...fascynacje, frustracje i fantazje

,

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

Emily Giffin: "Dziecioodporna"




Claudia nigdy nie chciała mieć dzieci. Nie to, że ich nie lubi. Po prostu wysoko ceni sobie wolność, spontaniczność i wygodę, które latorośl dotkliwie mogłaby ograniczyć. Poza tym czuje się spełniona; nie potrzebuje dodatkowych atrakcji.
Nie zmienia się to nawet wtedy, gdy spotyka Bena, swojego - nazwijmy go - księcia z bajki. Co więcej, on też jakoś nie pali się do zostania ojcem. Para zawiera przed ślubem układ: żadnych dzieci. Oboje są co do tego zgodni, ale do czasu: gdy ich przyjaciele zostają rodzicami, w Benie coś się zmienia. Budzi się w nim chęć spłodzenia potomka, która wraz z upływem czasu staje się coraz silniejsza. Claudia jednak pozostaje odporna na wszelkie namowy i prośby męża.
Czy ich małżeństwo przetrwa ten rozłam? Czy kobieta ulegnie naciskom rodziny, czy raczej pozostanie wierna swoim pragnieniom i ideałom?

Dawno temu, gdy "Dziecioodporna" wchodziła właśnie na polski rynek, miałam okazję przeczytać w Wysokich Obcasach wywiad na jej temat z Emily Giffin. Skrystalizował on (zresztą nie tylko on) w mojej głowie pewne wyobrażenie na temat tej książki - przede wszystkim miała mieć lekko kontrowersyjne, buntownicze zabarwienie. Spodziewałam się, że pozbawiona instynktu macierzyńskiego bohaterka powieści będzie musiała dzielnie bronić swoich przekonań przed watahami matek, które dyszą żądzą głoszenia wszem i wobec, że życie bez dzieci to nie życie. To miała być opowieść o zmaganiach jednostki z wywierającym presję otoczeniem oraz próbie odnalezienia się w społeczeństwie o jedynych, słusznych poglądach.
Zderzenie moich wyobrażeń z rzeczywistością było dość bolesne.

Mało jest dziecioodporności w "Dziecioodpornej"; za mało jak dla mnie. Tak naprawdę ta książka opowiada o radzeniu sobie z kryzysem w związku oraz granicach, które jesteśmy (tudzież nie jesteśmy) gotowi przekroczyć dla ukochanej osoby. A dziecioodporności jest tak niewiele, że ów kryzys mógłby równie dobrze dotyczyć czegoś zupełnie innego.
Brakowało mi tutaj głębi, jakichś przemyśleń, ostrzej zarysowanego konfliktu, natłoku emocji. Sam pomysł na książkę miała Giffin dobry, ale w praktyce wyszła z tego zwyczajna, lekka i bezbolesna powieść obyczajowa zahaczająca o czytadło. Przyznaję jednocześnie, że czytadło bardzo dobre, jeśli nie szuka się w nim wnikliwego spojrzenia na tytułowe zagadnienie czy kontrowersji.

Zawiodłam się srodze. Nie dlatego, że liczyłam na coś lepszego, ale że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Powieść zapewne spodobałaby mi się, gdybym nie snuła wcześniej tak wyjątkowo nietrafionych wyobrażeń na jej temat. Sama jestem sobie winna.
Wiem już teraz, czego mogę się spodziewać po Emily Giffin. Liczę zatem na to, że moje następne spotkanie z jej książkami będzie bardziej udane.

piątek, 27 lutego 2009, germini
Tagi: Otwarte

Polecane wpisy

Komentarze
net.a.a
2009/03/02 00:32:07
Czyli z książkami byłoby podobnie jak z ludźmi ... też lepiej nie sugerować się pierwszym wrażeniem? ;)
życzę bardziej udanego drugiego podejścia :) sama też na pewno prędzej czy później sprawdzę z czym się tą Giffin je ;)
-
germini
2009/03/02 01:43:10
No dokładnie, nie należy oceniać książki po tej przysłowiowej okładce ;))
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że to moje wyobrażenie na temat "Dziecioodpornej" miało pewne podstawy; nie wzięło się znikąd... A szkoda, bo gdyby nie to, zapewne czerpałabym z lektury czystą przyjemność.
Tobie również życzę udanej przygody z Giffin :))
-
hiliko
2009/08/15 19:57:16
Mi się ta książka w ogóle nie podobała :/ a właściwie to po jakichś 30 stronach ją odłożyłam :| I już do Giffin nie podchodziłam, ale czeka na mnie Coś pożyczonego ;)