprzeczytanym. Bo wiem już, że chcę mieć na własność!!! Bo będę dużo podkreślać i przyklejać. Półtorej strony wystarczyło, bym przeczuła, że mam do czynienia z dziełem genialnym. Potwierdziłaś moje przypuszczenia. Po świętach idę do księgarni.
-
2009/04/07 22:11:32
z każdą kolejną recenzją "Dziewczyny z zapałkami" bardziej się utwierdzam, że muszę, muszę przeczytać i to możliwie szybko :) myślę, że spokojnie mogę obiecać ;):)
-
2009/04/07 22:27:24
Też bardzo poruszyła mnie ta książka, zwłaszcza porody bohaterki. Poznałam świat absurdu PRL-u o którym opowiadali rodzice. Jednak denerwowała mnie trochę główna bohaterka. Jaki jest sens poślubić kogoś i potem przez kilkanaście lat żyć obok siebie? Jak para obcych ludzi dzielących jedno mieszkanie. To kurczowe trzymanie się Pawia- nie do zrozumienia
-
2009/04/08 01:29:46
Claudete, zgadzam się z Tobą w zupełności. Chociaż jestem zdania, że tematyka może przytłoczyć, jeśli tylko jej się na to pozwoli. No, może nie przytłoczyć, ale nieźle zdołować. Wszystko zależy od podejścia :)

Aerien, dziękuję pięknie (ale nie zawstydzaj mnie więcej ;)).
Uważam, że dobrze zrobiłaś - to jest właśnie jedna z tych książek, które warto mieć na własność, do których się wraca.

Net.a.a, to ja Cię trzymam za słowo ;)

Magrat, myślę, że zbyt surowo oceniasz bohaterkę. Wydaje mi się, że ona po prostu żyła nadzieją na to, że coś się w końcu zmieni - bo nie oszukujmy się, jej "wymagania" w stosunku do męża wcale nie były takie wygórowane. Zresztą dobrze to oddaje pierwszy z cytatów, które umieściłam w tej notce.
-
2009/04/09 10:19:32
Wiosna, słońce, ptaszki śpiewają! Czas na wesołe, a nie przybijające lektury! ;) A tak serio, to kiedy właśnie czytać smutne książki, jak nie teraz? Przynajmniej przygnębienie syzbko minie. "Dziewczyna z zapałkami" dodana na listę!
-
Gość: Katarzyna, public55826.cdma.centertel.pl
2009/05/25 08:43:35
Tej książki nie da się czytać- nią się żyje. Każdy dzień Hanny przeżyłam sama. Jestem malarką. Dawno nie malowałam. Mój mąż był piękny jak Dawid Michała Anioła. I tak jak Dawid ma kamienne serce. Przez "dzieści" lat w tym związku stałam się nikim, choć w oczach moich profesorów na ASP byłam podobno obiecującą artystką. Dobrą żoną, matką i gospodynią nigdy nie byłam (przynajmniej w oczach męża i jego super Mamusi). Do tego trzeba się urodzić z duszą o połowę mniejszą. Zazdroszczę Annie, bo miała odwagę uciec. Ja tej odwagi nie miałam. teraz jest już za późno by zaczynać cokolwiek od nowa. Jestem stara. W tych czasach starzy ludzie nie istnieją. Mnie też już nie ma. Dobrze, że jest książka Anny. Mogłam jeszcze raz przeżyć swoje życie. Cieszę się, że jej się udało. Chciałabym Annę Janko spotkać kiedyś osobiście. Jej książkę mam na własność. Ciekawa jestem ile lat mają dziewczyny piszące komentarze?
-
2009/11/27 10:03:56
Przeczytałam "Dziewczynę z zapałkami" jednym tchem i podziwiam za otwartość, która może być terapeutyczna, choć podejście do życia Hanki nie odpowiada mi. Utwierdziłam się w przekonaniu, że moja codzienna"orka" niepełnosprawnej matki 3 chłopaków, żony Pawła, ma sens i daje mi satysfakcję, a pustkę intelektualną mogę wypełnić czytaniem wartościowych, dających do myślenia książek i pisaniem bloga. Teraz mój Paweł porwał książkę do czytania i ciekawa jestem jego męskiej opinii.